Etykiety energetyczne znikną ze sklepów? Troska o ekologię czy wykluczenie
Komisja Europejska chce ograniczyć obowiązek drukowania etykiet energetycznych i w większym stopniu postawić na rozwiązania cyfrowe. Wśród korzyści wskazuje m.in. mniejszą ilość odpadów, ale czy ich skala będzie znacząca? I co z osobami wykluczonymi cyfrowo, które chcą kupić np. nową lodówkę?
Z szacunków Komisji Europejskiej wynika, że obowiązek drukowania etykiet energetycznych generuje ok. 429 ton nienadającego się do recyklingu podkładu etykiet i 1,5 tony tuszu. Tylko w 2023 r. dostawcy musieli dostarczyć drukowane etykiety dla około 375 mln produktów.
Etykieta energetyczna to „nalepka”, która informuje konsumenta, ile energii zużywa urządzenie. To oficjalny dokument wymagany przez Unię Europejską, wskazujący klasę efektywności energetycznej i podstawowe parametry techniczne urządzenia. System przeszedł reformę 1 marca 2021 r., kiedy to zaczęto odchodzić od klas z plusami (np. A+++) i powrócono do skali A–G. Początkowo zmiany dotyczyły najpopularniejszych sprzętów RTV i AGD, ale lista jest rozszerzana, np. w połowie 2025 r. objęła m.in. smartfony i suszarki bębnowe. Teraz Bruksela szykuje kolejną zmianę, która ma przesunąć ciężar z papieru na cyfrę.
Warto wspomnieć, że konsument już teraz może zapoznać się z etykietami energetycznymi w formie cyfrowej dzięki bazie EPREL (ang. European Product Registry for Energy Labelling). Producenci i importerzy mają prawny obowiązek zarejestrowania w niej każdego modelu urządzenia przed wprowadzeniem go na rynek. W publicznej części bazy konsument znajdzie elektroniczną wersję etykiety oraz kartę informacyjną produktu, która zawiera więcej parametrów technicznych niż sama etykieta.
Cyfryzacja i uproszczenia w planach Brukseli
Komisja Europejska przedstawiła wniosek 24 czerwca 2026 r. jako część tzw. omnibusu, czyli pakietu upraszczającego przepisy dotyczące produktów związanych z energią. Projekt zmienia dwa rozporządzenia: o etykietowaniu energetycznym i o etykietowaniu opon. Jest procedowany w zwykłej procedurze ustawodawczej, więc musi go przyjąć zarówno Parlament Europejski, jak i Rada UE. W Parlamencie odpowiada za niego komisja Przemysłu, Badań Naukowych i Energii (ITRE). We wrześniu 2026 r. opinię wydał Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, a pod koniec października minął termin na zgłoszenie zastrzeżeń przez parlamenty narodowe.
Wśród proponowanych zmian znalazła się rezygnacja z drukowanych etykiet energetycznych jako domyślnego obowiązku. Sprzedawca nadal będzie mógł poprosić o nie dostawcę, jednak będzie to zależało od jego polityki sprzedaży. Projekt dopuszcza też, tam, gdzie to uzasadnione, cyfrowe alternatywy dla drukowanej etykiety, takie jak elektroniczne wyświetlacze przy półkach czy kody QR.
Kolejną zmianą, ważną dla producentów, jest powiązanie EPREL z cyfrowym paszportem produktu. Niektórzy producenci będą objęci oboma systemami, np. producent pralek musiałby wprowadzać część tych samych danych dwa razy. Proponowana zmiana pozwoli wprowadzić dane raz, a następnie wykorzystywać je w obu systemach.
Ocena skutków proponowanych przepisów zauważa jednak, że problem ten jest na razie hipotetyczny. Paszporty produktów nie zostały jeszcze wprowadzone, więc trudno oszacować, jak bardzo podwójna rejestracja obciążałaby przedsiębiorców.
Co do zasady samo połączenie jest dobrym kierunkiem. Etykieta energetyczna informuje o zużyciu energii podczas użytkowania, a paszport produktu ma informować o całym cyklu życia produktu, obejmującym także naprawę i recykling. Połączenie tych informacji może ułatwić zebranie danych o śladzie środowiskowym produktu. Na tym etapie trudno jednak przesądzić, czy tak się stanie.
Oprócz względów ekologicznych projekt KE niesie inne potencjalne korzyści: ograniczenie biurokracji, postępującą cyfryzację i lepsze dopasowanie przepisów do sprzedaży internetowej.
Ile odpadów naprawdę ubędzie?
Ekologiczny argument okazuje się słabszy, niż sugerują liczby. Po pierwsze, 429 ton w przeliczeniu na 375 mln etykiet daje w przybliżeniu nieco ponad 1 g odpadów na etykietę. Po drugie, Komisja nie oszacowała, ile odpadów faktycznie uda się uniknąć. Zależy to od przyszłych aktów delegowanych, które dla poszczególnych grup produktów określą, kiedy drukowana etykieta przestanie być wymagana. Po trzecie, ocena skutków przewiduje, że sprzedawcy detaliczni poniosą ok. 7 mln euro rocznie dodatkowych kosztów drukowania etykiet. Część druku nie zniknie więc, tylko zostanie przeniesiona z dostawców na sklepy.
Luki w ocenie skutków
Słabe punkty oceny skutków przygotowanej przez Komisję wskazał Nikolaos Sarris w briefingu Biura Analiz Parlamentu Europejskiego (EPRS). Ocena skutków jako jeden z problemów wymienia nieproporcjonalne obowiązki dostawców i sprzedawców. Sarris zauważa jednak, że nie wykazano, iż są one nieproporcjonalne względem korzyści.
Zdaniem autora w dokumencie zabrakło celów operacyjnych i logiki interwencji łączącej problemy, cele i środki. Nie wykazano też, jak uproszczenie przepisów ma się do ich pierwotnego celu, czyli informowania konsumentów.
Komisja szacuje oszczędności na poziomie:
- do 83 mln euro rocznie dzięki rezygnacji z drukowanych etykiet;
- 40 mln euro rocznie dla dealerów samochodowych dzięki zniesieniu obowiązku etykietowania opon w ofertach pojazdów (wyliczenie opiera się na założeniach dotyczących kosztów IT i czasu pracy);
- 66 mln euro jednorazowo dzięki powiązaniu EPREL z cyfrowym paszportem produktu (przy założeniu, że każda rejestracja oszczędzi godzinę pracy).
Nikolaos Sarris zauważa, że wyliczenia opierają się na niepotwierdzonych założeniach, a część danych jest niespójna.
Kolejnym problemem są konsultacje, które miały charakter głównie biznesowy. Dominowali w nich przedstawiciele przedsiębiorstw: podczas spotkania konsultacyjnego (tzw. reality check) producenci stanowili 40 proc. uczestników, a organizacje konsumenckie, pozarządowe i think tanki łącznie zaledwie 7 proc. Udział małych i średnich przedsiębiorstw był znikomy, a twierdzenie, że stanowisko tego sektora nie różni się od stanowiska dużych firm, nie zostało poparte dowodami.
W ocenie skutków nie uwzględniono również wszystkich kwestii społecznych. Analiza skupia się niemal wyłącznie na dostępie konsumentów do etykiet i ich zrozumieniu. Pominięto m.in. wykluczenie cyfrowe. Zastąpienie drukowanych etykiet rozwiązaniami cyfrowymi, takimi jak kody QR, może utrudnić dostęp do informacji np. osobom starszym.
Uproszczenia i cyfryzacja same w sobie są pozytywnymi trendami. Powinny jednak być poparte dokładnymi wyliczeniami i analizą. Czy oszczędności wygenerowane przez cyfrowe etykiety nie zostaną okupione większą sprzedażą mniej efektywnego energetycznie sprzętu? I czy będą one tak wysokie, jak wskazuje Komisja? W końcu sprzedawca nadal będzie mógł zamówić drukowane etykiety.
Marcin Karwowski
marcin.karwowski@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News