Nie ma kabiny ani kierowcy. Elektryczna ciężarówka niebawem trafi na rynek
Projekt opisywany jako Smart Trailer ma pokazać, że w transporcie ciężkim elektryfikacja nie musi polegać wyłącznie na zastąpieniu dieslowskiego ciągnika siodłowego elektrycznym odpowiednikiem. Brytyjczycy idą o krok dalej i chcą pozbyć się kabiny kierowcy.
Voltempo chce zmienić samą architekturę pojazdu ciężarowego, usuwając kabinę, wydłużając sztywną konstrukcję i wykorzystując uzyskaną przestrzeń na większą objętość ładunkową. Planowany pojazd ma mieć 15,6 m długości i przekraczać obecny brytyjski limit 12 m dla ciężarówek ze stałym podwoziem.
Według Autocar prototyp ma mieć pięć osi i dopuszczalną masę całkowitą 42 tony, podczas gdy obecne limity dla tego typu pojazdów w Wielkiej Brytanii wynoszą 12 m, 32 tony i cztery osie.
Więcej miejsca dzięki usunięciu kabiny
Kluczowym założeniem jest rezygnacja z kabiny kierowcy. W wypowiedzi dla portalu Autocar Michael Boxwell, założyciel i corporate development officer Voltempo, wskazuje, że usunięcie kabiny pozwala potraktować pojazd jak dłuższą, sztywną naczepę. Według szacunków firmy taki układ ma dawać około 15 proc. więcej przestrzeni ładunkowej względem standardowej naczepy oraz dodatkowe 5–7 ton ładowności.
Voltempo zakłada również niższą masę własną niż w przypadku klasycznego elektrycznego zestawu ciężarowego. Boxwell ocenia, że dieslowski zestaw ciągnik–naczepa waży około 15–17 ton, a „standardowy” elektryczny nawet około 19 ton. W przypadku Smart Trailer masa elektrycznego pojazdu miałaby wynosić 10–12 ton.
Według Voltempo typowa ciężarówka przewozi średnio około 16 ton ładunku, a nowa konstrukcja mogłaby zwiększyć tę wartość do 18,6 tony, przy mniejszej długości niż klasyczny zestaw przegubowy.
Prototyp w 2027 r., ale bez danych o baterii
Nadwozie prototypu buduje Berkeley Coachworks, natomiast elektryczny układ napędowy ma dostarczyć duży producent ciężarówek, którego nazwy na razie nie ujawniono. Oznacza to, że Voltempo nie podało jeszcze szczegółów dotyczących pojemności baterii, zasięgu ani mocy ładowania.
Na obecnym etapie projekt można więc traktować jako ambitną koncepcję pojazdu i architektury logistycznej, a nie gotową specyfikację produktu. Prototyp ma zostać ukończony do września 2027 r. Następnie planowane są testy na torze dla pojazdów autonomicznych w południowej Walii. Próby na drogach publicznych mogą pojawić się później.
Wielka Brytania rozwija jednocześnie ramy regulacyjne dla pojazdów autonomicznych, a od wiosny 2026 r. firmy mogą ubiegać się o pilotaże usług self-driving bez kierowcy na drogach w Anglii, Szkocji i Walii.

Tesla Semi powalczy o rynek europejski
Projekt Voltempo pojawia się w momencie, gdy rynek elektrycznych ciężarówek w Europie zaczyna wchodzić w bardziej konkretną fazę. Dobrym przykładem jest Tesla Semi, który ma wrócić we wrześniu na targi IAA Transportation w Hanowerze.
Tym razem nie chodzi jednak wyłącznie o pokazowy egzemplarz. Tesla zapowiedziała, że podczas wydarzenia przedstawi szczegóły dotyczące europejskiego wariantu i planów wprowadzenia Semi na rynek europejski.
W USA ciężarówka ma być już przygotowywana do produkcji seryjnej w zakładzie przy Gigafactory Nevada, a amerykańska specyfikacja przewiduje dwie wersje: Standard Range z zasięgiem około 523 km oraz Long Range z zasięgiem około 800 km. Według przytoczonych informacji oba warianty mają korzystać z układu napędowego z trzema silnikami elektrycznymi o mocy do 800 kW oraz baterii o pojemności 548 kWh albo 822 kWh.
Istotnym elementem ma być również ładowanie megawatowe. Tesla rozwija dla Semi rozwiązanie o mocy 1,2 MW, które ma umożliwiać szybkie uzupełnianie energii we flotach ciężarowych.
Mamy zatem do czynienia z sytuacją, w której Voltempo zdaje się iść w zupełnie inną stronę. Mianowicie nie pokazuje jeszcze parametrów baterii, zasięgu ani ładowania, ale próbuje zakwestionować samą architekturę pojazdu ciężarowego, usuwając kabinę i projektując transport pod stałe, autonomiczne trasy.
Radosław Błoński
redakcja@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.