Wojna testuje energetykę. Fotowoltaika wypada najlepiej
Przypadek wojny na Ukrainie pokazuje, że energetyka jest celem nieprzyjaciela. Polska może uczyć się na przykładzie sąsiada. Dane jasno pokazują, że to energetyka rozproszona, zwykle odnawialna, zapewnia bezpieczeństwo. Fotowoltaika utraciła najmniej mocy w wyniku ataków, a jej moc zainstalowana wręcz wzrosła.
Pełnoskalowa inwazja na Ukrainę trwa od 2022 r., czyli cztery lata. Sam konflikt sięga 2014 r., a więc trwa de facto od 12 lat. Rosjanie sukcesywnie biorą za cel tamtejszą energetykę, pozbawiając cywilów energii elektrycznej i ciepła, zwłaszcza w okresie zimowym. Agresor wyspecjalizował się w podwójnych atakach. Jako pierwsze w instalacje trafiają środki napadu powietrznego (jak zbiorczo określa się m.in. pociski manewrujące, balistyczne i bezzałogowe statki powietrzne), a druga seria ataków, po jakimś czasie, jest wymierzona w ekipy ratownicze i naprawcze.
Polska jest w tej komfortowej sytuacji, że może się uczyć nie na własnym przykładzie. Nie po to, by się bać, a w myśl powiedzenia, że przezorny zawsze ubezpieczony.
Jakie są wnioski? Wniosek jest taki, że energetyka rozproszona, w tym fotowoltaika (również prosumencka) i farmy wiatrowe są rzadziej niszczone niż duże jednostki konwencjonalne.
Dane mówią same za siebie
Skalę zjawiska dobrze pokazuje raport Greenpeace „Rozproszone trudniej trafić. System energetyczny z tysiącami małych źródeł energii jako element polskiej racji stanu. Lekcje z doświadczeń Ukrainy”, który został omówiony na wspólnym posiedzeniu Podkomisji stałej do spraw polskiego przemysłu obronnego oraz modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP oraz Podkomisji stałej do spraw wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu.
Skala przeprowadzonych ataków jest znaczna. Tylko od końca marca do listopada 2025 r. odnotowano ponad 4,4 tys. ataków na ukraińskie obiekty energetyczne. W styczniu 2026 r. około 60 proc. Kijowa pozostawało okresowo bez prądu.
Na skutek inwazji ucierpiał ukraiński atom. Moc zainstalowana w elektrowniach jądrowych spadła z 13,8 GW do 7,8 GW. Główną przyczyną jest jednak okupowanie przez Rosjan Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej, największej elektrowni jądrowej w Europie, o mocy ok. 5,7 GW (sześć reaktorów po 950 MW). Obecnie jest ona wyłączona i pobiera energię konieczną do chłodzenia reaktorów i paliwa, którą dostarcza Ukraina. Tym samym Zaporoska Elektrownia Jądrowa zamiast być dawcą energii, stała się jej biorcą.
Wojnę wyraźnie odczuły elektrownie i elektrociepłownie konwencjonalne. Moc zainstalowana spadła z 25 do 3,5 GW, czyli o 86 proc. Elektrownie węglowe i gazowe straciły 91 proc. swojej mocy (z 21,6 GW do około 1,9 GW), a moc elektrociepłowni spadła o ponad połowę – z 3,5 GW do 1,6 GW.
Ucierpiała również energetyka odnawialna. Ukraina została pozbawiona 74 proc. mocy wiatrowej, jednak – w odróżnieniu od energetyki konwencjonalnej – ucierpiała ona, podobnie jak atom, głównie przez okupację terenów, a nie zniszczenie infrastruktury. Hydroenergetyka straciła około 47 proc. mocy, a najmniej ucierpiała fotowoltaika, tracąc „tylko” 14 proc. mocy zainstalowanej.
Jak zaznaczono w raporcie, nie oznacza to, że fotowoltaika i energetyka wiatrowa powinny całkowicie zastąpić inne typy jednostek wytwórczych. Raport dotyczy odporności: duże źródła łatwiej utracić, a odbudowa, zwłaszcza w warunkach wojennych, jest trudna i czasochłonna. Infrastruktura rozproszona po utracie pojedynczego elementu nie oznacza z kolei blackoutu dla całego obszaru (jak w przypadku Kijowa).
Fotowoltaika na ratunek energetyce
Mimo utraty mocy fotowoltaika sumarycznie wyszła na plus. Z 8,3 GW przed lutym 2022 r. wzrosła do 8,5 GW na początku bieżącego roku. W 2024 r. zbudowano około 800 MW nowych instalacji, a rok później około 1,5 GW. Co istotne, prym wiedli tu prosumenci, przedsiębiorcy i samorządy.
Wzrost mocy zainstalowanej w OZE widać po danych Dtek, o których pisała redakcja Gramwzielone.pl na początku lipca. Dtek Grid w ubiegłym roku podłączył ponad 4,5 tys. domowych instalacji fotowoltaicznych. To dwukrotny wzrost w stosunku do wyników z 2024 r.
Z tymi wnioskami zgadza się również Międzynarodowa Agencja Energetyczna, która w swoim raporcie twierdzi, że Ukraina będzie musiała zwiększać moc zainstalowaną w rozproszonej energetyce fotowoltaicznej o około 4 GW rocznie do 2030 r. Łącznie zapewni to 24 GW mocy z rozproszonej fotowoltaiki. Jednocześnie, według agencji, Ukraina potrzebuje około 5,6 GW nowych magazynów energii do 2030 r.
Magazyny energii nie są przywołane bez powodu. Na posiedzeniu podkomisji zauważono, że to kierunek, w którym Ukraina się rozwija. Barbara Adamska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii, zauważyła, że największa jednostka bateryjna na Ukrainie ma moc 200 MW, ale w agregacji jest rozproszona na sześć lokalizacji. Magazyny energii montowane są „masowo” zarówno w budynkach mieszkalnych, jak i w obiektach użyteczności publicznej.
Lekcje do odrobienia
Wojna to logistyka, a ta przekłada się na ekonomię. Mniejsze zainteresowanie niszczeniem energetyki rozproszonej jest kwestią kosztów i potencjalnych zysków. Aby zniszczyć elektrownię, należy dokonać saturacji, czyli użyć tylu środków bojowych, aby przeciążyć system obronny przeciwnika. Środki napadu powietrznego, które trafią w obiekt, spowodują większe straty w przypadku dużych jednostek konwencjonalnych, a mniejsze w przypadku OZE czy małych jednostek gazowych.
Jeżeli jednak Polska chce czerpać wiedzę z Ukrainy, nie powinna polegać tylko na fotowoltaice. Kluczowa jest jej stabilizacja, np. wielkoskalowymi magazynami energii. Obecnie w Polsce jest około 27 GW mocy zainstalowanej w energetyce słonecznej. Według danych ARE, pod koniec 2025 r. Polska posiadała łącznie 114 418 magazynów energii o sumarycznej mocy 2,337 GW i pojemności 8,85 GWh. Dane uwzględniają nie tylko elektrochemiczne magazyny energii, ale również elektrownie szczytowo-pompowe. Z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kluczowe jest zniwelowanie tej nierówności.
Marcin Karwowski
marcin.karwowski@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.