Szukasz alternatywy dla węgla? Oto najpopularniejsze rozwiązania
Andrzej Gajewski, były już prezes Orlen Termika, powiedział, że w przypadku mroźnej zimy może zabraknąć węgla. Jak przygotować się na ten scenariusz i uniezależnić się od ciepła systemowego?
Nadchodzi zima, czy Polska jest na to przygotowana? Jak powiedział Andrzej Gajewski, ówczesny prezes Orlen Termika, jeśli zima będzie mroźna, węgla może zabraknąć.
– Będziemy wszyscy szorować po dnie. Uważam, że to największe ryzyko, które nas dzisiaj czeka – dodał podczas Forum Ciepłowników Polskich w Międzyzdrojach.
Nie minął nawet tydzień, a Orlen poinformował, że Gajewski przestał pełnić funkcję prezesa Termiki. Gajewski zapewnił, że jego słowa nie były niczym złym i że powiedział samą prawdę. W rozmowie z RMF FM wyjaśnił, że Termika przygotowywała się na ten scenariusz, zwożąc węgiel.
– To nie jest przekaz negatywny, tylko pozytywny, wiemy o sytuacji i się do niej przygotowujemy – powiedział były prezes w rozmowie z radiem.
Ze słów byłego prezesa Termiki przebija się zagrożenie w postaci niedoborów węgla, należy jednak zwrócić uwagę, że dotyczy to tylko scenariusza mroźnej zimy. Dodatkowo zapewnił, że spółka, wiedząc o tej sytuacji, próbuje jej zapobiec, zwiększając zapasy.
Nie ma powodu do paniki, ale to dobry moment, by rozważyć uniezależnienie się (chociaż częściowe) od ciepła systemowego. Redakcja Gramwzielone.pl przygotowała listę rozwiązań, od takich, które mogą zagwarantować niezależność energetyczną, po takie, które zadziałają tylko na czas awarii.
Co istotne, ekologiczny aspekt niektórych urządzeń zależy od czynników zewnętrznych. Przykładowo grzejnik elektryczny lub olejowy może być zasilany energią wytworzoną w źródłach emisyjnych. Równie dobrze może korzystać z energii wytworzonej z przydomowej fotowoltaiki, zwiększając autokonsumpcję prosumenta.
Postaw na pompę ciepła
Zyskującym na popularności rozwiązaniem jest pompa ciepła. Jej działanie opiera się na pobieraniu darmowej energii z otoczenia, np. z powietrza, gruntu lub wody, i przekształcaniu jej w ciepło. W uproszczeniu pobiera ciepło z zewnątrz i oddaje je do budynku, chociaż niektóre modele działają również w odwrotnym trybie, chłodząc mieszkanie.
Dużym minusem tego rozwiązania jest uzależnienie od energii elektrycznej. Pompa ciepła nie potrzebuje dużo energii, ale zasila ją prąd. Jeśli więc kryzys ograniczający dostawy węgla odbije się także na produkcji energii elektrycznej (np. z elektrowni węglowych), przerwa w zasilaniu zatrzyma również pompę ciepła. Problem ten można rozwiązać, instalując np. panele fotowoltaiczne lub magazyn energii, a najlepiej oba rozwiązania naraz. W ten sposób powstaje system, w którym fotowoltaika zasila pompę ciepła energią wytworzoną na miejscu, a magazyn energii gromadzi nadwyżki oraz korzystając z taryfy dynamicznej, może być doładowywany energią z sieci, gdy jest najtańsza. Następnie zasila urządzenia, w tym pompę ciepła, wtedy, gdy fotowoltaika nie produkuje energii, a jej ceny w sieci są wysokie.
Analogicznie może działać klimatyzacja, jeżeli zdecydujemy się na model z funkcją ogrzewania. Tu również można zmniejszyć koszt działania instalacji oraz zwiększyć bezpieczeństwo, korzystając z fotowoltaiki i magazynu energii. Istotna jest jednak różnica: klimatyzacja została stworzona przede wszystkim do chłodzenia pomieszczeń. Nawet gdy ma funkcję ogrzewania, nie jest tak efektywna jak pompa ciepła i lepiej nadaje się do wsparcia w chłodniejszych miesiącach jesieni i zimy.
Kotły na biomasę. Czym się różnią?
Alternatywą dla ciepła systemowego lub pompy ciepła jest kocioł zasilany biomasą (np. pelletem lub drewnem). W przypadku awarii prądu może działać jeszcze przez pewien czas bez dostaw energii, o ile posiada system podtrzymania zasilania pompy obiegowej, np. z UPS.
Kocioł na pellet wykorzystuje granulat drewna i działa w sposób zautomatyzowany. Podajnik śrubowy dostarcza paliwo z zasobnika do komory spalania, a elektronika reguluje moc i ilość podawanego paliwa. Trzeba tylko pamiętać o uzupełnianiu zasobnika. Z jednej strony to duża wygoda, z drugiej, trzeba zapewnić stałe zasilanie elektroniki, np. przez UPS lub kombinację fotowoltaiki i magazynu energii.
Alternatywą jest kocioł zgazowujący drewno. Jest podzielony na dwie komory: w pierwszej drewno jest podgrzewane bez dopływu powietrza, co nazywa się zgazowaniem, a wytworzony w ten sposób gaz drzewny spala się w drugiej komorze przy wysokiej temperaturze. Od kotła na pellet różni się tym, że trzeba go ładować ręcznie, jeden załadunek wystarcza na kilka do kilkunastu godzin, w zależności od rodzaju urządzenia i intensywności grzania. Wymaga też zbiornika buforowego z wodą, w którym magazynowany jest nadmiar ciepła powstający przy pracy z pełną mocą. Jego przewagą jest mniejsza zależność od prądu niż w przypadku kotłów pelletowych, wciąż trzeba pamiętać o zasilaniu, ale tylko na potrzeby pompy obiegowej i dmuchawy nawiewowej, bez całej elektroniki podajnika. Dzięki temu podobny UPS zasili go dłużej niż kocioł na pellet.
Pellet i drewno spalane w kotle zgazowującym to dwa najpopularniejsze rodzaje kotłów na biomasę, jednak na rynku dostępne są również urządzenia spalające zrębki drzewne, słomę, pestki, łuski czy brykiet. Przykładowo w większych gospodarstwach domowych popularne są kotły na zrębki, które potrzebują większego podajnika (a więc i więcej miejsca), ale są tańsze od pelletu w przeliczeniu na jednostkę ciepła.
A jak dogrzać się w bloku?
Co jednak, gdy chcemy dogrzać miejsce zamieszkania, a nie mamy możliwości instalacji pompy ciepła lub kotła na biomasę? Sytuacje mogą być różne: brak funduszy na duże inwestycje czy najzwyczajniej w świecie mieszkanie w bloku. Zawsze można jednak zaopatrzyć się w mobilne rozwiązania.
Dobrym ogólnym wyborem jest grzejnik olejowy. Nie oznacza to, że jest napędzany olejem, wewnątrz metalowych żeberek znajduje się olej mineralny, podgrzewany grzałką elektryczną. W uproszczeniu można go porównać do kaloryfera, w którym krąży podgrzana woda. Grzejnik olejowy oddaje ciepło przez duże powierzchnie żeberek na dwa sposoby: konwekcję (ogrzane powietrze) i promieniowanie (ciepło od gorącej powierzchni). Jest cichy i nagrzewa się w ciągu 15–30 minut, a ciepło oddaje jeszcze długo po wyłączeniu. Nie ma otwartego elementu grzewczego, ale jego powierzchnia jest gorąca, dlatego ważne jest pilnowanie, by dzieci i zwierzęta nie dotykały nagrzanej obudowy. To skuteczne rozwiązanie do stałego dogrzewania konkretnego pomieszczenia.
Alternatywą są grzejniki ceramiczne, nazywane też konwektorami. Powietrze przepływa przez element grzewczy, płytkę ceramiczną i unosi się konwekcyjnie. Takie urządzenie zaczyna nagrzewać pomieszczenie już po kilku minutach, ale wychładza się szybciej niż grzejnik olejowy, więc nie można go wyłączyć i długo cieszyć się ciepłem.
Do tej grupy urządzeń grzewczych zalicza się też popularne farelki, choć w praktyce warto je odróżnić od klasycznych konwektorów ceramicznych. Farelka to termowentylator z odkrytym elementem grzewczym, zwykle spiralą oporową z drutu, która rozgrzewa się do czerwoności, a wentylator wymusza przepływ powietrza przez rozgrzany element. Dzięki temu ciepłe powietrze poczuć można już po kilku, kilkunastu sekundach, to najszybszy efekt spośród opisywanych tu rozwiązań. Ma to jednak swoją cenę: odkryta, rozgrzana spirala to wyższe ryzyko poparzenia oraz zapłonu pyłu, włókien czy tkanin, które się do niej przybliżą, dlatego farelki nigdy nie powinny działać bez nadzoru, np. w nocy lub podczas nieobecności w domu. Konwektor ceramiczny, o którym pisaliśmy wyżej, działa na podobnej zasadzie, ale jego element grzewczy jest osłonięty, co czyni go bezpieczniejszym i trwalszym niż odkryta spirala farelki. Różnica przekłada się też na cenę: farelki są zwykle tańsze, ale krócej działają i wymagają większej uwagi podczas użytkowania. Oba typy urządzeń dobrze sprawdzają się, gdy chcemy szybko i na krótko ogrzać konkretne pomieszczenie, np. z rana łazienkę.
Trzecią opcją są tzw. panele grzewcze na promienniki. Nie ogrzewają powietrza, a korzystają z promieniowania podczerwonego, podobnie jak słońce ogrzewa skórę. Promieniowanie jest skierowane w konkretnym kierunku i na tej linii nagrzewa osoby i przedmioty. Efekt jest odczuwalny praktycznie od razu po włączeniu urządzenia, ale ciepło nie rozprowadza się po całym pomieszczeniu. To dobre rozwiązanie np. do ogrzania fotela, w którym się relaksujemy, ale nie całej łazienki przed kąpielą czy sypialni przed snem.
Najlepsze ogrzewanie
Najlepszy sposób ogrzewania to ten, za który się nie płaci. Oczywiście samymi takimi rozwiązaniami nie ogrzeje się domu w mroźną zimę, ale można wspomóc działające ogrzewanie.
Podstawą jest dobra termoizolacja. Jeśli ciepło nie „ucieka” na zewnątrz, zmniejsza się potrzeba dogrzewania pomieszczenia. Nie powinno się oszczędzać ani na materiałach, ani na jakości wykonania, mostki termiczne powstałe przez źle ułożoną wełnę mogą generować koszty i dyskomfort przez lata.
Osobną kwestią są dobre nawyki. Warto uszczelnić okna i drzwi, koszt taśm, uszczelek czy nawet silikonu jest dużo niższy od strat ciepła, które generują nieszczelności. Okna warto przestawić na tryb „zimowy”, co zmniejsza przepływ powietrza między pomieszczeniem a zewnętrzem. Kolejnym słabym punktem bywają drzwi wejściowe, jeśli są źle dopasowane, mogą sprawić, że to właśnie tędy ucieka ciepło. Bardzo prostym nawykiem jest też zamykanie drzwi do nieużywanych pomieszczeń. Ogranicza to przepływ ciepła i skupia je w pomieszczeniach, w których spędzamy najwięcej czasu.
Co ważne, nie powinno się stawiać na improwizowane rozwiązania, to stwarza zagrożenie dla życia mieszkańców. Kuchenki turystyczne czy grille węglowe użyte do ogrzewania mogą stanowić śmiertelne zagrożenie: ryzyko zatrucia czadem (tlenkiem węgla) lub pożaru. Również nasza stacjonarna kuchnia, mimo że wytwarza ciepło, nie powstała jako alternatywa dla kominka.
Dobrym rozwiązaniem, wymagającym nakładu finansowego, ale nie tak dużego jak kotły czy pompa ciepła, są rolety zewnętrzne. Oprócz zaciemnienia i zwiększenia bezpieczeństwa pomagają latem nie wpuszczać ciepła do wnętrza, a zimą zatrzymać je w budynku. W przypadku modeli aluminiowych wypełnionych pianką można ograniczyć utratę ciepła nawet o 40 proc. Przy zakupie warto sprawdzić współczynnik przenikania ciepła (oznaczony jako U), istotny jest także kolor, jasny nie będzie tak przyciągał promieni słonecznych. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule: Działa lepiej niż klimatyzator i nie pożera prądu.
Szykując się na ogrzewanie gospodarstwa domowego, trzeba pamiętać, że słowa byłego prezesa Termiki nie oznaczają, że węgla zabraknie, a my zamarzniemy w domach. Taki scenariusz jest możliwy tylko przy wystąpieniu określonych warunków, a spółki wiedzą o tym i starają się do niego nie dopuścić. Nie powinno się poddawać strachowi, jednak, jeżeli jest taka możliwość, warto poczynić przygotowania na miarę własnych możliwości – w myśl zasady: lepiej mieć i nie potrzebować, niż potrzebować i nie mieć.
Marcin Karwowski
marcin.karwowski@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.