Firma instalacyjna ukarana przez UOKiK. Urząd zawiadomił też prokuraturę
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na wrocławską firmę instalującą m.in. fotowoltaikę, magazyny energii i pompy ciepła ponad 21 mln zł kary za stosowanie niedozwolonych postanowień w umowach z konsumentami. Klauzule dotyczyły m.in. zmiany mocy pompy ciepła po podpisaniu umowy, kar za nieprzygotowanie budynku do prac i demontażu urządzeń w razie opóźnienia w płatności. UOKiK zawiadomił także prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przy zawieraniu umów.
Decyzję wydała łódzka delegatura UOKiK 6 października. Nie jest ona prawomocna, a spółka może odwołać się do sądu.
– Rynek OZE ma ogromne znaczenie dla transformacji energetycznej, ale niestety obserwujemy na nim również wiele nieprawidłowości uderzających w konsumentów. Ich skutki mogą być szczególnie dotkliwe dla ludzi starszych, którzy często podejmują decyzję o dużym wydatku, znacząco obciążającym domowy budżet, i zobowiązaniu finansowym na wiele lat. Konsument musi wiedzieć, co kupuje, ile za to zapłaci i na jakich warunkach – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Chodzi o spółkę Nasz Prąd, która instaluje pompy ciepła, kotły na pellet, fotowoltaikę i magazyny energii, a także wykonuje termomodernizację budynków.
Zmiana mocy pompy ciepła po podpisaniu umowy
Najwyższą pojedynczą karę, dokładnie 1 912 000 zł, UOKiK nałożył za klauzulę, w której spółka zastrzegła sobie prawo do zmiany pierwotnie dobranej mocy pompy ciepła po „szczegółowej technicznej weryfikacji”. Zmiana mocy mogła oznaczać zmianę ceny. W klauzuli zapisano wprawdzie, że nowa cena będzie uzgadniana z klientem, ale według urzędu postanowienie nie gwarantowało konsumentowi prawa do rezygnacji z umowy. Klient nie wiedział więc z góry, jakie urządzenie dostanie i ile za nie zapłaci.
UOKiK podkreśla, że to przedsiębiorca jako profesjonalista powinien przed zawarciem umowy sprawdzić warunki techniczne budynku i dobrać urządzenie. Jeśli zmiana parametrów lub ceny okaże się konieczna później, konsument powinien móc zaakceptować nowe warunki albo bez negatywnych konsekwencji zrezygnować z umowy. Za niedozwoloną urząd uznał też klauzulę, która pozwalała spółce jednostronnie wymienić zamówioną pompę ciepła marki LG na Atlantic Fujitsu i odwrotnie, w zależności od dostępności towaru.
1000 zł za każdy dzień i demontaż za brak dopłaty
Jeśli ekipa monterska stawiła się w umówionym terminie, a budynek nie był gotowy do termomodernizacji i sytuacja nie zmieniła się w ciągu dwóch godzin, spółka mogła obciążyć klienta kwotą 1000 zł netto za każdy dzień zwłoki. Klient nie był wcześniej informowany, w jakim stanie powinien być budynek, a umowy nie przewidywały podobnej sankcji dla firmy. Według UOKiK kara mogła przekroczyć wartość całej inwestycji.
Urząd zakwestionował również zapis o demontażu urządzeń. Jeśli konsument nie dopłacił reszty ceny w ciągu 14 dni od podpisania protokołu odbioru, spółka mogła zażądać zwrotu kotła na pellet lub pompy ciepła, co oznaczało demontaż instalacji. Klient miał wtedy pokryć koszty montażu i demontażu, różnicę w wartości między sprzętem nowym a używanym oraz koszt podzespołów nienadających się do ponownego użycia. Firma nie odpowiadała przy tym za szkody powstałe podczas demontażu. Zdaniem UOKiK takie konsekwencje były zbyt dotkliwe, bo spółka wymagała wpłaty aż 90 proc. ceny jeszcze przed rozpoczęciem instalacji.
Dach na ryzyko klienta
W umowach na fotowoltaikę konsument zapewniał, że zna ciężar instalacji, a konstrukcja dachu wytrzyma jej obciążenie oraz ciężar ekipy montażowej. W ten sposób spółka przerzucała na klienta odpowiedzialność za uszkodzenie, a nawet zawalenie się dachu. Niedozwolony był także zapis, zgodnie z którym klient nie mógł zgłaszać roszczeń za uszkodzone lub ukruszone dachówki.
Wśród pozostałych zakwestionowanych postanowień są opłata 100 zł netto za każdy cotygodniowy monit o zapłatę i obciążanie klienta kosztami dodatkowych prac, które firma uznała za niezbędne. Urząd zakwestionował też ograniczenie odpowiedzialności spółki do wysokości jej wynagrodzenia oraz uznawanie za wady istotne wyłącznie tych, które całkowicie uniemożliwiają korzystanie z instalacji. Niedozwolone było także zlecanie prac podwykonawcom bez informowania klienta oraz oświadczenie konsumenta, że warunki umowy były z nim indywidualnie negocjowane.
Obowiązek poinformowania klientów
Po uprawomocnieniu się decyzji spółka będzie musiała w ciągu trzech miesięcy dwukrotnie wysłać e-mailem informację o decyzji do konsumentów, którzy zawarli umowy na podstawie zakwestionowanych wzorców. Przez pół roku będzie też musiała publikować na swojej stronie internetowej oświadczenie, że klauzule uznane za niedozwolone nie wiążą klientów.
Prokuratura i kolejne postępowanie
Do UOKiK wciąż napływają skargi na spółkę. Dotyczą m.in. informacji o dofinansowaniu i finansowaniu inwestycji, zawierania umów kredytowych, sposobu przedstawiania się handlowców oraz problemów z odstąpieniem od umowy. Urząd prowadzi postępowanie wyjaśniające. Sprawdza, czy konsumenci byli wprowadzani w błąd co do tożsamości przedstawicieli firmy i celu ich wizyt, zasad finansowania inwestycji oraz prawa do odstąpienia od umowy.
– Sprawa jest poważna – o podejrzeniu przestępstwa przy zawieraniu umów zawiadomiliśmy prokuraturę i współpracujemy z nią w prowadzonym postępowaniu – mówi Tomasz Chróstny.
O wątpliwościach wobec wzorców umów Nasz Prąd UOKiK informował już w marcu 2026 r. Wtedy nałożył łącznie ponad 7 mln zł kar na dwie inne firmy z branży OZE: 6,13 mln zł na Energię dla Pokoleń i 0,9 mln zł na Polską Energię Grupę Kapitałową. Ukarał też osoby zarządzające tymi spółkami. Wcześniej kary od urzędu dostała m.in. spółka Sunday Polska.
Warto dodać, że firma informowała o planach debiutu na warszawskiej giełdzie w pierwszej połowie 2026 r., a wartość oferty szacowano jest na ok. 50 mln zł. Wrocławski instalator zrezygnował we wrześniu z tych planów, choć KNF zatwierdziła jego prospekt 29 kwietnia 2026 r. Jak poinformował portal Strefa Inwestorów, oferta miała obejmować emisję nowych akcji, z której spółka chciała sfinansować rozwój działu zamówień publicznych, oraz sprzedaż części walorów przez dotychczasowych akcjonariuszy. Prezes Marcin Frączek tłumaczył, że po konsultacjach z doradcami uznano, iż transakcji nie da się przeprowadzić na satysfakcjonujących warunkach. Według niego inwestorzy zakładali spowolnienie wzrostu firmy, a w efekcie wycenę niższą od oczekiwań akcjonariuszy. Dalszy rozwój spółka sfinansuje kredytami bankowymi, a do tematu giełdy może wrócić, gdy tempo wzrostu wyhamuje. Jak czytamy, Nasz Prąd zwiększył przychody z 58,1 mln zł w 2023 r. do 101 mln zł w 2024 r. i 169,9 mln zł w 2025 r. EBITDA wzrosła w tym czasie z 18,7 mln zł do 34,2 mln zł. W I półroczu 2026 r. przychody wyniosły według szacunków spółki 116 mln zł, a EBITDA 27,1 mln zł. Od 2019 r. firma zrealizowała niemal 25 tys. instalacji OZE i podpisuje średnio ok. 700 nowych umów miesięcznie w kanale B2C. Na koniec 2025 r. zatrudniała 143 osoby (wliczając kontrakty B2B i umowy zlecenia) i dysponowała ok. 30 własnymi ekipami montażowymi.
Na Business Insider pojawiła się niedawno informacja, że Nasz Prąd S.A. odwołał także swoją coroczną konferencję, zaplanowaną na 26 września 2026 r. w Warszawie. Pieniądze przeznaczone na jej organizację, powiększone o dodatkową pulę wskazaną przez zarząd, trafią na rekompensaty dla klientów poszkodowanych przez nieuczciwych przedstawicieli handlowych. Spółka już się z nimi rozstała. Decyzja zapadła po publikacjach medialnych o praktykach sprzedażowych w branży OZE, w których pojawiły się też relacje klientów wrocławskiej firmy.
Do spółki zwróciła się również redakcja programu „Uwaga!” TVN. Według niej grupa klientów twierdzi, że agenci działający pod szyldem Nasz Prąd wprowadzili ich w błąd. Spółka przeprowadziła własną weryfikację umów i telefonicznie przepytała blisko 500 klientów, którzy podpisali umowy w ostatnich miesiącach. W efekcie wytypowała dziewięciu agentów podejrzewanych o popełnienie przestępstwa. Rozwiązała z nimi umowy agencyjne, a sprawy zgłosiła do prokuratury. Prezes Marcin Frączek podkreśla, że ofiarą nieuczciwego agenta jest zarówno klient, jak i spółka, która o wprowadzeniu klienta w błąd dowiaduje się często dopiero po kilku miesiącach. Firma deklaruje, że wspiera poszkodowanych także wtedy, gdy formalnie nie ponosi winy.
Informacje na temat wyżej opisywanych praktyk firmy Nasz Prąd oraz poszkodowanych osób pojawiły się także na łamach Gazety Wyborczej oraz lokalnych mediów.
Patrycja Rapacka
patrycja.rapacka@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News