REKLAMA
 
REKLAMA

Zapłacił za brak słońca? Mali wytwórcy OZE alarmują

Zapłacił za brak słońca? Mali wytwórcy OZE alarmują
Grafika: Gemini

Coraz więcej małych wytwórców energii odnawialnej alarmuje o rosnącej presji ze strony kontrahentów. Kary za odchylenie od prognozy generacji – wynikające nie z awarii, lecz z pogody – mogą prowadzić do dużych strat finansowych. Kluczowe okazują się zapisy umów, które nie zawsze są dla przedsiębiorców oczywiste, a ich interpretacja bywa dla stron skrajnie odmienna.

Sprawa, z którą do redakcji Gramwzielone.pl zwrócił się jeden z czytelników, pokazuje napięcia narastające w segmencie małych instalacji OZE. Autor listu prowadzi niewielką działalność gospodarczą i eksploatuje instalację fotowoltaiczną o mocy 0,5 MW. Jak relacjonuje, od kilku miesięcy jego kontrahent obciąża go dodatkowymi kosztami, które mają wynikać z różnicy pomiędzy prognozowaną a rzeczywistą produkcją energii.

„W moim przypadku działania kontrahenta doprowadzą moją działalność do upadłości” – pisze wprost.

REKLAMA

Podkreśla przy tym, że jego instalacja funkcjonowała prawidłowo i nie doszło do żadnych zakłóceń technicznych. „W objętym roszczeniem czasie moja elektrownia cały czas pracowała bez jakichkolwiek awarii czy wyłączenia. Mniejsza produkcja była spowodowana tylko dynamiczną zmianą pogody” – dodaje.

Istotą sporu jest więc nie tyle sam fakt niższej produkcji, ile przyczyna tego stanu. W przypadku instalacji fotowoltaicznych zmienność warunków atmosferycznych – zachmurzenie, opady czy lokalne zjawiska pogodowe – ma bezpośredni wpływ na uzysk energii. Tymczasem modele prognostyczne, na których opierają się firmy obrotu, mają charakter statystyczny i – jak wskazuje czytelnik – w praktyce w ustalonych okresach rozliczeń mogą rozmijać się z rzeczywistością nawet o kilkadziesiąt procent.

Umowa ważniejsza niż algorytm

W takich sytuacjach kluczowe znaczenie ma treść zawartej umowy, a nie same założenia modelu prognozowania. Analiza dokumentu, który czytelnik przekazał redakcji, wskazuje, że obowiązki wytwórcy zostały sformułowane w sposób odnoszący się do konkretnych zdarzeń technicznych, a nie do statystycznych odchyleń produkcji.

W szczególności w umowie znalazł się zapis, zgodnie z którym: „Wytwórca zobowiązany jest do niezwłocznego informowania o przerwach w wytwarzaniu energii elektrycznej, w szczególności o awariach instalacji lub zdarzeniach mogących mieć wpływ na ilość produkowanej energii”.

Tego rodzaju klauzula jednoznacznie wiąże odpowiedzialność wytwórcy z wystąpieniem konkretnych okoliczności – takich jak awaria czy planowane wyłączenie instalacji. Nie odnosi się natomiast do sytuacji, w której instalacja pracuje prawidłowo, lecz osiąga niższe uzyski z przyczyn naturalnych.

Sam czytelnik zwraca uwagę, że w jego kontrakcie „nie dostrzega zapisów, które zobowiązywałyby go do rozliczeń finansowych na podstawie prognozowania produkcji”. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie, ponieważ przesuwa ciężar odpowiedzialności z niepewnych modeli predykcyjnych na obiektywne zdarzenia operacyjne.

Opinia prawna: decyduje kontrakt

Stanowisko to potwierdzają również eksperci branżowi. Dariusz Mańka, dyrektor ds. prawnych i regulacji w Polskim Stowarzyszeniu Fotowoltaiki i Magazynowania Energii (PSFiME), podkreśla, że tego typu spory mają przede wszystkim charakter cywilnoprawny, a nie regulacyjny.

­- Z punktu widzenia Prawa energetycznego oraz rozporządzenia systemowego brak jest przepisów, które bezpośrednio nakładałyby na spółkę obrotu obowiązek „udowodnienia” awarii przed wystawieniem noty obciążeniowej – wskazuje.

Jednocześnie zaznacza, że to nie oznacza pełnej dowolności po stronie kontrahenta. Kluczowe znaczenie ma bowiem treść umowy.

Jeśli umowa przewiduje karę za „brak zgłoszenia awarii”, to aby ją nałożyć, zdarzenie, czyli awaria, musi faktycznie wystąpić – podkreśla Dariusz Mańka.

Innymi słowy, nie można automatycznie utożsamiać niższej produkcji z awarią, jeśli brak jest potwierdzenia takiego zdarzenia, np. w postaci logów systemowych czy zgłoszeń serwisowych.

REKLAMA

Ekspert zwraca także uwagę, że brak równowagi stron w negocjacjach często prowadzi do podpisywania umów zawierających nieprecyzyjne lub jednostronnie korzystne zapisy, które później stają się źródłem sporów.

Rynek się zmienia – ryzyko rośnie

Opisany przypadek nie jest odosobniony i wpisuje się w szerszy trend obserwowany na rynku energii. Jak wyjaśnia ekspert z PSFiME, w ostatnich latach znacząco wzrosły koszty bilansowania, czyli pokrywania różnicy między energią zakontraktowaną a rzeczywiście dostarczoną do systemu. Spółki obrotu, które ponoszą te koszty wobec operatora systemu, coraz częściej próbują przenosić je na wytwórców.

Jednocześnie rozwój narzędzi analitycznych i algorytmów prognostycznych powoduje, że decyzje o ewentualnych nieprawidłowościach są w coraz większym stopniu podejmowane automatycznie. Problem polega jednak na tym, że modele te nie zawsze uwzględniają lokalne uwarunkowania – na przykład chwilowe zachmurzenie nad konkretną instalacją, które nie występuje w szerszej skali regionu.

W efekcie według Dariusza Mańki może dochodzić do sytuacji, w której system identyfikuje „anomalię” i interpretuje ją jako potencjalną awarię, mimo że instalacja działa prawidłowo. W połączeniu z silniejszą pozycją negocjacyjną dużych podmiotów rynkowych tworzy to środowisko, w którym mali wytwórcy ponoszą nieproporcjonalnie wysokie ryzyko.

„Nie mam z czego spłacać kredytu”

Dla przedsiębiorców prowadzących niewielkie instalacje OZE skutki takich praktyk mogą być bardzo poważne. Inwestycje w fotowoltaikę są często finansowane kredytami lub pożyczkami, których spłata opiera się na przewidywalnych przychodach ze sprzedaży energii.

„Nie mam z czego płacić kolejnych rat pożyczki zaciągniętej na budowę elektrowni. Sytuacja staje się dramatyczna” – pisze czytelnik.

W jego przypadku dodatkowe obciążenia finansowe pojawiły się nagle i – jak twierdzi – bez uzasadnienia w faktycznym stanie technicznym instalacji.

Tego typu sytuacje pokazują, jak wrażliwy na zmiany warunków rozliczeń i interpretację zapisów umownych jest model biznesowy małych wytwórców.

Na co uważać w umowie?

Przedstawiciel SBFiME podkreśla, że kluczowym elementem zabezpieczenia interesów wytwórcy jest precyzyjna analiza umowy jeszcze przed jej podpisaniem. Szczególne znaczenie ma sposób zdefiniowania pojęcia awarii – powinno ono odnosić się do obiektywnie weryfikowalnych zdarzeń technicznych, a nie do samego faktu niższej produkcji. Równie istotne są zapisy dotyczące obowiązków informacyjnych oraz procedur związanych z wystawianiem not obciążeniowych.

W praktyce bezpieczne kontrakty zawierają także mechanizmy tolerancji błędu prognozy, które uwzględniają naturalną zmienność produkcji wynikającą z warunków atmosferycznych. Brak takich zapisów może prowadzić do sytuacji, w której całe ryzyko związane z niedokładnością prognoz zostaje przerzucone na wytwórcę.

Wniosek: czytaj drobny druk

Sprawa opisana przez czytelnika jest kolejnym sygnałem ostrzegawczym dla branży wytwórców energii odnawialnej. W realiach dynamicznie zmieniającego się rynku energii to nie algorytmy ani prognozy mają decydujące znaczenie, lecz konkretne postanowienia umowne.

To właśnie one określają zakres odpowiedzialności stron i przesądzają o tym, kto ponosi ryzyko biznesowe. A jak pokazuje przypadek naszego czytelnika – ich niedokładna analiza może mieć bardzo realne, finansowe konsekwencje.

Agata Świderska

agata.swiderska@gramwzielone.pl

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.

REKLAMA
Komentarze
Zamieszczając komentarz akceptujesz Regulamin oraz potwierdzasz zapoznanie się z Polityką prywatności. Administratorem danych osobowych jest E-MAGAZYNY sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul.Szturmowa 2, 02-678 Warszawa. Więcej informacji o przetwarzaniu danych osobowych oraz przysługujących Państwu prawach znajduje się w Polityce prywatności.

HaHaHa zdziwienie że OZE jest niestabilne i że „…w ostatnich latach znacząco wzrosły koszty bilansowania, czyli pokrywania różnicy między energią zakontraktowaną a rzeczywiście dostarczoną do systemu.”
Im więcej OZE tym wyższe koszty bilansowania, także rachunek nigdy nie będzie mały.

 
 
 
 
Wywiady
Patronaty medialne