W Holandii nie ubezpieczysz elektryka z Chin? Oto powody
Chińscy producenci samochodów są coraz częściej obecni na europejskim rynku elektromobilności, kusząc kierowców nowoczesnymi technologiami i atrakcyjnymi cenami. Dynamiczny wzrost rejestracji napędza statystyki, jednak za sukcesem handlowym nie zawsze nadąża zaplecze serwisowe. W efekcie ubezpieczyciele zaczynają stawiać twarde warunki.
Chińskie marki (w dużej mierze specjalizujące się w pojazdach bateryjnych BEV i hybrydach plug-in PHEV) na dobre rozgościły się na europejskich drogach. Z najnowszych danych rynkowych wynika, że udziały tych producentów w segmencie aut elektrycznych pobiły kolejne rekordy, zbliżając się do poziomu 11 proc.
Podobnie sytuacja wygląda na dojrzałych rynkach zachodnich, takich jak Niderlandy. Z analizy rejestracji opartych na danych RDW wynika, że chińskie marki (takie jak BYD, Xpeng, Zeekr czy Leapmotor) zanotowały skokowy wzrost udziału w rynku nowych aut osobowych – z marginalnych 0,08 proc. w 2020 r. do ponad 3,4 proc. w roku 2025. Jeśli doliczyć do tego koncerny kontrolujące zachodnie brandy (jak Geely zarządzające Volvo czy SAIC stojący za MG), chińskie akcenty ma już co dziesiąty nowy samochód rejestrowany w Holandii.
Zielona transformacja z ubezpieczeniowym haczykiem
Choć kierowcy chętnie przesiadają się do tańszych elektryków z Państwa Środka (badania konsumenckie w Niderlandach pokazują, że aż 66 proc. ankietowanych nie neguje zakupu takiego auta), rynek ubezpieczeniowy zaczyna baczniej przyglądać się temu trendowi.
Holenderskie towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych Univé ograniczyło możliwość ubezpieczenia części nowych marek, wśród których znajduje się wielu producentów aut elektrycznych. W przypadku niektórych dostępna jest wyłącznie obowiązkowa polisa OC, a część została całkowicie wyłączona z możliwości zawierania nowych umów.
Jak wyjaśnia ubezpieczyciel, nie chodzi o rodzaj napędu, lecz o brak lokalnego zaplecza logistyczno-naprawczego. Kluczowa jest możliwość sprawnej i przewidywalnej naprawy pojazdu po kolizji. Podobne problemy mogą więc dotyczyć także nowych marek oferujących auta spalinowe lub hybrydowe.
Dla ubezpieczyciela ma to bezpośrednie znaczenie, ponieważ przy wystawianiu polisy musi być możliwe oszacowanie kosztów likwidacji szkody oraz czasu naprawy. Jeżeli podzespoły trzeba sprowadzać z zagranicy, a warsztat nie ma dostępu do instrukcji lub odpowiedniego wyposażenia, auto może utknąć w serwisie na długie miesiące, generując wysokie koszty pojazdu zastępczego.
Ilu chętnych na chińskie auta?
Według danych RDW na holenderskim rynku osobowym działa obecnie 88 marek, z czego 16 pojawiło się w ciągu ostatnich pięciu lat. Łącznie odpowiadały one w tym okresie za 2,4 proc. wszystkich nowych rejestracji.
Wśród nowych graczy domagają się uwagi przede wszystkim producenci z Chin. Badanie MarketResponse przeprowadzone na zlecenie Univé wykazało, że 10 proc. respondentów zdecydowanie rozważa zakup chińskiego samochodu, a 19 proc. prawdopodobnie byłoby na to gotowych. Kolejne 37 proc. nie ma w tej kwestii zdania. Łącznie 66 proc. badanych nie wyklucza takiego zakupu, podczas gdy 12 proc. zdecydowanie go odrzuca.
Badanie pokazuje jednocześnie, że kwestie związane z późniejszą obsługą serwisową rzadko są weryfikowane przed transakcją. Najważniejszym czynnikiem pozostaje cena (wskazało ją 67 proc. respondentów), dalej zużycie paliwa lub zasięg (55 proc.) oraz bezpieczeństwo (47 proc.).
Dostępność części zamiennych i kraj pochodzenia marki sprawdza wcześniej zaledwie po 12 proc. badanych, a koszty polisy bierze pod uwagę 18 proc. kierowców. Co ciekawe, 56 proc. respondentów nie zdaje sobie sprawy, że ograniczona dostępność części może wpłynąć na ofertę ubezpieczeniową, choć 57 proc. wie, że w przypadku nowej marki zakres ochrony bywa węższy przy braku rozwiniętego zaplecza naprawczego.
Mała szkoda, całkowita strata
Eksperci ubezpieczeniowi wskazują, że brak europejskich magazynów części zamiennych potrafi zamienić drobną stłuczkę w finansową katastrofę. W nowoczesnych autach elektrycznych pęknięcie elementu zawieszenia potrafi skutkować orzeczeniem szkody całkowitej (total loss). Oficjalne procedury nakazują bowiem wymianę całego, zintegrowanego segmentu nadwozia lub platformy, co przy braku lokalnych komponentów czyni naprawę nieopłacalną.
Warsztaty mogą mieć również problem z uzyskaniem dokumentacji technicznej dotyczącej demontażu, cięcia, spawania czy konstrukcji pojazdu. Brak takich wytycznych wymusza dodatkowe szkolenia pracowników lub zakup specjalistycznego wyposażenia, przez co nie każdy serwis chce podejmować się naprawy nowych modeli.
Te marki nie dostaną pełnego ubezpieczenia
Univé podkreśla, że kryterium odmowy nie jest kraj pochodzenia ani rodzaj napędu, lecz realna możliwość przeprowadzenia bezpiecznej i przewidywalnej finansowo naprawy.
- Pełna ochrona: Dostępna jest obecnie m.in. dla marki Lynk & Co (a wcześniej także dla BYD i Tesli), co pokazuje, że nowy producent może w stosunkowo krótkim czasie zbudować odpowiednią sieć wsparcia.
- Tylko podstawowa polisa OC (WA): Oferta dotyczy takich marek jak Dongfeng, Lucid, FIREFLY, NIO i ZEEKR.
- Całkowite wyłączenie z nowych polis: Obejmuje marki Hongqi, Changan, Voyah, KGM, Leapmotor, VinFast, Jaecoo, MHero oraz Omoda.
Na czarnej liście znajdują się głównie producenci z Chin, ale też Stanów Zjednoczonych (Lucid), Korei Południowej (KGM) czy Wietnamu (VinFast). Ubezpieczyciele zaznaczają jednak, że decyzje te nie są ostateczne – jeśli dany importer udowodni, że potrafi zapewnić stabilny serwis i dostęp do części, restrykcje zostaną cofnięte. Do tego czasu jednak rosnąca popularność nowych marek będzie wiązać się z dodatkowym ryzykiem dla kierowców.
Katarzyna Poprawska-Borowiec
katarzyna.borowiec@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
bez sensu – Leapmotor to Stelantis