REKLAMA
 
REKLAMA

Polska energetyka wiatrowa traci impet

Polska energetyka wiatrowa traci impet
Grafika: Gemini

Tempo rozwoju lądowych farm wiatrowych w Polsce spadło do najniższego poziomu od pięciu lat alarmuje Fundacja Instrat. Bez pilnych zmian w prawie i uproszczenia procedur realizacja celów Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) na 2030 rok stoi pod znakiem zapytania.

Jak wylicza w swojej analizie Fundacja Instrat, w 2025 r. przyłączono do sieci najmniej nowych mocy wiatrowych od 2020 r. — to wyraźny sygnał, że polska transformacja energetyczna traci impet. Jeszcze w latach 2022–2023 roczny przyrost mocy był blisko trzykrotnie wyższy niż obecnie. Taki trend oznacza, że Polska może nie zrealizować nawet konserwatywnych celów KPEiK (scenariusz WEM), które przez ekspertów branżowych oceniane były jako bardzo zachowawcze i hamujące rozwój energetyki wiatrowej. Aby zyskać na to szansę, tempo inwestycji musiałoby wzrosnąć ponad dwukrotnie.

Średni przyrost mocy w energetyce wiatrowej w poszczególnych miesiącach lat 2020–2025 z uwzględnieniem średniej miesięcznej dla danego roku. Źródło: Instrat
Średni przyrost mocy w energetyce wiatrowej w Polsce w poszczególnych miesiącach lat 2020–2025 z uwzględnieniem średniej miesięcznej dla danego roku. Źródło: Instrat

Bariery hamujące budowę wiatraków

Eksperci wskazują na kilka kluczowych barier, które blokują rozwój energetyki wiatrowej w Polsce. Jedną z nich są restrykcyjne przepisy odległościowe, które wciąż drastycznie ograniczają dostępność terenów pod inwestycje wiatrowe. Jak wskazuje Instrat, tzw. ustawa 10H, wprowadzona w 2016 r., na wiele lat całkowicie zahamowała rozwój farm wiatrowych, a jej liberalizacja w 2023 r., która zmniejszyła dopuszczalną odległość między turbinami a zabudowaniami mieszkalnymi do 700 m, jedynie częściowo rozwiązała problem małej dostępności terenów pod farmy wiatrowe.

REKLAMA

Innymi istotnymi problemami wskazywanymi przez Instrat są trudności z przyłączeniem farm wiatrowych do sieci elektroenergetycznych na etapie uzyskiwania warunków technicznych, przewlekłe procedury administracyjne oraz opór lokalnych społeczności, które nie chcą mieć na swoich terenach turbin wiatrowych.

Efekty tych barier są już mierzalne: spadek inwestycji przekłada się nie tylko na niższe moce przyłączone do sieci, ale też — jak wskazuje branża — na realne straty dla gospodarki i samorządów. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej szacuje, że brak nowych inwestycji w farmy wiatrowe w 2025 r. oznacza mniejsze – o około 80 mln zł – wpływy podatkowe dla gmin, a przy dłuższej stagnacji straty skumulowane mogą sięgnąć setek milionów zł rocznie.

Polityczny impas i wetowanie zmian

Nadzieję na odblokowanie potencjału wiatrowego dawała nowelizacja przepisów liberalizująca zasady lokalizacji turbin wiatrowych, w tym ponowne zmniejszenie dopuszczalnej odległości wiatraków od zabudowań mieszkalnych z 700 m do 500 m. Jednak w sierpniu 2025 r. prezydent zawetował tzw. ustawę wiatrakową, która miała to umożliwić. Jak wskazuje Instrat, brak porozumienia na polu legislacyjnym pozostaje jednym z głównych czynników hamujących przyspieszenie inwestycji.

Kolejną szansę na ułatwienie inwestycji w farmy wiatrowe, a tym samym także zwiększenie ich całkowitego wolumenu, stwarza procedowany właśnie projekt nowelizacji ustawy o OZE, który ma m.in. umożliwić objęcie inwestycji wiatrowych Zintegrowanymi Planami Inwestycyjnymi.

„Hamowanie awaryjne” zamiast gazu w podłogę

Ekspert Instratu Michał Grabka komentuje sytuację jednoznacznie:

– Dane za rok 2025 pokazują, że zamiast przyspieszenia rozwoju najtańszego źródła energii w Polsce, obserwujemy zapaść inwestycyjną — w ubiegłym roku oddano do użytku najmniej mocy wiatrowych od 2020 r. To nie jest spowolnienie, to hamowanie awaryjne w momencie, gdy powinniśmy wciskać gaz do dechy.

REKLAMA

Grabka podkreśla, że cykl inwestycyjny w energetyce wiatrowej jest długi, a obecne braki są konsekwencją decyzji podjętych w poprzednich latach. Dodaje, że kluczowe byłyby reformy zasad odległościowych i uproszczenie procedur administracyjnych.

Rząd ma narzędzia, by umożliwić przyspieszenie budowy wiatraków poprzez zmiany w zakresie procedur inwestycyjnych — potrzebne jest pilne przyjęcie zaproponowanej już nowelizacji ustawy o OZE i rozważne wytyczne środowiskowe, by nie ograniczać dalej już i tak bardzo wąskiego, dostępnego pod rozwój wiatraków obszaru – podkreśla analityk Fundacji Instrat.

Konsekwencje stagnacji

Branża i eksperci wskazują, że konsekwencje braku inwestycji wykraczają poza cele klimatyczne. Polski sektor energetyczny może stracić szansę na tańszą energię elektryczną oraz korzyści gospodarcze wynikające z rozwoju zielonych technologii. Według analiz PSEW każdy dodatkowy gigawat mocy wiatrowej w systemie obniża cenę energii o kilkanaście złotych za MWh, a stagnacja przyczynia się do wzrostu kosztów energii dla konsumentów.

W polskich warunkach klimatycznych nie będzie taniej energii bez rozwoju onshore. Nie będzie też ewidentnych korzyści dla lokalnych społeczności wynikających ze wspierania tej branży

– podkreśla Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE).

 

Agata Świderska

agata.swiderska@gramwzielone.pl

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy Gramwzielone.pl Sp. z o.o.

REKLAMA
Komentarze

Trzeba było wybrać kogoś innego w wyborach prezydenckich.

Wody Polskie wyliczyły że na istniejących spiętrzeniach maja ok 600 MW mocy, co odpowiada 3600 MW mocy w fotowoltaice i ok 1,2 GW mocy w wietrze na ladzie. Najwyższ czas zagospodarować ten potencjał stabilnej energii

Gosc – to sa brednie, bajka dla gawiedzi.

Nie tyle polska co światowa.

Do gość : Wody Polskie, tak, papier wszytko przyjmie. Może ten film rozjaśni nieco sytuację
https://www.youtube.com/watch?v=v9BtLYcaRWI