Elektrolizer zamiast butli gazowej? Kuchenka na wodór z Indii
Wodór coraz częściej pojawia się nie tylko w kontekście przemysłu, transportu czy magazynowania energii, ale także w znacznie mniejszych, domowych zastosowaniach. Czy rozwiązanie opracowane w Indiach ma sens i ile trzeba za nie zapłacić?
Rozwiązanie firmy GreenVize jest pozycjonowane jako alternatywa dla LPG oraz częściowo dla kuchenek indukcyjnych. Zamiast korzystać z butli, gazociągu lub zewnętrznego łańcucha dostaw wodoru, urządzenie ma wytwarzać wodór na miejscu, w momencie użycia. Po odkręceniu pokrętła zintegrowany elektrolizer PEM rozdziela wodę na wodór i tlen, a wodór jest następnie spalany jako paliwo do gotowania. Potrzeba ponoć 100 ml wody i 1 kWh energii aby gotować przez kilka godzin.
Z punktu widzenia użytkownika ma to działać jak rozwiązanie plug-and-play: woda, energia elektryczna i palnik. W standardowej konfiguracji wodór nie musi być magazynowany, bo jest produkowany i zużywany w czasie rzeczywistym. To ważne, ponieważ jednym z największych wyzwań wodoru pozostaje jego przechowywanie, transport i bezpieczeństwo. GreenVize dopuszcza jednak także konfigurację z magazynowaniem wodoru, np. w butlach sprężonego gazu.
100 ml wody i 1 kWh
Najbardziej medialna deklaracja producenta dotyczy zużycia zasobów. Według Sanjeeva Choudhary’ego, założyciela GreenVize Energy Solutions, który udzielił wypowiedzi dla PV Magazine India, urządzenie ma potrzebować około 100 ml wody destylowanej lub uzyskanej z odwróconej osmozy oraz około 1 kWh energii elektrycznej, aby zapewnić do sześciu godzin gotowania. Startup podkreśla też możliwość współpracy z dachową fotowoltaiką, co w teorii pozwalałoby gotować z użyciem energii odnawialnej, także poza siecią.
To brzmi efektownie, ale wymaga bardzo ostrożnego odczytania. Nie jest to kuchenka „na wodę” w sensie źródła darmowej energii. Woda jest tu surowcem do produkcji wodoru, natomiast energia potrzebna do procesu pochodzi z prądu. Sam producent wskazuje, że 100 ml wody odpowiada około 0,36 kWh energii teoretycznej i około 0,22 kWh użytecznego ciepła. Deklarowane 4–6 godzin pracy wynika więc nie z wysokiej mocy, ale z niskiego średniego obciążenia, przerywanego charakteru gotowania i założonej wysokiej efektywności spalania katalitycznego.
Konkurent dla szybkiego gotowania?
W tym miejscu pojawia się największa słabość projektu. Autorzy analizujący rozwiązanie GreenVize wskazują, że po uwzględnieniu sprawności elektrolizy PEM na poziomie około 65–75 proc. oraz strat przy spalaniu, przy takich założeniach z 1 kWh energii elektrycznej można szacunkowo uzyskać około 0,5–0,6 kWh użytecznego ciepła. W przeliczeniu na moc palnika sugeruje to bardzo niską średnią moc użytkową, rzędu kilkudziesięciu do około 100 W, choć producent nie podaje w dostępnych materiałach pełnej charakterystyki mocy palnika.
To zupełnie inna skala niż w przypadku typowej płyty indukcyjnej, której pojedyncze pole może pracować z mocą 1,5–2 kW. Oznacza to, że kuchenka GreenVize może nie być rozwiązaniem do szybkiego zagotowania wody czy intensywnego gotowania w typowym europejskim domu. Jej sens może leżeć raczej w niszach: kuchniach zbiorowych, miejscach bez stabilnego dostępu do LPG, zastosowaniach hybrydowych, kuchniach pracujących długo przy niskiej mocy albo lokalizacjach, gdzie priorytetem jest ograniczenie paliw kopalnych.
Plusy, bariery i cena
Zaletą systemu jest więc lokalna produkcja paliwa, brak emisji CO2 w miejscu gotowania oraz fakt, że głównym produktem spalania wodoru ma być para wodna. GreenVize podkreśla też możliwość używania standardowych naczyń i technik kulinarnych, co przeciwstawia indukcji wymagającej kompatybilnych garnków. Dla części kuchni komercyjnych, hoteli, obiektów zbiorowego żywienia czy obszarów wiejskich może to być argument praktyczny.
Barier jest jednak dużo. Poza niską mocą dochodzi cena: jednopalnikowa wersja ma kosztować około 105 INR (ok. 4,1 tys. zł), a dwupalnikowa około 150 tys. INR (ok. 5,8 tys. zł). Do tego trzeba doliczyć pytania o trwałość elektrolizera PEM, koszty serwisu, bezpieczeństwo pracy z wodorem, certyfikację oraz realną wygodę użytkowania.
Radosław Błoński
redakcja@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Co kieruje takimi wynalazcami? To jak odkrycie pieca na drewno.
To jest jak z pompą ciepła, szkoda prądu. No chyba że jest z własnej PV i nie wiadomo co z nim zrobić.
Miejmy nadzieję, że to jest projekt rozwojowy. Bo jeśli będzie można tanio choćby na kilka godzin zmagazynować wodór, to zasilanie z np. fotowoltaiki otworzy szereg zastosowań – szczyt zużycia energii elektrycznej jest wieczorem.
To genialne rozwiazanie Wieczorem wstawie sobie wode na herbate i rano bedzie zagotowana. Gorzej z obiadem. Po powrocie z pracy zaczne gotowac ,to zjem go dopiero na kolacje. No ale z drugiej strony zaoszczedze na jedzeniu, wiec zwrot bedzie szybszy.
A może Prościej jest energia elektryczna z akumulatora podłączyć do grzałki i grzałką podgrzewać garnek niż robić jakieś obejście zamieniać na wodór a wodór spalać to przez głupota a po druga sprawa woda destylowana nie podlega elektrolizie bo nie ma wolnych anionów musi być woda zasolona czy jakieś musi mieć element
Gazem zawsze najtaniej. Eko hipokryci
Artykuł tak samo przydatny jak i opisywany przedmiot.
To trochę bez sensu. Więcej włożonej energii niż uzyskanej. Sprawność maszyny parowej? Ale koncepcja jest. Włożyć w to miliardy, udoskonalić technologię i uzyskamy wynik zbliżony do 1. Prawa fizyki są okrutne.
Prepetum mobile, swiatiwej klasy wynalazek aproved by guru z swiatyni zoltej przepaski nad wodami swietego Gangesu ( taki glowny kanal sciekowy w Ondiach)
Chyba Was pogięło…to już chyba lepsza będzie kuchenka elektryczna niż maszyna do przetwarzania wody w wodór i następnie spalanie wodoru. Nie wierzę w wydajność tego cuda ..
Ja mam dla was urządzenie które z 1 wata na wejściu może dać 100 kw energii Kwestia czasu została tylko
Prąd>>>elektroliza>>>wodór>>>spalanie w celu podgrzania jedzenia. Naprawdę „nowatorskie i zielone” rozwiązanie, tryskające głupotą na odległość. Kto w takie bajki uwierzy. Wyprany, zlobbowany eko-leming