Dezinformacja w energetyce wiatrowej. Kto i dlaczego blokuje rozwój OZE w Polsce?

Dezinformacja w energetyce wiatrowej. Kto i dlaczego blokuje rozwój OZE w Polsce?
Energetyka wiatrowa. Fot. Shutterstock

Dezinformacja to nie tylko broń wymierzona w wojsko i polityków, ale również zagrożenie dla energetyki. Jednym z jej celów jest energetyka wiatrowa. Skąd biorą się fałszywe przekazy o wiatrakach? Z Kremla? Z interesów politycznych? Zapytaliśmy o to Małgorzatę Żmijewską-Kukiełkę, prezes Fundacji Green Transition Hub i rzeczniczkę Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Słowo „dezinformacja” na dobre zadomowiło się w naszym słowniku. Choć pierwotnie oznaczało konkretne zagrożenie, w debacie publicznej zaczęło być nadużywane i stało się synonimem kłamstwa. Dlatego warto przypomnieć, co dokładnie oznacza. Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – Państwowy Instytut Badawczy (NASK-PIB) definiuje je następująco:

„Dezinformacja to fałszywa bądź wprowadzająca w błąd treść, która jest celowo, intencjonalnie tworzona lub rozpowszechniana z zamiarem oszukania odbiorców bądź pozyskania określonych korzyści, np. ekonomicznych, politycznych. Może wyrządzić szkodę zarówno jednostkom, grupom, organizacjom, jak i krajom”.

REKLAMA
REKLAMA

NASK doprecyzowuje, że dezinformacja to celowe zaburzanie przekazu informacyjnego dla osiągnięcia korzyści – szereg zaplanowanych działań, prowadzonych systematycznie i fachowo, głównie za pośrednictwem mediów masowych.

Skuteczna dezinformacja może podważać zaufanie do mediów i instytucji, dzielić społeczeństwo, powodować straty ekonomiczne i wpływać na wybory oraz politykę.

Nie chodzi przy tym wyłącznie o działania uderzające w bezpieczeństwo militarne, np. w jedność NATO czy postrzeganie Rosji jako zagrożenia. Dezinformacja bywa też subtelniejsza i wymierzona w energetykę.

O dezinformacji dotyczącej energetyki wiatrowej redakcja Gramwzielone.pl rozmawiała z Małgorzatą Żmijewską-Kukiełką, prezeską Fundacji Green Transition Hub i rzeczniczką Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Energetyka wiatrowa zakładnikiem polityki

Rozmówczyni redakcji wyjaśnia, że energetyka wiatrowa jest podatna na dezinformację, ponieważ jej rozwojowi w Polsce nie towarzyszyła wystarczająca edukacja ani systematyczny dialog z lokalnymi społecznościami. Mieszkańcy często nie dostawali przystępnych odpowiedzi na pytania o działanie turbin, ich wpływ na otoczenie czy korzyści dla gminy. Tę lukę łatwo wypełniły nieprawdziwe przekazy, które podsycały obawy i pogłębiały nieufność.

Małgorzata Żmijewska-Kukiełka podkreśla, że dezinformacja dotycząca farm wiatrowych ma wiele źródeł. Nie sposób przypisać jej w całości jednemu środowisku czy jednemu państwu. Różne są też motywacje osób, które rozpowszechniają fałszywe treści: od interesów politycznych i gospodarczych po autentyczny lęk i przekonanie, że ostrzegają innych przed zagrożeniem.

Prezes Fundacji Green Transition Hub zauważa, że dezinformacja wokół wiatraków ma realną cenę. Kiedy nieprawdziwe informacje blokują inwestycje, tracą mieszkańcy, którzy mogliby korzystać z rozwoju lokalnej infrastruktury, i samorządy, które potrzebują stabilnych dochodów na szkoły, drogi czy usługi publiczne.

– W szerszej perspektywie cały kraj traci szansę na tańszą energię i większą niezależność od importowanych paliw. Za nami najsłabszy od pięciu lat rok pod względem nowych mocy wiatrowych na lądzie. Przyczyn tego zastoju jest wiele, ale dezinformacja dodatkowo utrudnia wyjście z niego, bo podważa zaufanie i dialog. Dlatego rzetelna rozmowa z mieszkańcami jest warunkiem rozwoju, którego korzyści odczujemy wszyscy – mówi prezes Małgorzata Żmijewska-Kukiełka.

Rosja uderza w OZE

Działania dezinformacyjne wymierzone w energetykę wiatrową przybrały na sile po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę 24 lutego 2022 r. Rosja próbowała uderzyć w europejskie państwa wspierające Ukrainę szantażem energetycznym: podnosiła ceny gazu i ropy oraz groziła wstrzymaniem dostaw. Polska sięgnęła wtedy po alternatywne źródła dostaw, możliwe m.in. dzięki Naftoportowi i terminalowi LNG. Jednocześnie stabilną pracę systemu elektroenergetycznego wspierały odnawialne źródła energii. W efekcie nasiliły się działania mające zdyskredytować zieloną energetykę.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

– Transformacja i energetyka wiatrowa nie są korzystne z punktu widzenia Kremla. Europa przechodzi na własne źródła energii, zmniejszając zależność od dostaw paliw kopalnych i budując niezależność energetyczną – wyjaśnia Żmijewska-Kukiełka.

Jak dodaje, Rosja przeznacza miliardy dolarów na kampanie dezinformacyjne, które wykorzystują lęki społeczne, brak wiedzy i brak zaufania, by podzielić Polskę oraz inne kraje europejskie i spowolnić budowę ich niezależności energetycznej.

Walka z dezinformacją

Siła dezinformacji tkwi nie tylko w fałszywych treściach, ale też w emocjach, które wywołuje – przede wszystkim w strachu. Gdy ktoś zaczyna się obawiać o zdrowie rodziny czy bezpieczeństwo swojego domu, same dane i ekspertyzy mogą nie wystarczyć. Jak przerwać ten mechanizm?

– Dezinformacja zasiewa strach w kilka sekund. Odbudowanie zaufania może trwać miesiącami. Dlatego nie wystarczy pokazać wykres i powiedzieć mieszkańcom, że nie mają racji. Trzeba wysłuchać ich obaw, odpowiedzieć na pytania i być obecnym także wtedy, gdy kończy się spotkanie informacyjne. Fałszywa informacja wymaga sprostowania, ale człowiek, który w nią uwierzył, potrzebuje rozmowy i szacunku. Edukacja jest jak szczepionka – pomaga budować odporność, zanim pojawi się zagrożenie. Musi jednak być systematyczna i docierać do ludzi wcześniej niż ci, którzy chcą wykorzystać ich lęk – podkreśla prezes Green Transition Hub.

Dodaje też, że walka z dezinformacją to jeden z głównych celów jej organizacji. Fundacja rozmawia, uczy i daje narzędzia m.in. samorządom, by wiedza skutecznie docierała do lokalnych społeczności.

Dlaczego Rosja uderza w OZE?

Dlaczego Rosji zależy na hamowaniu rozwoju OZE w Europie? Jedną kwestią jest niezależność energetyczna oraz wywołany nią spadek przychodów u eksporterów gazu i ropy, drugą – odporność infrastruktury energetycznej na ataki fizyczne. Jak pokazała wojna w Ukrainie, energetyka rozproszona rzadziej staje się celem ataków.

Wojna to także rachunek ekonomiczny: napastnikowi opłaca się zniszczyć dużą jednostkę konwencjonalną, która odetnie cały region od prądu i ciepła (jak elektrociepłownia zasilająca Kijów). Te same środki wymierzone w farmę wiatrową co najwyżej odłączą okolicę od energii na kilka godzin lub dni, a nie na tygodnie czy miesiące.

Według raportu Greenpeace, przedstawionego w Sejmie na wspólnym posiedzeniu Podkomisji stałej do spraw polskiego przemysłu obronnego oraz modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP i Podkomisji stałej do spraw wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu, energetyka rozproszona jest w czasie konfliktu znacznie bezpieczniejsza.

Ukraina: Rozwój fotowoltaiki mimo wojny

Podczas wojny moc zainstalowana w ukraińskich elektrowniach i elektrociepłowniach konwencjonalnych spadła z 25 GW do 3,5 GW, czyli o 86 proc. W energetyce wiatrowej spadek wyniósł 74 proc., ale nie z powodu ataków, lecz utraty terenów – większość farm wiatrowych znajdowała się na obszarach, które zajęła Rosja.

Jedynym źródłem energii, które wyszło „na plus”, jest fotowoltaika. W 2022 r. Ukraina miała 8,3 GW mocy zainstalowanej w energetyce słonecznej – w tym wiele farm fotowoltaicznych znajdowało się na terenach później zajętych przez rosyjskie wojska. Mimo to na początku tego roku moc fotowoltaiki na Ukrainie wzrosła do 8,5 GW. Z danymi i wnioskami z raportu można się zapoznać w artykule „Wojna testuje energetykę. Fotowoltaika wypada najlepiej”.

Marcin Karwowski

marcin.karwowski@gramwzielone.pl

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.