Litwa wymaga od właścicieli instalacji OZE deklaracji cyberbezpieczeństwa

Litwa wymaga od właścicieli instalacji OZE deklaracji cyberbezpieczeństwa
Farma PV, fot. Shutterstock

Na Litwie właściciele elektrowni słonecznych, wiatrowych oraz magazynów energii o mocy powyżej 100 kW muszą składać u operatora sieci dystrybucyjnej ESO formalne deklaracje potwierdzające, że systemy zarządzania ich instalacjami spełniają wymogi cyberbezpieczeństwa. 

Wymóg wynika z nowelizacji litewskiej ustawy o energetyce elektrycznej (art. 73³), obowiązującej od 1 maja 2025 r. Zgodnie z przepisami, systemy zarządzania elektrowniami i magazynami energii o mocy zainstalowanej przekraczającej 100 kW muszą być odporne na zagrożenia cybernetyczne i nie mogą być podatne na zdalne przejęcie kontroli przez podmioty z krajów uznanych w litewskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego za stanowiące zagrożenie.

Audyt, deklaracja i wdrożenie zabezpieczeń

Obowiązek dotyczy zarówno instalacji fotowoltaicznych, jak i wiatrowych, hybrydowych oraz samodzielnych magazynów energii powyżej progu 100 kW – niezależnie od tego, czy są już podłączone do sieci, czy dopiero powstają. Właściciel musi zlecić audyt cyberbezpieczeństwa certyfikowanemu specjaliście, wypełnić deklarację zgodności, wdrożyć wymagane środki ochrony, a następnie przekazać ESO zarówno wynik audytu, jak i samą deklarację. Jak zaznaczała spółka w komunikacie, wymóg dotyczy w praktyce głównie klientów biznesowych – instalacje prywatnych prosumentów zwykle nie osiągają progu mocy objętego przepisem.

REKLAMA
REKLAMA

– Systemy zarządzania elektrowniami i magazynami energii dużej mocy muszą być bezpieczne i odporne na zagrożenia cybernetyczne, aby nie stanowić ryzyka dla całego systemu elektroenergetycznego i nie stać się przyczyną zakłóceń dostaw prądu na skalę krytyczną – tłumaczy Rasa Juodkienė, rzeczniczka ESO.

Termin złożenia deklaracji dla już działających instalacji minął 31 maja 2026 r.

Konsekwencje braku deklaracji

Niedopełnienie obowiązku ma realne skutki administracyjne. Zgodnie z zasadami operatora, brak deklaracji skutkuje zgłoszeniem sprawy do Państwowej Rady Regulacji Energetyki (VERT), która może zawiesić działanie instalacji, a w przypadku obiektów jeszcze niepodłączonych – wstrzymać sam proces przyłączenia do sieci. Według danych ESO z 27 maja, tuż przed upływem terminu, deklaracje złożyło niespełna 400 obiektów – spółka nie podała jednak, jaki odsetek wszystkich instalacji objętych obowiązkiem stanowi ta liczba.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Skąd ten przepis? Kontekst bezpieczeństwa regionu

ESO wskazuje, że regulacja ma chronić infrastrukturę energetyczną przed ryzykiem zdalnego przejęcia kontroli nad urządzeniami OZE przez podmioty z krajów uznawanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Litwa, ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo z Rosją i Białorusią oraz doświadczenia związane z bezpieczeństwem infrastruktury krytycznej, jako jeden z pierwszych krajów Unii Europejskiej sformalizowała ten problem w postaci twardego obowiązku prawnego – z realnymi sankcjami administracyjnymi – a nie tylko rekomendacji branżowych.

Ciekawostka dla polskiego rynku

Dla polskiego rynku OZE litewski przepis jest wart odnotowania, bo Polska nie ma obecnie odpowiednika tego rodzaju obowiązku wobec właścicieli instalacji fotowoltaicznych, wiatrowych czy magazynów energii. W miarę jak rośnie liczba instalacji zarządzanych zdalnie – falowników, sterowników baterii, systemów monitoringu podłączonych do internetu – rozszerza się też teoretyczny zakres ataku na system elektroenergetyczny, złożony z tysięcy rozproszonych, cyfrowo sterowanych urządzeń.

Litwa pokazuje, że temat ten może w kolejnych latach przestać być wyłącznie kwestią dobrych praktyk producentów sprzętu, a stać się przedmiotem twardej regulacji krajowej, zwłaszcza w państwach graniczących z Rosją lub Białorusią, gdzie kwestie bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej mają dodatkowy, geopolityczny wymiar. Warto obserwować, czy podobne rozwiązania zaczną się pojawiać w unijnych dyskusjach o odporności sieci energetycznych – tym bardziej że rosnąca skala energetyki rozproszonej sprawia, iż pytanie o to, kto i jak nadzoruje bezpieczeństwo cyfrowe pojedynczej instalacji OZE, przestaje być teoretyczne.

Patrycja Rapacka

patrycja.rapacka@gramwzielone.pl

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.