Telemetria i czasowe wyłączanie turbin mogą pomóc chronić ptaki
Rozwój energetyki wiatrowej da się pogodzić z ochroną ptaków, jeśli o lokalizacji i technologii decydują rzetelne dane. Tak przekonuje prof. Piotr Tryjanowski, kierownik Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Na podstawie najnowszych badań wskazuje rozwiązania, które mogą ograniczyć kolizje ptaków z turbinami: telemetrię satelitarną, czasowe wyłączanie turbin na żądanie oraz kontrastowe wzory na łopatach.
– Przy właściwym doborze lokalizacji i technologii konflikt z ochroną ptaków daje się w wielu przypadkach istotnie ograniczyć, zamiast traktować go jako barierę nie do przejścia – podkreśla prof. Tryjanowski.
Jego zdaniem w ostatnich latach w nauce wyraźnie zmieniło się podejście. Zamiast pytać, czy farmy wiatrowe szkodzą ptakom, badacze coraz częściej szukają sposobów, by ten wpływ ograniczyć.
– Jeszcze do niedawna dominowało w nich [w badaniach – przyp. red.] swoiste narzekanie: mozolne liczenie ofiar pod wirnikami i opis negatywnego oddziaływania farm na awifaunę. To podejście było potrzebne, ale z natury jest reaktywne, mierzy szkodę dopiero wtedy, gdy już nie ma szans na zadziałanie – zauważa naukowiec.
Profesor przypomina, że według raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce 2026”, przygotowanego przez TPA Poland/Baker Tilly TPA, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej i kancelarię DWF, moc lądowych farm wiatrowych w Polsce przekroczyła 11 GW. To wciąż wyraźnie mniej niż potencjał, o którym mówi branża.
Ptaki drapieżne najbardziej narażone na kolizje
Najbardziej narażone na kolizje z łopatami są ptaki szponiaste i inne gatunki szybujące. To ptaki długowieczne, które rozmnażają się powoli. Dlatego nawet niewielka dodatkowa śmiertelność dorosłych osobników może mieć poważne konsekwencje dla całych populacji.
Prof. Tryjanowski powołuje się na systematyczny przegląd ponad 200 prac naukowych o wpływie farm wiatrowych na ptaki drapieżne, opublikowany w czasopiśmie „Animal Conservation”. Wynika z niego, że skala oddziaływania zależy od gatunku, lokalizacji i zastosowanej technologii, a skuteczność środków zaradczych w dużej mierze od lokalnych warunków. Po instalacji farmy liczebność ptaków drapieżnych zwykle spada, ale w znacznej części przypadków po latach się odbudowuje. Szczególnie niebezpieczne są turbiny na grzbietach i wzniesieniach, gdzie duże ptaki szybujące korzystają z prądów wznoszących i w ten sposób trafiają w strefę pracy wirników.
– Zauważmy, że wniosek o braku uniwersalnego rozwiązania nie jest wygodnym unikiem, lecz punktem wyjścia do dojrzalszej polityki. Oznacza on, że ciężar decyzji przenosi się z etapu „czy budować” na etap „gdzie, jak i pod jakimi warunkami – wskazuje ekspert.
Ptak może nie zauważyć, że turbina się obraca
Nowy kierunek badań dotyczy tego, jak ptaki widzą turbiny. Zespół Blary’ego, który opublikował wyniki w 2026 r. w „Journal of Applied Ecology”, uczył kanie czarne i gołębie domowe odróżniać miniaturowe modele turbin nieruchomych od obracających się. Ponad połowa badanych ptaków nie potrafiła odróżnić turbiny stojącej od wolno obracającej się, czyli wykonującej mniej niż pięć obrotów na minutę.
– Innymi słowy, przy niskich prędkościach obrotu, a właśnie takie występują na przykład przy słabym wietrze lub podczas spowalniania wirnika, ptak może postrzegać pracującą turbinę jako nieruchomą przeszkodę i nie podejmować manewru unikowego – wyjaśnia prof. Tryjanowski.
Badacze przetestowali cztery wzory malowania łopat: całkowicie białe łopaty jako wariant kontrolny, jedną łopatę czarną, pasy i szachownicę. U kani czarnych pasy i szachownica ułatwiały wykrycie ruchu łopat. U gołębi szachownica wręcz pogarszała wykrywanie, prawdopodobnie dlatego, że z daleka zlewała się w jednolitą szarość. Najbardziej uniwersalny okazał się wzór z szerokimi, kontrastowymi pasami.
Kolejna praca z 2026 r., opublikowana w „Journal of the Royal Society Interface”, proponuje projektowanie wzorów na łopatach z uwzględnieniem tego, jak ptaki widzą w locie. Autorzy rozważają m.in. ukośne pasy, pas wzdłuż tylnej krawędzi łopaty oraz punktowe znaczniki ostrzegające przed zderzeniem. Na razie to koncepcja, która wymaga sprawdzenia w badaniach behawioralnych.
Telemetria zamiast liczenia ofiar
Żeby zarządzać ryzykiem, trzeba wiedzieć, jak ptaki poruszają się wokół turbin. Profesor wskazuje na badanie żurawi mandżurskich w chińskim przybrzeżnym rezerwacie Yancheng, obszarze Ramsar gęsto zabudowanym turbinami. Naukowcy zebrali ponad 36 tys. lokalizacji z nadajników GPS założonych żurawiom wypuszczonym na wolność. Blisko 90 proc. pozycji przypadało na rdzeń rezerwatu, gdzie turbin nie ma, a ptaki trzymały się średnio niemal 7 km od najbliższej turbiny.
Ryzyko kolizji było więc niskie, ale farmy odebrały żurawiom część dogodnych siedlisk. Głównym zagrożeniem okazał się tzw. efekt bariery, a nie zderzenia.
Wyłączenia na żądanie kosztują ułamek produkcji
Najlepiej udokumentowaną metodą ograniczania śmiertelności ptaków jest czasowe zatrzymywanie wybranych turbin, gdy w pobliżu pojawia się wrażliwy ptak. Systemy te opierają się na obserwatorach lub automatycznej detekcji, coraz częściej z wykorzystaniem algorytmów analizujących obraz z kamer. Według przeglądu z „Animal Conservation” metoda wyraźnie ogranicza śmiertelność najbardziej narażonych gatunków, a strata produkcji energii wynosi zaledwie ok. 0,07 proc.
Autorzy przeglądu zastrzegają jednak, że automatyczne systemy detekcji bywają kosztowne, a ich skuteczność nie zawsze potwierdzono w niezależnych badaniach.
– To ważne przypomnienie, że nawet obiecujące i intuicyjnie sensowne technologie wymagają rygorystycznej, niezależnej weryfikacji, zanim uznamy je za standard – podkreśla prof. Tryjanowski.
Ekspert zwraca też uwagę na budzący kontrowersje nurt badań, który podważa część pesymistycznych prognoz. Na farmie wiatrowej w południowej Hiszpanii po 13 latach jej działania liczebność sępów płowych wyraźnie wzrosła. Ptaki nauczyły się omijać turbiny, latając głównie na krańcach rzędów lub korytarzami między nimi. Autorzy badania interpretują to jako przejaw przyzwyczajenia się ptaków do turbin.
Większa turbina nie zawsze oznacza większe zagrożenie
Na znaczenie lokalizacji zwracają też uwagę eksperci polskiej firmy firmy Ambiens, zajmującej się ocenami oddziaływania na środowisko. Na firmowym blogu piszą, że na pytanie o wpływ wielkości turbin na ptaki nie ma prostej odpowiedzi.
„Ryzyko dla ptaków zależy w mniejszym stopniu od wielkości farmy wiatrowej czy mocy pojedynczych turbin, a w większym od lokalizacji projektu względem kluczowych siedlisk, szlaków migracji i codziennych tras przelotów między żerowiskami a lęgowiskami” – podkreślają.
Ambiens zwraca uwagę, że śmiertelność ptaków można liczyć na turbinę, na jednostkę mocy zainstalowanej lub na ilość wyprodukowanej energii, a każdy z tych wskaźników daje inny obraz. Większy wirnik zatacza większą powierzchnię, na której może dojść do kolizji, ale nowoczesne turbiny produkują też znacznie więcej energii i często zastępują kilka starszych.
Badania, na które powołuje się firma, nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Z modelu Shimady z 2021 r. wynika, że wraz z wydłużaniem łopat rośnie przewidywana liczba kolizji na turbinę, ale spada liczba kolizji na megawat. Autor zastrzegł jednak, że wynik wymaga sprawdzenia na rzeczywistych projektach wymiany starszych turbin na nowe. Z kolei Huso i współpracownicy porównali turbiny różnej wielkości, rozstawione w różnych odstępach i pracujące w tym samym miejscu. Okazało się, że w przeliczeniu na wyprodukowaną energię śmiertelność była podobna dla wszystkich badanych typów turbin. Sama wymiana mniejszych turbin na większe nie musi więc zmniejszać śmiertelności ptaków i nietoperzy.
Według pracy Garvina i współpracowników z 2024 r., opublikowanej w „Biological Conservation”, wpływ parametrów turbiny zależy od gatunku. Badacze analizowali trzy gatunki: myszołowa rdzawosternego, górniczka i nietoperza z gatunku Lasiurus cinereus. Większa średnica wirnika wiązała się z wyższą śmiertelnością myszołowów i w mniejszym stopniu górniczków. Mniejszy odstęp między dolnym położeniem łopat a ziemią zwiększał śmiertelność wszystkich trzech gatunków, najsilniej nietoperzy. Według Ambiens oznacza to, że nie ma uniwersalnej zależności między wielkością turbiny a ryzykiem kolizji, a oceny oddziaływania muszą uwzględniać biologię i zachowanie gatunków występujących w danym miejscu.
Firma podkreśla też, że ważniejsza od samej liczby kolizji jest informacja, jakich gatunków i populacji dotyczą. „Ta sama liczba ofiar może mieć zupełnie inne znaczenie w zależności od wielkości populacji, jej trendów i tempa rozrodu” – piszą eksperci Ambiens.
Szacowanej liczby kolizji nie należy więc automatycznie utożsamiać ze skalą wpływu na populację. W praktyce oceny projektów łączą wyniki monitoringu ornitologicznego z analizami przestrzennymi, wiedzą o tym, jak ptaki korzystają z krajobrazu, oraz oceną skumulowanego oddziaływania. Pozwala to porównać różne lokalizacje i już na etapie planowania wybrać rozwiązania, które zmniejszają ryzyko kolizji.
Lekcje dla Polski
Choć omawiane badania prowadzono za granicą, prof. Tryjanowski wyciąga z nich wnioski dla Polski. Ryzyko należy jego zdaniem oceniać przestrzennie, na podstawie telemetrii rodzimych gatunków wrażliwych, już na etapie miejscowych planów zagospodarowania. Wyłączenia na żądanie kosztują niewiele energii. Nieużywane dotąd w Polsce wzory na łopatach są według obliczeń tanie i pasywne, dlatego warto je przynajmniej przetestować.
Podstawą wszystkich tych działań powinny być długoterminowy monitoring po uruchomieniu farm i otwarty dostęp do danych.
– Pamiętajmy jednak, że żadne z tych narzędzi nie jest uniwersalne i żadne nie zwalnia z obowiązku sprawdzania skuteczności – zaznacza naukowiec.
– To zarazem wyzwanie i szansa: u progu dużego przyspieszenia inwestycyjnego Polska może wpisać te dobre praktyki w rozwój branży od samego początku, we współpracy nauki, biznesu i administracji – dodaje.
Od liczenia ofiar do zarządzania ryzykiem
Analiza prof. Tryjanowskiego wpisuje się w szerszą zmianę w badaniach nad wpływem energetyki wiatrowej na przyrodę. Podobny kierunek widać na morzu. Niedawne pilotażowe badanie na holenderskiej farmie Hollandse Kust Zuid po raz pierwszy zmierzyło kamerami termowizyjnymi nocne kolizje ptaków z morską turbiną. Wstępne wyniki sugerują, że ryzyko zależy bardziej od pogody niż od samej liczby przelatujących ptaków. Na lądzie i na morzu wniosek jest podobny: zamiast zakładać najgorsze lub bagatelizować problem, trzeba mierzyć i na tej podstawie projektować środki ochrony.
Patrycja Rapacka
patrycja.rapacka@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News