Spółdzielnie energetyczne w pułapce bilansowania
Spółdzielnie energetyczne miały być jednym z filarów energetyki obywatelskiej w Polsce. Samorządy, przedsiębiorcy i lokalni wytwórcy inwestują w OZE, aby produkować i zużywać energię lokalnie, ograniczać koszty oraz zmniejszać zależność od zmian cen na hurtowym rynku energii. W praktyce jednym z największych zagrożeń dla ekonomiki spółdzielni może być system bilansowania handlowego oraz bardzo silna pozycja przedsiębiorstw energetycznych odpowiedzialnych za ich rozliczenia.
Z problemem tym zgłosił się do naszej redakcji członek jednej ze spółdzielni energetycznych, jednak jak podkreśla, kwestia ta nie dotyczy wyłącznie jednej spółdzielni ani jednego regionu Polski. Konstrukcja prawna spółdzielni energetycznych powoduje, że podobne zależności występują na obszarach działania największych grup energetycznych – Tauron, PGE, Enea czy Energa.
Potwierdzeniem, że nie jest to wyłącznie lokalny spór, było spotkanie z 19 marca 2026 r. z udziałem przedstawicieli spółdzielni energetycznych oraz PGE Obrót, Tauron Sprzedaż, Energa Obrót, Enea i E.ON. Wśród najważniejszych problemów sektora wskazywano m.in. zasady i koszty bilansowania handlowego, redysponowanie, grafiki 15-minutowe, problemy z danymi pomiarowymi oraz metody rozliczeń energii.
Koszt, którego spółdzielnia nie kontroluje
Istotą spółdzielni energetycznej jest możliwość lokalnego bilansowania produkcji i zużycia energii. Jeżeli w danym okresie jedna instalacja fotowoltaiczna produkuje więcej energii, niż potrzebuje jej właściciel, energia ta może służyć pokryciu potrzeb innych członków spółdzielni. Im lepiej dobrane są profile produkcji i zużycia, tym większa powinna być korzyść ekonomiczna całej społeczności energetycznej.
Problem zaczyna się w momencie bilansowania handlowego. Produkcji z fotowoltaiki czy energetyki wiatrowej nie da się przewidzieć ze stuprocentową dokładnością. Pomiędzy prognozą a faktyczną produkcją zawsze występują różnice. Te odchylenia muszą zostać rozliczone na Rynku Bilansującym, a koszt tego procesu może stać się jednym z najważniejszych kosztów funkcjonowania spółdzielni.
Spółdzielnie zgłaszają problem polegający na narzucaniu bardzo wysokich opłat za bilansowanie sięgających nawet 95 zł netto/MWh. Co warto zaznaczyć, jest to podwyżka nawet o 400 proc. w stosunku do lat poprzednich. Drugi wariant rozliczeń to 25 zł/MWh powiększony o różnicę odchyleń pomiędzy prognozowaną i rzeczywistą produkcją. Jak podkreśla nasz rozmówca, propozycja zakładu energetycznego nie uwzględnia udziału w zysku w przypadku różnic cenowych na korzyść wytwórców (członków spółdzielni), a jedynie koszty po stronie wytwórców.
Warto tutaj wspomnieć o patologicznej sytuacji, w której niezgodność grafikowania produkcji wynika z wyłączenia źródła OZE wskutek redysponowania przez PSE, obciążając wytwórcę. Z drugiej strony, wytwórca nie ma wiedzy, kiedy takie redysponowanie zostanie zlecone przez PSE i nie ma możliwości uwzględnić tego w grafikowaniu.
Wezwanie do renegocjacji Umowy o bilansowanie przewiduje przy tym możliwość zakończenia współpracy i rozwiązaniu umowy po bezskutecznych renegocjacjach.
Nie chodzi zatem wyłącznie o wysokość 95 zł/MWh. Znacznie ważniejsze pytanie brzmi: jaką realną możliwość negocjowania ceny posiada spółdzielnia, jeżeli od utrzymania relacji ze sprzedawcą zależy funkcjonowanie całego mechanizmu jej rozliczania?
Formalnie można wybierać. W praktyce zmiana jest znacznie trudniejsza
Ustawa OZE przewiduje możliwość wyboru sprzedawcy. Jednocześnie, jak tłumaczy nasz rozmówca, ustawowa konstrukcja rozliczeń nie daje takiej możliwości ze względu na rejonizację działania spółdzielni. Sprzedawca obsługujący spółdzielnię przedstawia jej członkom umowy kompleksowe, a wskazanemu przez spółdzielnię wytwórcy – ofertę umowy o świadczenie usług bilansowania handlowego. Energia wprowadzana przez tego wytwórcę jest następnie uwzględniana przez tego samego sprzedawcę w ustawowym rozliczeniu członków.
Jak podkreśla nasz rozmówca, formalna możliwość zmiany kontrahenta nie zawsze oznacza więc realną możliwość szybkiego wykorzystania konkurencyjnej oferty. Właśnie dlatego jednym z kluczowych pytań kierowanych do regulatora jest to, czy wytwórca należący do spółdzielni może korzystać z niezależnego Podmiotu Odpowiedzialnego za Bilansowanie (POB), pozostając jednocześnie objętym ustawowym rozliczeniem prowadzonym przez dotychczasowego sprzedawcę, oraz czy sprzedawca może uzależniać rozliczanie spółdzielni od korzystania z określonego POB.
Problem dotyczy wszystkich operatorów obsługujących spółdzielnie energetyczne
Z informacji spływających do redakcji wynika, że warunki cenowe PGE, Enei, Energi i Taurona nie są identyczne. Dostępne materiały nie pozwalają również stwierdzić, że każda spółdzielnia energetyczna jest obciążana taką samą opłatą za bilansowanie. Zdaniem naszego rozmówcy pokazują natomiast coś ważniejszego – zależność od sprzedawcy i problem bilansowania są wpisane w sam model funkcjonowania spółdzielni energetycznej, niezależnie od tego, na obszarze której z dużych grup energetycznych spółdzielnia działa.
Monopol czy tylko bardzo silna pozycja?
W debacie o spółdzielniach energetycznych trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Operator systemu dystrybucyjnego – np. Tauron Dystrybucja, PGE Dystrybucja czy Enea Operator – działa na swoim obszarze jako naturalny monopol sieciowy. Sprzedaż energii jest natomiast formalnie rynkiem konkurencyjnym.
Problem polega na tym, że w przypadku spółdzielni energetycznej szereg obowiązków, umów, danych pomiarowych i rozliczeń zostaje skupiony wokół jednego sprzedawcy. Z perspektywy konkretnej spółdzielni może to wytwarzać efekt ekonomiczny zbliżony do zależności quasi-monopolistycznej, nawet jeśli formalnie na rynku istnieją inni sprzedawcy.
Samo posiadanie pozycji dominującej nie jest zakazane. Niedopuszczalne byłoby natomiast jej nadużywanie, np. poprzez narzucanie nieuczciwych warunków lub ograniczanie warunków koniecznych dla rozwoju konkurencji. Nasz rozmówca podkreśla, że 0peratorzy odpowiadający za bilansowanie inaczej traktują członków spółdzielni energetycznych, a inaczej innych wytwórców. Dlatego zasadniczym pytaniem nie powinno być – czy duży sprzedawca może pobierać opłatę za bilansowanie? Usługa ta generuje rzeczywiste koszty. Pytanie powinno brzmieć: czy spółdzielnia ma realną możliwość powiedzenia „nie” i kupienia tej samej usługi na konkurencyjnym rynku?
W piśmie wysłanym przez Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Energetycznych w imieniu spółdzielni energetycznych zrzeszonych w związku do UOKiK i URE problem został postawiony właśnie w ten sposób: czy możliwość wypowiedzenia umowy w przypadku niezaakceptowania nowych warunków nie prowadzi w praktyce do przymusowego ich przyjęcia oraz czy powiązanie ustawowego rozliczenia spółdzielni z konkretnym modelem bilansowania nie ogranicza konkurencji.
95 zł/MWh to dopiero początek problemu
Dyskusja o wysokości stawki może przesłonić problem, który – zdaniem naszego rozmówcy – jest jeszcze ważniejszy – od jakiego wolumenu ta stawka jest naliczana? Jak podkreśla, spółdzielnia energetyczna została stworzona właśnie po to, aby produkcja jednego członka mogła pokrywać zapotrzebowanie innych.
Jeżeli koszt bilansowania zostanie naliczony w sposób nieuwzględniający rzeczywistego efektu agregacji całej spółdzielni, można dojść do sytuacji, w której spółdzielnia zapłaci za bilansowanie wolumenu znacznie większego niż jej rzeczywista pozycja niezbilansowania. Wtedy najbardziej podstawowa zaleta spółdzielni – lokalne równoważenie produkcji i poboru – zostaje ekonomicznie ograniczona przez sposób naliczania kosztów. A przecież sprzedawca już uczestniczy w korzyściach z systemu.
Model ustawowy rozliczenia spółdzielni nie jest klasycznym rozliczeniem energii 1:1. Rozliczenie w relacji 1:0,6 powoduje, że część energii nie wraca do członków spółdzielni w ramach mechanizmu rozliczeniowego. Przy ocenie kolejnych opłat należy więc patrzeć nie tylko na koszt bilansowania ponoszony przez sprzedawcę, lecz również na cały ekonomiczny model rozliczeń.
Redysponowanie – wytwórca płaci za decyzję, której sam nie podjął?
Kolejną kwestią przywołaną wcześniej jest redysponowanie instalacji OZE. Operator może nakazać ograniczenie produkcji instalacji. W takim przypadku rzeczywista produkcja odbiega od wcześniej sporządzonego grafiku nie dlatego, że właściciel instalacji źle nią zarządzał, ale dlatego, że zastosował się do polecenia operatora.
Jeżeli takie odchylenie automatycznie generuje po stronie wytwórcy koszt bilansowania, powstaje pytanie, dlaczego wytwórca zostaje obciążony finansowo za zdarzenie całkowicie od niego niezależne.
Dodatkowe wątpliwości naszego rozmówcy budzi asymetria części modeli rozliczeniowych. Przy ujemnym lub zerowym wyniku rozliczenia przewidywana jest minimalna wartość należności, podczas gdy nie ustanawia się analogicznego górnego ograniczenia kosztu ponoszonego przez wytwórcę. Takie mechanizmy wymagają oceny pod kątem przejrzystości oraz równowagi kontraktowej. W opinii spółdzielców jest to ewidentna dyskryminacja podmiotów.
Spółdzielnie potrzebują rynku, a nie kolejnego zamkniętego systemu
Spółdzielnie energetyczne mogą być jednym z najważniejszych elementów polskiej transformacji energetycznej. Pozwalają połączyć lokalne instalacje OZE ze szkołami, urzędami, przedsiębiorstwami, oczyszczalniami, wodociągami, obiektami sportowymi czy gospodarstwami domowymi.
Jeżeli jednak po dokonaniu inwestycji spółdzielnia staje się w praktyce zależna od jednego przedsiębiorstwa w zakresie rozliczenia i bilansowania, jej pozycja negocjacyjna może być bardzo słaba. Dlatego potrzebne są jasne odpowiedzi regulatora i ustawodawcy.
Spółdzielnia powinna wiedzieć, czy może rzeczywiście wybrać niezależnego POB. Powinna móc porównać kilka ofert bilansowania. Koszt powinien odnosić się do rzeczywistego niezbilansowania, a nie automatycznie do całej produkcji. Redysponowanie powinno być rozliczane w sposób, który nie przerzuca na wytwórcę odpowiedzialności za decyzje operatora.
Przede wszystkim zaś prawo do zmiany sprzedawcy lub POB powinno być prawem rzeczywistym, a nie tylko zapisem istniejącym na papierze.
Nasz rozmówca podkreśla, że spółdzielnie energetyczne muszą jednoczyć swoje siły, aby ich problemy zostały zauważone przez stanowiących prawo. Pomocą dla spółdzielni energetycznych, których dotyka omawiany problem może okazać się kontakt z Krajowym Związkiem Rewizyjnym Spółdzielni Energetycznych, który już podejmował kroki w tej materii i działa na rzecz całej spółdzielczości energetycznej pod adresem kontakt@kzrse.pl.
Wniosek? Energetyka obywatelska nie będzie naprawdę obywatelska, jeżeli lokalny producent może wybudować własne źródło, gmina może założyć własną spółdzielnię, a mimo to kluczowe warunki ekonomiczne jej funkcjonowania pozostają zależne od decyzji jednego dużego przedsiębiorstwa energetycznego. Problem bilansowania przestał być technicznym szczegółem rynku energii. Staje się jednym z najważniejszych pytań o przyszłość spółdzielni energetycznych w Polsce.
Katarzyna Poprawska-Borowiec
katarzyna.borowiec@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News
Czułem tu pułapkę i nie wszedłem w taką Spółdzielnie Energetyczną.
Dzięki Bogu