Operatorzy sieci wymieniają liczniki po omacku?Eksperci mają wątpliwości
Kraje Unii Europejskiej wymieniają liczniki energii elektrycznej na inteligentne. Proces jest rozłożony na lata i kosztowny, a zdaniem ekspertów firmy Wirepas decyzje o tym, jak liczniki będą przesyłać dane, zapadają bez potrzebnych analiz i kompletnych informacji.
Unia Europejska wprowadza inteligentne liczniki energii elektrycznej, czyli liczniki zdalnego odczytu (LZO), a poszczególne państwa członkowskie realizują wymianę według własnych harmonogramów. Przyjęty w Polsce harmonogram zastępowania tradycyjnych liczników nowymi licznikami zdalnego odczytu wygląda następująco:
- do końca 2025 r. – co najmniej 35 proc. (cel spełniony),
- do końca 2027 r. – co najmniej 65 proc.,
- do końca 2028 r. – co najmniej 80 proc.
Pełna wymiana liczników u odbiorców w polskim systemie elektroenergetycznym powinna się zakończyć do lipca 2031 r.
Równie ważne jak sama instalacja liczników jest jednak to, w jaki sposób przesyłają one dane. Fińska firma Wirepas, specjalizująca się w sieciach bezprzewodowych, przedstawiła wyniki analizy 10 rynków europejskich, według której decyzje dotyczące łączności LZO są podejmowane „po omacku”.
Eksperci Wirepas zauważają, że rządy wydają miliardy na rozwój sieci LZO, nie mając wiarygodnych danych, które pozwoliłyby porównać koszty i ryzyko poszczególnych technologii komunikacyjnych. Tymczasem podejmowane decyzje ukształtują sieć na co najmniej 15 lat.
Temat jest bardzo aktualny w kontekście postępującej elektryfikacji Europy. Komisja Europejska chce, aby do 2040 r. energia elektryczna odpowiadała za 46 proc. końcowego zużycia energii w UE. Szacowany koszt inwestycji w sieci to 1,2 bln euro.
Nikt nie ma pełnych danych
Problemem w planowaniu łączności LZO jest rozproszenie i niekompletność kluczowych danych. Jeśli w ogóle są gromadzone, to często znajdują się w rękach podmiotów zewnętrznych. Żaden europejski organ nie odpowiada za ich zbieranie i publikowanie.
Ze względu na różnice w dostępie do danych w poszczególnych krajach – jak wskazują autorzy – niektóre państwa widzą koszty, ale nie ryzyko, a inne śledzą postępy wdrożeń, ale nie technologie, na których się one opierają.
Jak zauważa Teppo Hemiä, prezes Wirepas, Europa dobrze śledzi, ile inteligentnych liczników zainstalowano, ale nikt nie monitoruje łączności, z której korzystają. Zdaniem prezesa wszystkie państwa łączy jedna cecha: rządy oczekują od firm decyzji inwestycyjnych na dziesięciolecia, liczonych w miliardach euro, ale nie zapewniają im dostępu do pełnych i rzetelnych danych. Bez pełnego obrazu kosztów i wyzwań pojawia się ryzyko wyboru technologii łączności, która nie nadąży za wymaganiami sieci energetycznej w czasie transformacji.
Wirepas w swojej analizie wziął pod uwagę publicznie dostępne informacje o technologiach, z jakich korzystają poszczególne kraje, ich kosztach w całym cyklu życia oraz podatności na wyłączenie. Na tej podstawie ocenił łączność LZO w każdym kraju w skali od silnej (ang. strong) do zagrożonej (ang. challenged).
Każdy kraj w innej sytuacji
Jak wygląda sytuacja w poszczególnych krajach? Wirepas docenia, że Polska wie, ile liczników jest narażonych na zbliżające się wyłączenie sieci 2G i 3G. Problemem jest brak dostępu do harmonogramu tych wyłączeń, bo pozostaje on w rękach operatorów komórkowych. W efekcie brakuje krajowego obrazu kosztów poszczególnych programów wymiany. LZO, które komunikują się przez sieci 2G i 3G, będą wymagały zmiany technologii łączności, ale nie wiadomo, do kiedy trzeba ją przeprowadzić.
W Niemczech przyjęto nietypowy model inteligentnego opomiarowania. Sam licznik jest prostym urządzeniem pomiarowym, a za komunikację odpowiada osobne urządzenie – bramka (ang. Smart Meter Gateway). Razem tworzą one inteligentny system pomiarowy (niem. intelligentes Messsystem, iMSys). Bramka zbiera dane z licznika, szyfruje je i wysyła do uprawnionych podmiotów: operatora sieci, sprzedawcy energii lub operatora punktu pomiarowego.
Niemcy widzą koszty łączności, ale nie ryzyko związane z wyłączaniem sieci. To jeden z nielicznych krajów, które określiły koszt przesyłania danych z liczników – regulowane opłaty sięgają tam 140 euro rocznie. Problem polega na tym, że przedsiębiorstwa energetyczne mają wgląd jedynie we własne bramki i umowy, a pełne harmonogramy działania sieci znają tylko operatorzy telekomunikacyjni. Nie ma wspólnego obrazu tego, ile bramek zależy od poszczególnych sieci ani ile będzie kosztować ich wymiana.
Francja ma informacje zarówno o liczbie liczników, jak i o liczbie urządzeń zbierających z nich dane (koncentratorów). Brakuje jej jednak wiedzy o tym, ile kosztuje utrzymanie łączności tych liczników w perspektywie 15 lat lub dłużej i jak te koszty zmienią się, gdy w związku z upowszechnianiem się samochodów elektrycznych, fotowoltaiki i pomp ciepła przez sieć będzie przesyłanych więcej danych.
Powyższe wnioski są częścią szerszej analizy Wirepas, której publikację firma planuje na grudzień.
Polska pracuje nad nowymi przepisami
Opisując wymianę liczników energii w Polsce, warto wspomnieć o projekcie nowelizacji, nad którym pracuje resort energii. Ministerstwo Energii podkreśla, że zmiany mają charakter porządkujący i techniczny. Nowe przepisy nie mają nakładać nowych obowiązków administracyjnych na odbiorców końcowych energii elektrycznej. Powinny natomiast zwiększyć efektywność systemów pomiarowych, poprawić jakość danych pomiarowych i zapewnić niezawodną realizację procesów związanych z funkcjonowaniem rynku energii elektrycznej.
Z nowymi definicjami i możliwymi skutkami ich wprowadzenia (m.in. koniecznością stosowania dodatkowych urządzeń) można się zapoznać w artykule: Nowe wymogi dla liczników energii elektrycznej. Ministerstwo szykuje zmiany
Marcin Karwowski
marcin.karwowski@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Obserwuj nas w Google News
Mnie zastanawia jedno. Liczniki zdalnego odczytu poza odczytem umożliwiają też zdalne odcięcie zasilania w PPE (Punkcie Poboru Energii). Operatorowi pozwala to reagować dynamicznie na sytuację w sieci, ale rodzi też zagrożenia. Skoro operator może robić to zdalnie to mogą to też robić hakerzy a gwałtowne odłączenie paru milionów odbiorców od sieci mocno zdestabilizuje sieć, co może się skończyć blackoutem. Znając talent Taurona i innych OSD, informatyków zatrudniają albo po znajomości albo po taniości, co jest prostą drogą do katastrofy. Pytanie, czy ktoś w ogóle zadał sobie trud analizy potencjalnych możliwości ataku i ich skutków?
„…o projekcie nowelizacji, nad którym pracuje resort energii. Ministerstwo Energii podkreśla, że zmiany mają charakter porządkujący i techniczny.” – to świadczy o tym, że ktoś w ministerstwie ale też w kadrze zarządzającej OSD w ogóle nie miał pojęcia za co się bierze. Obawiam się, że protokoły transmisji danych z liczników mają bardzo ubogie zabezpieczenia, które dość łatwo będzie złamać a mamy sezon grzewczy w pełni.