Instalator fotowoltaiki ukarany za fikcyjny nadzór nad montażami
Australijski instalator fotowoltaiki zapłaci grzywnę za to, że podpisywał się pod montażami w Melbourne, choć w tym czasie przebywał w innym stanie. To jeden z kilku przypadków który pokazuje, że łamanie zasad dotacyjnych ma realne konsekwencje. Sprawa jest dobrym pretekstem, by zapytać: kto naprawdę odpowiada za instalację na naszym dachu?
O sprawie poinformował australijski portal SolarQuotes, powołując się na najnowszy raport australijskiego regulatora Clean Energy Regulator (CER) dotyczący egzekwowania przepisów. Oprócz nałożenia tej grzywny regulator wykluczył z systemu dopłat dwóch kolejnych instalatorów i odebrał rejestrację jednej firmie.
Trzy wizyty, których nie było
Australijski instalator systemów fotowoltaicznych został ukarany grzywną w wysokości 10 tys. dolarów australijskich (25 tys. zł) za składanie nieprawdziwych oświadczeń dotyczących nadzorowania montażu instalacji. Sprawę ujawnił CER, który kontroluje uczestników krajowego systemu wsparcia dla mikroinstalacji OZE.
Z ustaleń regulatora wynika, że deklarował on obecność podczas montażu instalacji fotowoltaicznych w Melbourne, chociaż w tym czasie przebywał poza stanem. Instalator z Wiktorii przyznał się do celowego składania fałszywych oświadczeń. Służyły one do uzyskania certyfikatów STC (Small-scale Technology Certificates), na których opiera się federalna dopłata do domowych instalacji PV i magazynów energii. Sąd go skazał, a organizacja Solar Accreditation Australia (SAA) zawiesiła jego akredytację.
Jakie obowiązki ma instalator fotowoltaiki?
Australijski system wsparcia Small-scale Renewable Energy Scheme (SRES) przewiduje określone wymagania dotyczące udziału akredytowanego instalatora w realizacji inwestycji.
Zgodnie z obowiązującymi zasadami osoba odpowiedzialna za instalację musi być obecna podczas przygotowania prac, kontroli na pośrednim etapie montażu oraz testowania i uruchamiania systemu. Wymóg ten obowiązuje również wtedy, gdy akredytowany instalator nadzoruje prace wykonywane przez inne osoby, zamiast samodzielnie przeprowadzać cały montaż.
Obecność instalatora ma zapewnić właściwy nadzór nad wykonaniem systemu i potwierdzić, że spełnia on wymagane standardy. Poświadczenie wykonania tych obowiązków bez faktycznego uczestnictwa w pracach może skutkować konsekwencjami administracyjnymi i finansowymi.
Kolejni instalatorzy wykluczeni z programu wsparcia
W kwartalnym raporcie CER opisano również działania wobec dwóch innych instalatorów, którzy naruszyli zasady uczestnictwa w australijskim systemie wsparcia dla fotowoltaiki i magazynów energii.
Jeden z wykonawców otrzymał trzyletni zakaz instalowania systemów fotowoltaicznych i magazynów energii w ramach programu. Kontrola objęła 24 instalacje wykonane między lutym 2023 r. a lipcem 2025 r. Stwierdzono między innymi nieprzestrzeganie wymogów dotyczących obecności instalatora na miejscu montażu, brak wymaganych świadectw bezpieczeństwa elektrycznego oraz składanie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd oświadczeń.
W przypadku drugiego instalatora wykluczenie z programu potrwa 12 miesięcy. Dochodzenie dotyczyło 10 instalacji wykonanych między wrześniem 2024 r. a lipcem 2025 r. Regulator wykrył między innymi montaż systemów bez wymaganych uprawnień, brak dokumentów potwierdzających bezpieczeństwo elektryczne oraz nieprzestrzeganie obowiązujących norm.
CER poinformował także o trwałym zawieszeniu rejestracji jednej ze spółek uczestniczących w systemie. Powodem było niespełnianie wymogów dotyczących wiarygodności podmiotów. W konsekwencji firma utraciła możliwość tworzenia certyfikatów energii odnawialnej.
Regulator zapowiada dalsze kontrole
Clean Energy Regulator podkreśla, że opisane przypadki nie świadczą o powszechnym charakterze nieprawidłowości w australijskim systemie wsparcia małych instalacji OZE. Według regulatora większość uczestników rynku przestrzega obowiązujących wymagań, a dotychczasowe ustalenia nie wskazują na występowanie systemowego oszustwa.
Jednocześnie urząd zapowiada dalsze kontrole i działania wobec podmiotów, które dopuszczają się nadużyć, przekazują nieprawdziwe informacje lub naruszają zasady uczestnictwa w programie.
Warto przy tym rozróżnić naruszenia formalne i proceduralne od wad wykonawczych. Ustalenia dotyczące braku wymaganej obecności instalatora czy dokumentacji nie oznaczają automatycznie, że wszystkie objęte postępowaniami instalacje były niebezpieczne.
A jak to wygląda w Polsce?
Polski rynek prosumencki przeszedł podobną drogę: lata boomu napędzanego dotacjami, setki firm instalacyjnych i powszechne podwykonawstwo. Pytanie o to, kto faktycznie był na dachu, jest u nas równie zasadne.
Różnica sprowadza się do filozofii nadzoru. W Australii uprawnienia ma konkretny fachowiec, którego fizyczna obecność na budowie jest warunkiem dopłaty i podlega skrupulatnej weryfikacji. Polskie przepisy wymagają wprawdzie świadectw kwalifikacyjnych (np. SEP czy certyfikatu UDT), a dane instalatora trafiają do zgłoszenia u operatora sieci, jednak weryfikacja odbywa się głównie na papierze.
Nad Wisłą brakuje odpowiednika australijskiego systemu „trzech obowiązkowych wizyt”. W efekcie inwestor podpisuje umowę z firmą, prace na dachu wykonuje ekipa podwykonawców, a nazwisko certyfikowanego eksperta pojawia się dopiero na protokole odbioru.
Doświadczenia z Australii dowodzą, że papierowa odpowiedzialność nie zastąpi realnego nadzoru na budowie.
Co może zrobić inwestor?
Właściciel domu nie powinien pełnić roli inspektora, ale kilka prostych kroków może znacząco zmniejszyć ryzyko. Przed podpisaniem umowy należy zapytać, kto imiennie będzie odpowiadał za montaż i jakie ma uprawnienia. Należy sprawdzić certyfikat tej osoby w rejestrze UDT – uprawnienia ma człowiek, nie firma. Warto także ustalić, czy montaż wykona firma, z którą podpisywana jest umowa, czy podwykonawca.
W dniu montażu należy upewnić się, że na miejscu jest osoba wskazana w dokumentach – zwłaszcza przy uruchomieniu i pomiarach. Należy odebrać komplet dokumentów: protokół pomiarów elektrycznych, dokumentację powykonawczą, karty gwarancyjne. Najlepiej wybierać firmy z historią realizacji i serwisem posprzedażowym, a nie kierować się wyłącznie najniższą ceną.
Źródło: SolarQuotes, Clean Energy Regulator
Katarzyna Poprawska-Borowiec
katarzyna.borowiec@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News