Własne technologie zamiast importu. W tych obszarach Polska może zbudować przewagę
Polska stoi przed szansą, która może zdecydować o pozycji krajowego przemysłu w kolejnych dekadach. Transformacja energetyczna uruchamia miliardowe inwestycje, ale pytanie brzmi, jaka część wartości powstającego rynku pozostanie w kraju. Czy polskie firmy mogą stworzyć własne technologie, które wyjdą poza krajowy rynek, i gdzie powinniśmy szukać specjalizacji, w których mamy szansę konkurować z zagranicznymi dostawcami? O tych wyzwaniach, barierach i możliwościach rozmawiamy z dr. Sławomirem Kopciem, dyrektorem zarządzającym Kongresu Energetyki Rozproszonej (KER), pełnomocnikiem Rektora AGH ds. analiz strategicznych oraz ekspertem zaangażowanym w projekty dotyczące transformacji energetycznej realizowane we współpracy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.
Katarzyna Poprawska-Borowiec, Gramwzielone.pl: Transformacja energetyczna jest dziś jednym z największych wyzwań gospodarczych w Europie. Czy Polska ma realną szansę wykorzystać ten proces do zbudowania własnych specjalizacji technologicznych zamiast ograniczać się do importu gotowych rozwiązań?
Sławomir Kopeć: Tak, ale to okno możliwości nie będzie otwarte bez końca. Od decyzji podejmowanych dziś zależy, czy za kilka lat będziemy przede wszystkim odbiorcą gotowych technologii, czy krajem, który tworzy rozwiązania konkurencyjne i eksportowe. Nie powinniśmy próbować konkurować z największymi producentami we wszystkich segmentach rynku. Rozsądniej skoncentrować się tam, gdzie już mamy kompetencje: w energoelektronice, automatyce, modelowaniu procesów, a przede wszystkim w systemach zarządzania energią.
Nie wystarczy jednak produkować urządzeń. Przewagę buduje się poprzez kontrolę nad całym łańcuchem tworzenia technologii – od badań i rozwoju, przez projektowanie i własność intelektualną, po integrację systemów, oprogramowanie i utrzymanie. To ważne również z punktu widzenia bezpieczeństwa. Energetyka coraz bardziej opiera się na danych i systemach cyfrowych, dlatego własne kompetencje w zakresie oprogramowania, algorytmów i usług będą miały coraz większe znaczenie.
Polska nie musi odtwarzać całego łańcucha dostaw w każdej technologii. Powinna natomiast świadomie wybrać obszary, w których połączenie kompetencji inżynierskich, B+R, własności intelektualnej i zdolności do skalowania firm może przełożyć się na przewagę eksportową.
Podczas cyklu konferencji „Technologie energetyki rozproszonej a patriotyzm gospodarczy” eksperci wskazywali obszary o największym potencjale rozwojowym. Jakimi kryteriami kierowali się Państwo przy wyborze technologii, które mogą stać się polskimi specjalizacjami?
Zależało nam, aby nie opierać się wyłącznie na intuicji czy indywidualnych opiniach. Przeprowadziliśmy konsultacje z ekspertami reprezentującymi przemysł, organizacje branżowe, administrację i naukę. Chodziło o wskazanie tych obszarów, w których Polska ma kompetencje możliwe do przełożenia na trwałą przewagę konkurencyjną.
Wstępnej analizie poddaliśmy 18 obszarów technologicznych energetyki rozproszonej, m.in. biogazownie, magazyny energii, efektywność energetyczną budynków, energetykę prosumencką oraz urządzenia do pomiaru i zarządzania siecią. Równolegle analizowaliśmy dziewięć obszarów związanych z inżynierią procesów – od projektowania i montażu po integrację systemów, modelowanie komputerowe i zarządzanie energią.
Najwyżej oceniono rozwiązania zwiększające efektywność energetyczną budynków, a w obszarze procesów – systemy zarządzania energią. To istotny wniosek: polska specjalizacja nie musi oznaczać wyłącznie produkcji urządzeń. Równie ważne mogą być projektowanie, integracja, cyfryzacja i zarządzanie infrastrukturą.
Ocenialiśmy również potencjał rynkowy i technologiczny, potrzeby B+R, możliwości finansowania oraz bariery regulacyjne. Dzięki temu patrzyliśmy nie tylko na to, co potrafimy dziś, ale również na to, co może mieć szansę rozwoju i skalowania.
Rozwój innowacyjnych technologii wymaga odpowiedniego otoczenia regulacyjnego i finansowego. Jakie bariery obecnie najbardziej utrudniają rozwój polskich przedsiębiorstw działających w sektorze energetyki rozproszonej?
Moim zdaniem największą barierą jest brak przewidywalności reguł gry. Inwestycje w energetyce planuje się na lata, dlatego częste zmiany przepisów, długotrwałe procedury administracyjne i niepewność regulacyjna zwiększają ryzyko i utrudniają pozyskiwanie kapitału. Przedsiębiorca musi mieć możliwość oceny nie tylko tego, czy projekt jest opłacalny dzisiaj, ale czy jego model biznesowy będzie działał również za kilka czy kilkanaście lat.
Drugą kwestią jest finansowanie. Mniejsze przedsiębiorstwa, samorządy i spółdzielnie energetyczne mają ograniczone możliwości kapitałowe, a ich projekty bywają postrzegane jako bardziej ryzykowne. Dlatego potrzebne są modele biznesowe, w których można wiarygodnie oszacować przychody, koszty i rentowność inwestycji.
Transformacji nie da się sfinansować wyłącznie ze środków publicznych. Fundamentem musi być kapitał prywatny, natomiast rolą państwa powinno być ograniczanie ryzyka i uruchamianie dodatkowych inwestycji.
Potrzebna jest również konsekwentna polityka przemysłowa. Nie chodzi o zamykanie rynku na konkurencję zagraniczną, ale o stworzenie warunków, w których polskie firmy będą mogły rozwijać kompetencje technologiczne, budować własne rozwiązania i później konkurować nimi na rynkach międzynarodowych.
Coraz częściej mówi się o potrzebie budowania tzw. local content, czyli wzmacniania udziału krajowych firm w realizacji inwestycji energetycznych. Jakie działania mogłyby sprawić, że wielomiliardowe inwestycje w transformację energetyczną w większym stopniu przełożą się na rozwój polskich kompetencji technologicznych i gospodarki?
Wielomiliardowe inwestycje w transformację energetyczną to szansa nie tylko na modernizację sektora, ale również na rozwój polskiego przemysłu i innowacyjności. Trzeba jednak uważać, żeby udział krajowych firm nie ograniczył się do wykonywania prac na rzecz zagranicznych dostawców technologii.
Tu często popełniamy błąd: utożsamiamy local content z suwerennością technologiczną. Tymczasem to nie to samo. Local content oznacza zwiększenie udziału krajowych firm w łańcuchu wartości. Suwerenność technologiczna to coś więcej – zdolność do rozwijania, kontrolowania i utrzymywania kluczowych technologii oraz ograniczania zależności od zagranicznych dostawców.
Możemy mieć sytuację, w której polska firma produkuje urządzenia w oparciu o zagraniczną technologię, ale nie ma dostępu do kluczowego know-how ani praw do jej rozwijania. To jest local content, ale niekoniecznie suwerenność technologiczna. Dlatego nie chodzi tylko o to, żeby polskie firmy były podwykonawcami dużych inwestycji. Powinny rozwijać własne technologie, kompetencje B+R i własność intelektualną, a następnie skalować je na rynkach zagranicznych. Środki publiczne powinny ograniczać ryzyko i mobilizować kapitał prywatny, a nie go zastępować.
Jaką rolę w tym procesie powinny odegrać administracja publiczna, samorządy, instytucje finansowe oraz sektor nauki? Czy współpraca między tymi środowiskami jest dziś wystarczająca?
Każde z tych środowisk ma inną rolę i dopiero ich współpraca tworzy warunki do skutecznej transformacji. Dziś jest ona lepsza niż kilka lat temu, ale nadal niewystarczająca.
Administracja publiczna powinna zapewniać stabilne i przewidywalne ramy rynku. Samorządy są najbliżej lokalnych potrzeb i coraz częściej inicjują przedsięwzięcia – od klastrów energii po inwestycje w ciepłownictwo, OZE czy magazyny energii. Potrzebują jednak odpowiednich kompetencji, finansowania i dostępu do eksperckiego wsparcia.
Instytucje finansowe koncentrują się na ograniczaniu ryzyka inwestycji w transformację. Z drugiej strony potrzebują projektów, których założenia techniczne i biznesowe są dobrze przygotowane. Dlatego równie ważne jak samo finansowanie jest przygotowanie wiarygodnego modelu inwestycji.
Szczególna odpowiedzialność spoczywa na środowisku naukowym. Polska ma dobre zaplecze naukowe, ale zbyt rzadko wyniki badań trafiają na rynek. Moim zdaniem problemem nie jest więc wyłącznie brak kompetencji, lecz przede wszystkim słabe mechanizmy współpracy i transferu wiedzy.
Potrzebujemy całego łańcucha współpracy: od badań i pilotażu, przez finansowanie, aż po komercjalizację i skalowanie.
Akademia Górniczo-Hutnicza od lat angażuje się w projekty związane z transformacją energetyczną. W jaki sposób prowadzone na uczelni analizy i narzędzia modelowania wspierają podejmowanie decyzji inwestycyjnych oraz planowanie rozwoju krajowego systemu energetycznego?
Jedną z najważniejszych ról uczelni technicznej jest dostarczanie rzetelnej, opartej na danych wiedzy, która pozwala podejmować lepsze decyzje.
Transformacja energetyczna łączy technologie, ekonomię, regulacje, zachowania odbiorców i rozwój infrastruktury. Dlatego planowanie inwestycji wymaga narzędzi, które pozwalają porównywać scenariusze, identyfikować ryzyka i oceniać konsekwencje poszczególnych decyzji.
W AGH rozwijamy kompetencje w tym obszarze, realizując projekty z przedsiębiorstwami i instytucjami publicznymi. Służą one m.in. ocenie opłacalności inwestycji, wpływu nowych technologii na system oraz ich znaczenia dla bezpieczeństwa energetycznego.
Kluczowe jest dla mnie to, że modelowanie nie ma zastępować decyzji. Ma pokazywać ich możliwe konsekwencje i ograniczać ryzyko. Dzięki temu można lepiej ocenić, które rozwiązania warto rozwijać, zanim zostaną wdrożone na szeroką skalę.
Przykładem jest Obserwatorium Transformacji Energetycznej, które dostarcza danych i analiz administracji, samorządom i przedsiębiorstwom. Równie ważna jest możliwość testowania nowych technologii i modeli rynku przed ich szerszym wdrożeniem.
Transformacja energetyczna często kojarzona jest przede wszystkim z kosztami. Jak przekonać przedsiębiorców i samorządy, że może być ona również impulsem do wzrostu konkurencyjności i rozwoju nowych gałęzi gospodarki?
Coraz mniej przedsiębiorców trzeba dziś przekonywać do samej potrzeby transformacji. Dla wielu z nich nie jest ona już kwestią wizerunku czy realizacji celów klimatycznych, ale elementem rachunku ekonomicznego. Dostęp do stabilnej i przewidywalnej cenowo energii wpływa na koszty produkcji, lokalizację inwestycji i możliwości eksportowe.
Większym wyzwaniem pozostają mniejsze samorządy, które często dysponują przestarzałą infrastrukturą i ograniczonymi możliwościami finansowania inwestycji. W ich przypadku szczególnie ważne jest pokazywanie sprawdzonych rozwiązań i przekładanie ogólnych celów transformacji na konkretne projekty.
Ale transformacja to nie tylko koszt modernizacji istniejącego systemu. To także nowe rynki, technologie i modele biznesowe. Jeżeli stworzymy warunki do ich rozwoju, mogą powstawać innowacyjne firmy i polskie technologie zdolne do konkurowania za granicą.
Zbyt często rozmawiamy o kosztach transformacji, a zbyt rzadko o kosztach jej braku. Właśnie dlatego warto patrzeć na transformację nie tylko jako obowiązek inwestycyjny, ale również jako narzędzie wzmacniania polskiej gospodarki i jej odporności.
W ostatnich latach wokół Kongresu Energetyki Rozproszonej powstało wiele inicjatyw angażujących środowisko naukowe, biznes i samorządy. Jaką rolę odgrywają dziś tego typu przedsięwzięcia w przyspieszaniu transformacji energetycznej?
Transformacja energetyczna wymaga współpracy nauki, biznesu, administracji i samorządów. Każde z tych środowisk widzi inne problemy i dysponuje innymi narzędziami. Ich połączenie pozwala lepiej dopasować rozwiązania do rzeczywistych potrzeb rynku. Wokół KER udało się zbudować środowisko ludzi i instytucji, które nie tylko wymieniają się wiedzą, ale również szukają praktycznych rozwiązań.
Dobrym przykładem jest cykl konferencji poświęconych technologiom energetyki rozproszonej i patriotyzmowi gospodarczemu. Dzięki badaniom i dialogowi z ekspertami wskazano obszary o największym potencjale rozwoju, a także bariery regulacyjne, finansowe i organizacyjne. Z kolei konkurs „Dobre Praktyki Energetyki Rozproszonej” pokazuje rozwiązania, które sprawdziły się w praktyce.
IV Kongres Energetyki Rozproszonej powinien być kolejnym etapem tych prac – przejściem od diagnozy i analiz dotyczących polskich specjalizacji technologicznych do rozmowy o konkretnych inwestycjach i sposobach ich skalowania.
Jakie znaczenie dla rozwoju polskich technologii energetycznych będą miały najbliższe lata? Czy jest to moment, w którym możemy jeszcze zbudować własne przewagi konkurencyjne, czy też okno możliwości zaczyna się zamykać?
Najbliższe lata będą szczególnym momentem dla rozwoju polskich technologii energetycznych. Mamy kompetencje, inżynierów i przedsiębiorstwa rozwijające innowacyjne rozwiązania. Kluczowe pytanie brzmi dziś nie „czy mamy potencjał?”, ale „czy potrafimy przełożyć go na produkty, wdrożenia i firmy zdolne do skalowania?”.
Nakładają się na siebie dwa silne megatrendy: elektryfikacja gospodarki oraz rewolucja w technologiach informacyjnych, w tym rozwój sztucznej inteligencji. Na styku energetyki, cyfryzacji, automatyki i AI mogą powstawać rozwiązania definiujące kolejną dekadę.
Nie możemy jednak zakładać, że czas działa na naszą korzyść. Transformacja energetyczna w Europie przyspiesza, powstają nowe fabryki, centra danych i ekosystemy technologiczne. Jeżeli chcemy być częścią tego procesu nie tylko jako odbiorca technologii, ale również jako jej twórca, decyzje musimy podejmować teraz.
Polska ma obszary, w których może budować własne specjalizacje – od systemów zarządzania energią, przez automatykę i energoelektronikę, po integrację rozproszonych źródeł energii i rozwiązania wykorzystujące AI.
Mamy dziś w Polsce niemal 1,7 mln rozproszonych instalacji. To istniejąca infrastruktura, na której możemy budować własną warstwę sterowania systemem energetycznym. Umiejętność przewidywania, agregowania i sterowania tymi źródłami może ograniczać konieczność nierynkowego redysponowania i zwiększać wartość energii ze źródeł rozproszonych. Dlatego polską specjalizacją nie musi być produkcja kolejnych paneli, baterii czy falowników. Może nią być technologia, która sprawi, że miliony tych urządzeń będą działały jak jeden inteligentny, elastyczny zasób systemu – poprzez EMS, VPP, automatykę i AI.
Najważniejsze będzie jednak przejście od kompetencji do komercjalizacji. Stabilne regulacje, lepsza współpraca nauki z przemysłem, skuteczniejszy transfer technologii i większe możliwości skalowania nowych firm mogą zdecydować o tym, czy polskie rozwiązania pozostaną pojedynczymi projektami, czy staną się podstawą nowych rynków i przewag eksportowych.
W dniach 4–5 listopada 2026 r. w Centrum Kongesowym ICE w Krakowie odbędzie się IV Kongres Energetyki Rozproszonej. Gramwzielone.pl objęło wydarzenie patronatem medialnym. Więcej informacji o kongresie można znaleźć na stronie kongres.energetyka-rozproszona.pl.
Rozmawiała: Katarzyna Poprawska-Borowiec
katarzyna.borowiec@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News