Magazyny energii: od technologii do aktywa, które musi zarabiać
Rozmowa z Adamem Zalewskim, wiceprezesem Griffin Group Energy, odpowiedzialnym za strategię i rozwój, o dojrzałości polskiego rynku magazynów energii, źródłach przychodów BESS, znaczeniu integracji i EMS oraz o tym, dlaczego przy wielkoskalowych projektach liczy się nie tylko cena baterii, ale przewidywalność całego aktywa przez kilkanaście lat.
Czy Polska jest gotowa technologicznie i biznesowo na erę wielkoskalowych magazynów energii?
Technologicznie – tak. Magazyny energii nie są już rozwiązaniem eksperymentalnym. To technologia stosowana od lat na bardziej dojrzałych rynkach, a w Polsce przeszliśmy już etap pierwszych pilotaży i projektów demonstracyjnych.
Natomiast nasz rynek dopiero wchodzi w fazę dużej skali. Pod tym względem jesteśmy mniej więcej w miejscu, w którym Wielka Brytania była kilka lat temu, kiedy wraz z rosnącym udziałem OZE zaczęła potrzebować coraz większej ilości szybko dostępnej elastyczności.
Przez wiele lat polski system opierał się przede wszystkim na dużych, dyspozycyjnych źródłach konwencjonalnych. Operator mógł stosunkowo precyzyjnie planować ich pracę. Wraz ze wzrostem udziału fotowoltaiki i energetyki wiatrowej struktura systemu się zmienia. Źródła te są bardzo potrzebne, ale ich generacja zależy od warunków pogodowych, a więc z punktu widzenia operatora nie jest w pełni dyspozycyjna.
System elektroenergetyczny musi natomiast pozostawać zbilansowany w każdej chwili. Operator musi mieć możliwość reagowania zarówno na niedobór, jak i na nadwyżkę energii oraz utrzymywać odpowiednie parametry pracy sieci, w tym częstotliwość około 50 Hz.
Magazyn jest pod tym względem wyjątkowym aktywem. Może bardzo szybko pobrać energię z systemu albo ją do niego oddać. Dlatego jego rola rośnie wraz ze wzrostem udziału OZE.
Co dziś najmocniej napędza rozwój magazynów energii w Polsce: OZE, ograniczenia sieci, rynek mocy czy bezpieczeństwo energetyczne?
To suma kilku czynników, ale najważniejsza jest potrzeba elastyczności.
Mamy coraz więcej energii ze źródeł, których generacja zmienia się w zależności od pogody. W określonych godzinach pojawiają się duże nadwyżki, a w innych potrzeba szybkiego uzupełnienia mocy. Jeżeli system nie ma wystarczającej elastyczności, operator musi sięgać po inne narzędzia, w tym ograniczać produkcję części źródeł.
Magazyn pozwala część tej energii przesunąć w czasie. Może ładować się wtedy, kiedy podaży jest dużo, i oddawać energię wtedy, kiedy jest ona bardziej potrzebna.
Ale to tylko jedna funkcja. Magazyny są również bardzo dobrym narzędziem do świadczenia usług systemowych, ponieważ reagują w ciągu sekund. W systemie, w którym rośnie udział źródeł niedyspozycyjnych, szybkość reakcji staje się coraz cenniejsza.
Dlatego magazyn należy traktować nie jako dodatek do OZE, lecz jako jeden z elementów infrastruktury umożliwiających dalszą transformację energetyczną.
Czy polski rynek jest już na etapie realnych inwestycji, czy nadal dużą część stanowią projekty „na papierze”?
Rynek zdecydowanie wszedł już w fazę realizacji. Mamy projekty uruchomione, mamy projekty
w budowie, kontrakty, finansowanie i bardzo duży pipeline inwestycji.
Jednocześnie nie wszystkie projekty znajdujące się dziś w pipeline’ie powstaną. Kluczowym ograniczeniem jest dostęp do sieci i możliwość energetyzacji konkretnych punktów przyłączenia.
Dlatego w najbliższych latach rynek przejdzie naturalną selekcję. Z naszej perspektywy szczególnie ważny będzie okres, w którym zacznie się kumulować duża liczba wcześniej wydanych warunków przyłączenia. Wtedy na rynek wejdzie jednocześnie więcej magazynów i zwiększy się konkurencja zarówno o przyłączenia, jak i później o przychody z poszczególnych segmentów rynku.
Pierwsi inwestorzy mają tu pewną przewagę. Nie tylko wcześniej uruchamiają aktywa, lecz także wcześniej zaczynają zdobywać rzeczywiste dane o rynku i sposobie pracy magazynu.
W takim razie na czym konkretnie zarabia dziś wielkoskalowy magazyn energii?
To bardzo ważne pytanie, bo model biznesowy magazynu nie powinien opierać się na jednym źródle przychodu.
Jednym z mechanizmów jest arbitraż cenowy. Magazyn może pobierać energię w godzinach, kiedy jest ona tania, a oddawać ją do systemu w okresach, kiedy ceny są wyższe. Szczególnie interesujące są sytuacje dużej nadpodaży energii i cen ujemnych. Dla systemu jest to sygnał, że energii jest w danym momencie więcej, niż rynek jest w stanie efektywnie zagospodarować. Dla magazynu może to być okazja do ładowania.
Drugim, bardzo istotnym źródłem wartości jest rynek bilansujący.
Operator potrzebuje zasobów, które pozostają gotowe do szybkiej reakcji. Magazyn może więc oferować określoną moc do usług bilansujących i utrzymywać odpowiednią dyspozycyjność.
Następnie, jeżeli operator rzeczywiście potrzebuje tej elastyczności, magazyn zostaje aktywowany i odpowiednio zwiększa pobór albo oddawanie energii.
W praktyce oznacza to dwa różne poziomy ekonomiczne: wartość samej dostępności określonej mocy oraz wartość rzeczywistej aktywacji energii. I właśnie tutaj bardzo szybka reakcja magazynów jest ogromnym atutem.
Trzecim elementem jest rynek mocy. Dla wielu inwestycji magazynowych jest to bardzo ważna podstawa modelu finansowego, ponieważ daje wieloletni, bardziej przewidywalny strumień przychodów związany z obowiązkiem pozostawania do dyspozycji systemu. Do tego może dochodzić handel energią oraz współpraca z instalacjami OZE.
W praktyce dobry magazyn nie powinien więc zarabiać tylko w jednym modelu. Coraz ważniejsze będzie łączenie różnych źródeł przychodów i wybieranie w danej chwili tego zastosowania, które daje największą wartość.
Czyli sam magazyn nie wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy i w jaki sposób go wykorzystać?
Dokładnie. I tutaj dochodzimy do EMS.
Magazyn energii jest aktywem fizycznym, natomiast EMS jest systemem, który decyduje, jak to aktywo pracuje. Musi wiedzieć, jaki jest aktualny stan naładowania baterii, jakich zobowiązań podjęliśmy się wobec operatora, jakie są ceny energii, jakie usługi możemy świadczyć i jak zaplanować pracę magazynu, aby w odpowiedniej chwili zachować potrzebną rezerwę.
Jeżeli wiemy, że jutro w określonych godzinach możemy uzyskać atrakcyjne wynagrodzenie za dyspozycyjność na rynku bilansującym, musimy wcześniej odpowiednio przygotować magazyn. Nie możemy wykorzystać całej dostępnej energii w arbitrażu i później odkryć, że nie mamy już możliwości wykonania zakontraktowanej usługi. To jest zarządzanie aktywem.
Na bardziej dojrzałych rynkach ogromną rolę zaczynają odgrywać dane. Analizuje się historię cen, zachowanie systemu, pogodę, produkcję OZE, aktywacje poszczególnych usług i sposób pracy samego magazynu. Na tej podstawie systemy predykcyjne mogą coraz dokładniej podpowiadać, w jaki sposób składać oferty i jak zarządzać stanem naładowania.
Widzieliśmy ten proces w Wielkiej Brytanii. Pierwsi inwestorzy zdobyli nie tylko aktywa, lecz przede wszystkim know-how wynikające z kilku lat rzeczywistej pracy na rynku.
Czy to oznacza, że z czasem przewaga konkurencyjna przesunie się z samej baterii na software i dane?
W dużym stopniu tak. Dzisiaj magazyn wchodzący na rynek ma bardzo dużo możliwości wykorzystania. Ale im więcej magazynów zostanie przyłączonych, tym większa będzie konkurencja.
Wtedy nie wystarczy mieć po prostu MW i MWh. Trzeba będzie umieć nimi lepiej zarządzać.
Przewagą stanie się zdolność przewidywania sytuacji rynkowej, utrzymywania właściwego poziomu naładowania, optymalnego składania ofert i wykorzystywania aktywa na kilku rynkach.
Jednocześnie EMS nie może patrzeć wyłącznie na chwilowy przychód. Bateria ma określoną żywotność, liczbę cykli i parametry degradacji. Strategia, która daje najwyższy przychód dzisiaj, niekoniecznie daje najwyższą wartość inwestorowi przez piętnaście czy dwadzieścia lat.
Jak w tej sytuacji zmieniła się rola firm takich jak Griffin?
Bardzo istotnie. Griffin Group Energy działa na polskim rynku od początku lat 90. W segmencie energetycznym od lat zajmujemy się rozwiązaniami dla energetyki zawodowej. Wcześniej jednym z ważnych obszarów były inteligentne systemy pomiarowe, później weszliśmy w magazyny energii.
W latach 2018 – 2019 uczestniczyliśmy jako firma inżynieryjna i integrator w projektach magazynowych w Niemczech. To był moment, kiedy mogliśmy zobaczyć, jak bardziej rozwinięty rynek organizuje relacje pomiędzy magazynem a operatorem systemu.
Później tę wiedzę przenosiliśmy do Polski. Realizowaliśmy projekty pilotażowe dla dużych grup energetycznych, między innymi Taurona i PGE, pracując wówczas z różnymi producentami technologii.
Dzięki temu poznaliśmy magazyny nie tylko od strony projektu czy specyfikacji, ale od strony rzeczywistej integracji z siecią, certyfikacji, uruchomienia i późniejszej pracy.
Dzisiaj rola integratora jest dużo szersza niż jeszcze kilka lat temu. Nie wystarczy dostarczyć urządzeń i je uruchomić. Trzeba rozumieć cały model biznesowy aktywa i cały jego cykl życia.
Jakie kompetencje są dziś kluczowe, żeby skutecznie zrealizować projekt magazynu energii?
Trzeba połączyć kilka obszarów. Pierwszy to oczywiście inżynieria: baterie, PCS, transformatory, rozdzielnie, zabezpieczenia i infrastruktura przyłączeniowa. Drugi to komunikacja i systemy sterowania. Trzeci to wymagania operatora i funkcjonowanie magazynu w krajowym systemie elektroenergetycznym. Czwarty to EMS i zrozumienie modelu biznesowego. I wreszcie serwis oraz eksploatacja przez kilkanaście lat.
Magazyn energii ma wartość tylko wtedy, kiedy jest dostępny. Jeśli przestaje pracować, inwestor nie ponosi wyłącznie kosztu naprawy. Traci przede wszystkim przychody, które w tym czasie mógłby uzyskać. Dlatego integracja techniczna bezpośrednio przekłada się na ekonomię projektu.
Czy największym wyzwaniem jest więc dzisiaj integracja całego systemu z baterią?
Sama bateria jest już dojrzałym produktem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy trzeba połączyć baterię, PCS, EMS, zabezpieczenia, automatykę, infrastrukturę przyłączeniową i wymagania operatora w jeden działający organizm.
Pracowaliśmy w przeszłości z rozwiązaniami, które były składane z komponentów różnych producentów. I dzięki temu bardzo dobrze znamy praktyczne ryzyka takiego modelu. I mamy mandat, aby rzetelnie porównać rozwiązania.
W przypadku urządzeń opartych o technologie wielu producentów mamy dużo więcej ryzyk. Każdy producent może mieć własne procedury serwisowe, inne SLA, inne harmonogramy aktualizacji oprogramowania. Aktualizacja jednego elementu może wpłynąć na komunikację z drugim. W przypadku awarii pojawia się pytanie, kto faktycznie odpowiada za cały system.
Na etapie zakupu różnica może wyglądać jak kilka procent CAPEX-u. W wieloletniej eksploatacji znacznie ważniejsze jest jednak to, ile godzin aktywo rzeczywiście będzie dostępne i będzie mogło zarabiać. To staram się pokazywać inwestorom.
Czy właśnie takie doświadczenia wpłynęły na wybór Sungrow?
Tak. My nie zaczynaliśmy współpracy z Sungrow od relacji handlowej. Najpierw poznaliśmy technologię. Bardzo ważnym krokiem był projekt w Gibraltarze, gdzie uczestniczyliśmy jako partner inżynieryjny w doborze rozwiązania magazynowego dla elektrowni gazowej. Magazyn miał pełnić funkcję black startu, a więc jego niezawodność była kluczowa z punktu widzenia bezpieczeństwa lokalnego systemu energetycznego.
Analizowaliśmy wtedy technologie różnych dostawców i zarekomendowaliśmy Sungrow.
To był dla nas bardzo istotny test, ponieważ mogliśmy ocenić technologię pod względem stabilności pracy, bezpieczeństwa, sposobu integracji oraz wymagań dotyczących współpracy z elektrownią.
Dopiero później tę wiedzę i współpracę przenieśliśmy na rynek polski.
Co dziś jest największą przewagą konkurencyjną Sungrow z waszej perspektywy?
Po pierwsze – integracja rozwiązania. Im więcej kluczowych elementów systemu zostało zaprojektowanych, zintegrowanych i przetestowanych przez jednego producenta, tym mniejsze ryzyko problemów na styku urządzeń pochodzących od różnych dostawców. Dla inwestora oznacza to większą przewidywalność zarówno podczas uruchomienia, jak i później w eksploatacji.
Drugim bardzo istotnym elementem jest bezpieczeństwo. W magazynach energii to absolutnie fundamentalne zagadnienie. Systemy pracują z dużą ilością energii zgromadzonej w technologii elektrochemicznej, więc architektura zabezpieczeń, systemy przeciwpożarowe, certyfikacja oraz zachowanie instalacji w przypadku awarii mają ogromne znaczenie. To właśnie bezpieczeństwo było jednym z ważnych kryteriów również przy projekcie na Gibraltarze.
Trzecia kwestia to skala i doświadczenie producenta. Inwestor budujący aktywo na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat musi patrzeć nie tylko na parametry produktu dzisiaj, ale również na to, czy producent będzie w stanie zapewnić serwis, części, software i wsparcie w całym cyklu życia.
I wreszcie ważny jest aspekt lokalny. Mamy serwis i kompetencje dostępne w Polsce, a Sungrow rozwija tutaj swoją obecność. Dla nas ma to znaczenie również z punktu widzenia local content i bezpieczeństwa obsługi technologii.
Jak w praktyce łączy się technologia Sungrow z kompetencjami Griffin?
Sungrow wnosi globalną platformę technologiczną, natomiast Griffin odpowiada za jej osadzenie w polskich warunkach. To oznacza integrację rozwiązania z konkretną infrastrukturą, zabezpieczeniami, systemami komunikacji oraz wymaganiami operatora.
Bardzo ważnym elementem po naszej stronie jest także EMS. To polskie rozwiązanie, które integruje magazyn z lokalnym otoczeniem i pozwala zarządzać jego pracą w odniesieniu do warunków naszego rynku energii.
Dopiero połączenie tych dwóch elementów tworzy rzeczywiste aktywo: globalnej technologii i lokalnej wiedzy o systemie, przyłączeniu, eksploatacji oraz modelu biznesowym.
Jakie doświadczenia ze współpracy z Sungrow są dla was najważniejsze?
Najważniejsze są dla mnie rzeczywiste i zrealizowane z sukcesem projekty.
Po doświadczeniu z Gibraltaru kolejnym bardzo ważnym etapem były realizacje dla Taurona – projekty Przewóz i Dąbie.
Ich znaczenie nie wynikało wyłącznie ze skali. Kluczowe było to, że technologia została uruchomiona w środowisku dużej grupy energetycznej, przeszła wszystkie wymagane procedury i została zaakceptowana do pracy w polskim systemie.
Dla inwestora to bardzo ważna referencja. Jeżeli zamierza wydać dziesiątki czy setki milionów złotych, chce zobaczyć nie tylko deklaracje producenta, ale rozwiązanie, które faktycznie pracuje.
Te projekty dały również nam ogromną ilość doświadczenia dotyczącego certyfikacji, uruchamiania, konfiguracji i współpracy z operatorami.
Mówi się często o „bankowalności” technologii. Co to właściwie oznacza z perspektywy inwestora?
Przede wszystkim przewidywalność ryzyka. Magazyn energii jest aktywem, który ma przez wiele lat generować przychody. Bank finansujący projekt musi więc mieć odpowiedź na pytanie, czy technologia będzie przez ten okres dostępna i czy jej parametry będą zachowywały się w przewidywalny sposób.
Liczą się referencje producenta, jego skala, doświadczenie, warunki gwarancji, parametry degradacji, bezpieczeństwo, dostęp do serwisu i części oraz możliwość utrzymania aktywa przez kilkanaście lat.
Dla mnie bankowalność nie oznacza więc po prostu znanej marki. Oznacza technologię, której ryzyka można wiarygodnie opisać i której pracę można przewidywać.
To jest szczególnie istotne w przypadku magazynu, bo w dniu uruchomienia mamy przede wszystkim duży CAPEX. Dopiero późniejsza praca aktywa pokazuje, czy zakładany business case rzeczywiście się zrealizuje.
To także dodatkowy atut Sungrow, bowiem według Bloomberg firma należy do światowej czołówki pod względem bankowalności technologii, a w badaniu BNEF za 2025 rok została ponownie uznana za najbardziej bankowalną markę, uzyskując 100 proc. wskazań respondentów. Z perspektywy inwestora i instytucji finansujących jest to istotne potwierdzenie, że za technologią stoją nie tylko jej parametry techniczne, ale również skala działalności producenta, doświadczenie oraz zdolność do długoterminowego wsparcia projektów.
Jak będzie wyglądał polski rynek za kilka lat?
Będzie większy, ale też znacznie bardziej konkurencyjny. Dzisiaj mamy sytuację, w której magazyny dopiero wchodzą do systemu i możliwości zarabiania są bardzo atrakcyjne. Z każdym kolejnym gigawatem przyłączonym do sieci konkurencja będzie jednak rosła.
Dlatego uważam, że pierwsi inwestorzy mają szczególną szansę. Nie tylko wcześniej uzyskują przychody, ale również zaczynają gromadzić dane i know-how. Za kilka lat przewagą nie będzie samo posiadanie magazynu. Coraz większe znaczenie będzie miała dostępność technologii, jakość EMS, doświadczenie operacyjne oraz umiejętność optymalnego łączenia różnych źródeł przychodów.
I właśnie w tym kierunku patrzymy na dalszą współpracę Griffin i Sungrow: sprawdzona globalna technologia połączona z lokalną integracją, EMS i doświadczeniem zdobywanym na rzeczywistych projektach.
Sungrow – materiał sponsorowany
Obserwuj nas w Google News