Agropellet bliżej wsparcia? Rząd szykuje zmiany, ale są wątpliwości
Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa temat rynku pelletu i jego roli w programie Czyste Powietrze wrócił kilkukrotnie – zarówno w pytaniach posłów, jak i w wystąpieniu przedstawiciela branży grzewczej, który ocenił kondycję programu znacznie bardziej krytycznie niż strona rządowa.
Posłanka Renata Rak pytała o stan zaawansowania prac nad wsparciem dla pelletu i agropelletu. Wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta poinformował, że dzień wcześniej Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o monitorowaniu jakości paliw wraz z towarzyszącym mu projektem rozporządzenia – oba dokumenty trafią teraz do Sejmu. Nowe przepisy mają wprowadzić do systemu kontroli jakości paliw, obok znanej już biomasy, również normy dla agropelletu, co – jak tłumaczył Bolesta – ma otworzyć drogę do rozwoju tego segmentu rynku.
Zastrzegł jednak, że w pierwszym etapie regulacje będą miały ograniczony wpływ na istniejące instalacje, ponieważ obecne kotły nie są przystosowane do spalania agropelletu, który jest bardziej heterogeniczny i generuje więcej zanieczyszczeń niż tradycyjny pellet drzewny. Dopiero w kolejnym kroku, po wejściu w życie norm, resort wraz z NFOŚiGW ma się zastanowić nad ewentualnym programem wsparcia dla nowych urządzeń.
Skandaliczne zastosowanie owsa do produkcji agropelletu?
Poseł Paweł Sałek (PiS) zwrócił uwagę na ryzyko związane z tym, co może stanowić surowiec do produkcji agropelletu, pytając wprost, czy wsadem może być polskie zboże, owies lub inne ziarna przeznaczone pierwotnie na cele spożywcze lub paszowe. Ocenił, że byłoby to rozwiązanie skandaliczne i niewłaściwe dla polskich gospodarstw domowych.
Bolesta odpowiedział, że nowe normy, oparte na międzynarodowych standardach ISO, regulują jakość samego pelletu, a nie rodzaj użytego do jego produkcji wsadu. Zadeklarował jednocześnie, że resort przyjrzy się tej kwestii, oceniając, że surowce zbyt drogie ekonomicznie prawdopodobnie nie będą wykorzystywane do produkcji pelletu.
Potrzebne wsparcie zdolności magazynowej pelletu
Poseł Andrzej Grzyb (PSL-TD) mówił z kolei o trudnościach, z jakimi rynek pelletu zmagał się w minionym, wyjątkowo wymagającym sezonie grzewczym. Wskazywał, że w ubiegłym roku wielu producentów wstrzymało produkcję z powodu braku zdolności magazynowych – pellet musi być przechowywany w odpowiednich warunkach, koniecznie pod dachem. Apelował o wsparcie producentów w rozwoju infrastruktury magazynowej, a także o rezygnację ze spalania pelletu w energetyce zawodowej na rzecz dostaw dla odbiorców indywidualnych, sugerując wykorzystanie w dużej energetyce innych technologii.
Wiceminister Bolesta ocenił jednak, że dofinansowanie magazynów byłoby zbyt daleko idącą ingerencją w rynek. Zdaniem przedstawiciela resortu przy obecnym poziomie cen producenci są w stanie finansować rozbudowę magazynów z własnych środków. Zaznaczył przy tym, że z nowego funduszu wsparcia transformacji ciepłownictwa systemowego wyłączono już biomasę leśną, co ma zmniejszyć presję ze strony energetyki zawodowej na rynek pelletu. Podkreślił, że program Czyste Powietrze powinien promować zrównoważony, zdywersyfikowany portfel technologiczny, a nie – jak to określił – monokulturę opartą na jednym rozwiązaniu grzewczym.
Głos branży: program się wypala, a wiarygodność spadła
Do dyskusji odniósł się również Zdzisław Kulpan, doradca merytoryczny Stowarzyszenia Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG), który przedstawił znacznie bardziej krytyczną ocenę kondycji programu i rynku pelletu.
Kulpan zwrócił uwagę, że ceny pelletu nie spadną, ponieważ producenci mają coraz większy problem z dostępem do surowca. Jak tłumaczył, powołując się na dane prezentowane na konferencji Polskiej Rady Peletu, koszt trocin – podstawowego materiału do produkcji peletu – sięga dziś nawet ponad 1000 zł za tonę, podczas gdy drewno kominkowe sprzedawane przez Lasy Państwowe kosztuje w przeliczeniu około 800 zł za tonę. Jego zdaniem paradoksem jest to, że drewno kawałkowe, często o niskiej wartości opałowej, trafia do nieefektywnych kotłów i jest w praktyce marnowane, zamiast – po przetarciu na zrębki – trafić jako surowiec do produkcji pelletu. Zaapelował o rozważenie takiego rozwiązania jako sposobu na poprawę dostępności surowca dla producentów.
Odnosząc się do danych przedstawionych wcześniej przez Roberta Gajdę, wiceprezesa NFOŚiGW, Kulpan zwrócił uwagę, że liczba wniosków przyjmowanych w programie systematycznie maleje. Od maja ubiegłego roku przyjęto ich około 70–80 tys., podczas gdy w samym 2023 r. było to około 160 tys. Jego zdaniem świadczy to o tym, że program „powoli się wypala”. Ocenił, że nie wynika to wyłącznie z naturalnego spadku liczby zainteresowanych, ale przede wszystkim ze spadku wiarygodności samego programu, do czego przyczyniło się m.in. toczące się postępowanie Prokuratury Europejskiej.
Kulpan skrytykował też ideę ścigania nieuczciwych firm wykonawczych, argumentując, że w praktyce wiele z nich już nie istnieje – zostały zamknięte lub ogłosiły upadłość, a jako spółki z ograniczoną odpowiedzialnością są w świetle prawa trudne do pociągnięcia do odpowiedzialności. Zwrócił uwagę, że obowiązujące przepisy nie ograniczają wysokości marży, jaką wykonawcy mogli narzucać na realizowanych inwestycjach, co jego zdaniem pozwalało części firm działać w granicach prawa, jednocześnie osiągając marże rzędu 200–300 proc.
Jako jedyne, w jego ocenie, rozwiązanie problemu zawyżonych kosztów w programie wskazał nie podnoszenie, lecz obniżenie maksymalnych kwot dofinansowania. Argumentował, że realny koszt zakupu kotła na pellet dostępnego w Internecie często nie przekracza 10 tys. zł, podobnie jak pompy ciepła, tymczasem program finansuje takie urządzenia w kwotach rzędu 20–30 tys. zł, co – jego zdaniem – prowadzi do nieprawidłowości i zawyżania cen przez wykonawców kosztem budżetu programu.
Odniósł się także do kwestii spalania pelletu w energetyce zawodowej, o której mówił wcześniej poseł Grzyb. Kulpan przyznał, że z punktu widzenia przeciętnego odbiorcy takie rozwiązanie może wydawać się niesłuszne, zwrócił jednak uwagę, że spalanie biomasy w elektrociepłowniach przy sprawności wytwarzania energii na poziomie około 40 proc., a następnie wykorzystanie tak wytworzonej energii elektrycznej do zasilania pomp ciepła, pozwala uzyskać nawet dwukrotnie więcej energii cieplnej niż w przypadku bezpośredniego spalania pelletu w indywidualnym kotle. Zastrzegł przy tym, że – mimo wcześniejszej działalności jako producent kotłów na pellet – nie neguje potrzeb tej branży, a jedynie postuluje zrównoważone podejście do całego systemu.
Kulpan zaapelował też o wprowadzenie kryteriów ilościowych ograniczających liczbę nowych kotłów na pellet wprowadzanych na rynek w ramach programu. Wskazał, że rocznie trafia ich do obrotu około 100 tys., podczas gdy dostępność surowca do produkcji pelletu nie nadąża za tym tempem, co w jego ocenie stwarza ryzyko dla bezpieczeństwa energetycznego zarówno kraju, jak i samych użytkowników już zainstalowanych urządzeń.
Zwrócił uwagę na analogiczne ryzyko w przypadku pomp ciepła, wskazując na prognozowane trudności w dostępie do energii elektrycznej.
Patrycja Rapacka
patrycja.rapacka@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.