System ETS do reformy. Jakiej zmiany chcą Niemcy?
W ciągu ostatnich tygodni unijny system handlu uprawnieniami do emisji znalazł się w centrum politycznego i rynkowego zainteresowania. Przeciwko jego założeniom opowiedziały się Niemcy, co poskutkowało natychmiastowym spadkiem cen jednostek uprawnień do emisji. Analityk OSW podkreśla jednak, że niemieckie postulaty nie zmierzają do likwidacji systemu, lecz jego dostosowania do realiów gospodarczych.
W trakcie Europejskiego Szczytu Przemysłowego w Antwerpii kanclerz Niemiec Friedrich Merz wygłosił niespodziewanie mocną krytykę EU ETS, sugerując możliwość „odłożenia w czasie” działania systemu, jeśli ten miałby negatywnie wpływać na konkurencyjność przemysłu. To wystąpienie niemal natychmiast wywołało falę spekulacji, interpretowaną przez wielu jako wezwanie do zawieszenia całego mechanizmu.
Słowa polityka skłoniły wielu inwestorów do zdystansowania się od rynku EUA, czyli jednostek uprawnień do emisji. W efekcie ich ceny spadły z poziomu powyżej 90 euro za tonę CO2 w połowie stycznia do poniżej 70 euro/t C02 w połowie lutego, tj. o 20 proc. w niecały miesiąc.
– Ta reakcja pokazuje, jak polityczne sygnały mogą przełożyć się bezpośrednio na wycenę instrumentów klimatycznych – mówi Michał Kedzierski, analityk ds. polityki energetycznej, klimatycznej i transportowej Niemiec w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW). – Inwestorzy zaczęli dyskontować ryzyko zmian regulacyjnych, co przełożyło się na spadek popytu i presję spadkową na ceny EUA.
Zmiana tonu Berlina: ETS broni instrumentu klimatycznego
Jak wskazuje Michał Kędzierski, już dzień później w Alden Biesen Merz starał się uściślić swoją wypowiedź, jasno podkreślając, że system ETS jest skutecznym narzędziem polityki klimatycznej i przyczynia się do redukcji emisji przy jednoczesnym wzroście gospodarczym. Podkreślił także konieczność stałego korygowania zasad jego działania, aby uwzględniały różnice między sektorami i krajami UE.
W kolejnych dniach, w niemieckim podcaście „Machtwechsel” kanclerz bronił ETS jako właściwego narzędzia rynkowego prowadzącego do neutralności klimatycznej, co miało zdaniem komentatorów złagodzić pierwotne obawy inwestorów.
– Nie postulujemy wycofania ETS – mówił Friedrich Merz cytowany przez OSW. – Chodzi o to, aby był bardziej sprawiedliwy i uwzględniał realia przemysłowe.
O co naprawdę chodzi Niemcom? Korekta, a nie dekonstrukcja
Chociaż medialne echa pierwszej wypowiedzi sugerowały radykalne podejście Berlina, analiza stanowisk rządu wskazuje, że Niemcy domagają się przede wszystkim złagodzenia ETS, a nie jego likwidacji.
Główne postulaty obejmują trzy kwestie: utrzymanie darmowych przydziałów uprawnień dla przemysłu energochłonnego na dłużej niż zakłada obecny harmonogram, wolniejsze wygaszanie tych przydziałów oraz spowolnienie tempa redukcji puli nowych zezwoleń na rynku.
Jak wskazuje Michał Kędzierski, takie rozwiązania miałyby zmniejszyć presję wzrostową na ceny uprawnień i koszty dla przemysłu, jednocześnie zachowując ciągłość instrumentu polityki klimatycznej.
Celem Berlina nie jest podważenie samego mechanizmu, lecz jego dostosowanie do realiów gospodarczych
– tłumaczy analityk OSW.
Czy UE jest gotowa na rozszerzenie ETS?
Przypomnijmy, że w obecnym kształcie system ETS działa od 2005 r. i obejmuje głównie handel emisjami dwutlenku węgla, a w wybranych sektorach także podtlenku azotu i perfluorowęglowodorów. Handel ten bazuje na mechanizmie limitu i handlu: Unia Europejska ustala maksymalny pułap emisji gazów cieplarnianych dla objętych nim sektorów, a przedsiębiorstwa muszą posiadać odpowiednią liczbę uprawnień odpowiadających rzeczywistej wielkości ich emisji. Część uprawnień trafia na rynek przez aukcje, część – zwłaszcza w sektorach energochłonnych – przydzielana jest bezpłatnie, aby ograniczyć ryzyko utraty konkurencyjności wobec podmiotów spoza UE.
W obecnym kształcie EU ETS obejmuje głównie przemysł energetyczny, w tym elektrownie i elektrociepłownie spalające paliwa kopalne oraz duże instalacje spalania. Drugim jego filarem są branże przemysłu energochłonnego, takie jak hutnictwo żelaza i stali, produkcja cementu, wapna, szkła, ceramiki, papieru, a także przemysł chemiczny i rafineryjny.
W kolejnych latach zakres polityki emisyjnej ma jednak zostać rozszerzony: ramach reform pakietu „Fit for 55” zdecydowano o utworzeniu odrębnego systemu ETS2, który ma objąć emisje pochodzące ze spalania paliw w transporcie drogowym oraz w budynkach. Oznacza to stopniowe włączanie do unijnego systemu cen emisji kolejnych sektorów gospodarki, dotychczas pozostających poza mechanizmem handlu uprawnieniami.
Przeciwko takiej praktyce w ubiegłym roku protestowała m.in. Polska. Nasz kraj opowiedział się za rocznym przesunięciem wejścia w życie systemu ETS2 – z 2027 na 2028 r. Na początku bieżącego roku Parlament Europejski zaakceptował zaproponowaną przez Polskę zmianę terminu, co było komentowane przez Warszawę jako spory sukces negocjacyjny, zapewniający nam dodatkowy czas na termomodernizację budynków oraz stabilność cen energii.
Agata Świderska
agata.swiderska@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.