Ceny nie są problemem. Co hamuje sprzedaż elektryków w Polsce?
Samochody w pełni elektryczne stanowiły w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. 21,7 proc. nowych rejestracji aut w UE, ale w Polsce tylko 5,1 proc. Tak wynika z danych przywołanych przez organizację branżową Transport & Environment (T&E). Jej zdaniem w Polsce przeszkodą nie są ceny, tylko przepisy dotyczące samochodów firmowych. W całej UE sprzedaż elektryków, których ceny zaczynają się poniżej 25 tys. euro (ok. 109 tys. zł), ma w tym roku wzrosnąć siedmiokrotnie w porównaniu z 2024 r.
Organizacja T&E opublikowała raport o postępach elektromobilności na kilka tygodni przed głosowaniami w Parlamencie Europejskim nad zmianą unijnych norm emisji dwutlenku węgla (CO2) dla samochodów. Komisja Ochrony Środowiska (ENVI) zagłosuje 4 listopada, a głosowanie plenarne zaplanowano na 23 listopada. Organizacja ostrzega, że osłabienie celów na lata 2030–2035 zahamuje rozwój segmentu tanich elektryków.
Polska czterokrotnie poniżej unijnej średniej
Udział elektryków w zakupach nowych aut w Polsce to zaledwie jedna czwarta średniej unijnej. Polskie biuro T&E opublikowało własny raport o stanie rynku. Wynika z niego, że przyczyną nie są różnice cen.
– Udział samochodów elektrycznych w sprzedaży nowych aut w Polsce jest czterokrotnie niższy niż średnia unijna. Nasz raport pokazuje, że przyczyn tego stanu rzeczy nie należy szukać w różnicach cen. Rząd powinien pilnie przyjrzeć się przepisom, które wpływają na decyzje osób kupujących nowe samochody – mówi Adam Guibourgé-Czetwertyński, dyrektor polskiego biura T&E.
Według przedstawiciela organizacji samochody służbowe.
– Dwie trzecie nowych aut kupują firmy. Tymczasem pracownicy często nie mają prostego sposobu na rozliczanie energii elektrycznej zużytej do ładowania samochodów służbowych. Należy zobowiązać firmy zapewniające pracownikom wybór samochodu służbowego, aby oferowały też elektryki i dawały możliwość rozliczenia ładowania w domu. Potrzebujemy pilnie elektrycznego odpowiednika karty paliwowej – dodaje.
Prawie 40 nowych modeli elektrycznych w pół roku
Producenci, którzy muszą spełnić unijne normy na lata 2025–2027, wprowadzają nowe modele z tańszych segmentów. W pierwszej połowie 2026 r. zadebiutowało niemal 40 nowych modeli elektrycznych, a liczba elektryków z segmentu masowego przekroczyła 150. Do końca roku na rynek ma trafić około 60 kolejnych. To niemal czterokrotnie więcej niż średnio 15 nowych modeli rocznie w latach 2021–2025.
Według T&E wszyscy europejscy producenci spełnią cele na lata 2025–2027. W latach 2021–2024, gdy wymogi się nie zmieniały, koncerny miały niewiele powodów, by wprowadzać tańsze auta.
Liczba modeli dostępnych za mniej niż 25 tys. euro podwoiła się, a po niektóre ustawiają się kolejki. Volkswagen ID Polo zebrał według danych przywołanych przez T&E ponad 40 tys. zamówień, a czas oczekiwania sięga 10 miesięcy.
– Europejscy producenci samochodów przez długi czas narzekali na brak popytu. Obecny poziom zainteresowania małymi, przystępnymi cenowo elektrykami pokazuje, że problemem nie byli klienci, lecz to, co producenci mieli im do zaoferowania – mówi z kolei Lucien Mathieu, dyrektor ds. samochodów w T&E.
Elektryki wyprzedziły auta benzynowe
Od stycznia do sierpnia w UE sprzedano 1,64 mln samochodów elektrycznych (BEV), o 45 proc. więcej niż przed rokiem. W drugim kwartale 2026 r. kwartalna sprzedaż BEV po raz pierwszy w historii przewyższyła sprzedaż samochodów wyłącznie benzynowych. Udział elektryków w rynku sięgnął wtedy 22 proc.
T&E wiąże rekordową sprzedaż z szerszą ofertą i wysokimi cenami paliw. Według raportu szok cenowy na rynku ropy kosztował użytkowników dróg w UE 53 mld euro (ok. 232 mld zł). W połowie września zatankowanie 50-litrowego baku oleju napędowego kosztowało o 30 euro (ok. 131 zł) więcej niż przed wojną z Iranem. Kierowca, który na początku kryzysu przesiadłby się do elektryka, zaoszczędziłby do połowy września ok. 350 euro (ok. 1,5 tys. zł).
Normy CO₂ przed głosowaniem w Parlamencie Europejskim
Według T&E złagodzenie celu emisji na 2030 r. zmniejszyłoby ofertę przystępnych cenowo elektryków niemal o trzy czwarte.
– Unijne cele dotyczące emisji CO₂ przez samochody poszerzają wybór konsumentów, obniżają koszty przejścia na elektromobilność i dają europejskim producentom szansę na konkurowanie w globalnym wyścigu. Osłabienie celu na 2030 r. zmniejszyłoby ofertę przystępnych cenowo elektryków niemal o trzy czwarte, właśnie teraz, gdy nowe modele zaczynają trafiać na rynek. Jednocześnie utrwaliłoby zależność milionów Europejczyków od ropy i jej zmiennych cen – wyjaśnia Mathieu.
Normy CO2 kształtują ofertę, a w Polsce decydują floty
Raport T&E pokazuje mechanizm, który w debacie o normach emisji często umyka: regulacja nie tylko ogranicza, ale też kształtuje ofertę. Gdy cele stały w miejscu, koncerny zarabiały na drogich, dużych elektrykach. Dopiero zaostrzenie wymogów od 2025 r. sprawiło, że opłacało się wprowadzać małe i tanie auta. Kolejki po ID Polo sugerują, że bariera popytu była w dużej mierze barierą oferty. Listopadowe głosowania w Parlamencie Europejskim przesądzą, czy ten impuls zostanie utrzymany.
Przypadek Polski pokazuje jednak, że sama oferta nie wystarczy. Jeśli dwie trzecie nowych aut kupują firmy, to o tempie elektryfikacji decydują polityka flotowa i przepisy podatkowe, a nie wybory prywatnych kierowców. Gdy pracownik nie może łatwo rozliczyć ładowania w domu, elektryk przegrywa z autem spalinowym i kartą paliwową, nawet przy podobnej cenie zakupu. To także kwestia długofalowa: dzisiejsze samochody firmowe za kilka lat trafią na rynek wtórny. Bez elektryków we flotach zabraknie na rynku też tanich i używanych aut elektrycznych, czyli pojazdów z tzw. drugiej ręki.
Patrycja Rapacka
patrycja.rapacka@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News
Teza że ceny nie są problemem jest błędna. Oczywiście przyczyn jest wiele ale wysoki koszt zakupu jest jedną z nich.