Pellet po 4 tys. zł za tonę? Minister Hennig-Kloska mówi o niższych cenach

Pellet po 4 tys. zł za tonę? Minister Hennig-Kloska mówi o niższych cenach
Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska w Porannej rozmowie w RMF FM. Źródło: Screen/RMF FM

Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska w rozmowie w RMF FM odniosła się do zarzutów, że rząd nie zapobiegł gwałtownemu wzrostowi cen pelletu drzewnego, którym ogrzewa się domy. Jak mówiła, pojawiają się doniesienia o cenach sięgających nawet 4 tys. zł za tonę, tymczasem ona sama widziała oferty po ok. 1,5 tys. zł. Jej zdaniem może to oznaczać, że część sprzedawców celowo straszy klientów wysokimi cenami, żeby skłonić ich do szybszego zakupu.

Jak przekazała minister, w ubiegłym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy wprowadzającej normy jakościowe dla pelletu. Obejmą one również tzw. agropellet, czyli paliwo wytwarzane z pozostałości rolniczych, a nie z drewna. Według Hennig-Kloski ma to być sposób na dywersyfikację rynku.

Minister zaznaczyła jednak, że agropellet nie rozwiąże bezpośrednio problemów z zaopatrzeniem gospodarstw domowych. Jej zdaniem to paliwo lepiej sprawdzi się np. w ciepłowniach niż w domowych kotłach.

REKLAMA
REKLAMA

Skąd biorą się wysokie ceny? Minister mówi o braku uzasadnienia ekonomicznego

Hennig-Kloska stanowczo zaprzeczyła, jakoby tak drastyczny wzrost cen pelletu miał uzasadnienie ekonomiczne. Przekonywała, że ceny drewna i odpadów przemysłowych, z których produkuje się pellet, są od lat stabilne. Jeśli więc surowiec nie drożeje, a ktoś mimo to podnosi ceny, to zarabia na presji, jaką odczuwają ludzie, którzy muszą ogrzać swoje domy.

Prywatne firmy mogą straszyć ludzi cenami, żeby sprzedać szybciej pellet – powiedziała minister.

W rozmowie pojawił się też wątek bliżej nieokreślonego „raportu” prywatnych przedsiębiorców, na który miał się powoływać prowadzący. Minister odpowiedziała, że go nie widziała, więc nie może się do niego odnieść. Dodała, że pytała o niego również ministra energii, który zaprzeczył, by taki raport przygotował jego resort.

W mediach powoływano się na raport przygotowany przez Ministerstwo Energii – powiedziała.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Jako przykład rozbieżności cenowych przywołano ogłoszenie z Allegro, w którym jedna z firm oferowała 15-kilogramowe worki pelletu po 59 zł. W przeliczeniu na tonę daje to blisko 4 tys. zł, co pokazuje, że ceny detaliczne pelletu w workach mogą znacznie odbiegać od hurtowych.

Nie mam wątpliwości, nie ma ekonomicznego uzasadnienia, by pellet w ten sposób rósł, bo ceny drewna w ostatnich latach są stabilne, więc ceny odpadów produkowanych przez przemysł również. Jeżeli ktoś w ten sposób podbija ceny, to znaczy, że zarabia na tym, że ludzie chcą kupić pellet – wyjaśniała.

Ciepłownie i duża spółka energetyczna miały zapewniać o imporcie surowca

Minister wspomniała, że zarówno przedstawiciele ciepłownictwa, jak i co najmniej jedna duża spółka energetyczna zużywająca pellet na dużą skalę deklarowali wcześniej, że będą importować ten surowiec na własne potrzeby. Jak zaznaczyła, te zapewnienia trzeba teraz zweryfikować.

Według minister resort klimatu i środowiska od mniej więcej trzech lat ostrzegał na spotkaniach z branżą ciepłowniczą, że masowe przechodzenie na ogrzewanie pelletem i skokowy wzrost popytu na ten surowiec mogą wywołać napięcia na rynku. Jak podkreśliła, ciepłownie nie miały jednak ustawowego obowiązku stosowania się do rekomendacji ministerstwa i w praktyce nie wzięły ostrzeżeń pod uwagę.

Minister odniosła się też do sytuacji osób, które – zgodnie z wcześniejszymi apelami rządu o odejście od węgla – przeszły na ogrzewanie pelletem, a teraz muszą się liczyć ze znacznie wyższymi kosztami. Przyznała, że dla wielu gospodarstw domowych to trudna sytuacja.

Patrycja Rapacka

patrycja.rapacka@gramwzielone.pl

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.