Brandenburgia chce stref cenowych energii. Partnerem może być Polska
Niemcy toczą spór o to, czy ta sama stawka cen prądu dla całego kraju jeszcze ma sens. Premier Brandenburgii Dietmar Woidke chce regionalnych stref cenowych energii – i widzi w tym rolę dla Polski, która mogłaby odbierać tanią energię z niemieckich nadwyżek OZE. Pomysł budzi jednak opór na południu Niemiec i pytania o to, czy taki model rzeczywiście się opłaca.
Według ustaleń niemieckiego dziennika Tagesschau, premier Brandenburgii Dietmar Woidke (SPD) postuluje wprowadzenie w Niemczech regionalnych stref cenowych energii elektrycznej. W jego ocenie Polska jest tu naturalnym partnerem, który odbierałby tanią energię produkowaną z OZE. Energia może być też przesyłana do okolicznych landów. Propozycja wzbudziła sprzeciw południowych landów oraz mieszane reakcje przedsiębiorców po niemieckiej stronie granicy – wynika z materiału Tagesschau. Jako przykład podaje się Skandynawię. Norwegia funkcjonuje w pięciu strefach cenowych, Szwecja w czterech, a doświadczenia obu krajów oceniane są jako pozytywne.
Jak przyznał Woidke po spotkaniu z marszałkiem województwa dolnośląskiego Pawłem Gancarzem, cytowany z kolei przez dziennikarzy nadawcy publicznego Rundfunk Berlin-Brandenburg (RBB), Brandenburgia analizuje możliwość utworzenia takiej strefy z sąsiednimi regionami po polskiej stronie granicy, choć projekt znajduje się na bardzo wczesnym etapie. Premier landu liczy, że rozwiązanie to pozwoliłoby obniżyć ceny energii elektrycznej w Brandenburgii. Punktem odniesienia dla tej koncepcji jest propozycja Izby Przemysłowo-Handlowej Szlezwiku-Holsztynu, która zaproponowała analogiczną wspólną strefę cenową dla tego landu i sąsiedniej Danii, argumentując, że taki model – oparty na regionalnym bilansowaniu energii – umożliwiłby jej efektywniejsze wykorzystanie i niższe ceny.
Jednolita cena jest problemem dla landów
Obecnie problemem dla landów – w ocenie Woidke – jest jednolita cena energii obowiązująca w całych Niemczech. Brandenburgia generuje duże nadwyżki taniej energii z OZE, ale ze względu na ograniczenia systemów przesyłowych nie może jej efektywnie eksportować do innych regionów kraju ani za granicę, a krajowa cena pozostaje taka sama dla wszystkich regionów. Energia mogłaby być sprzedawana za 5–7 centów za kilowatogodzinę, wobec obecnych około 25 centów (odpowiednio ok. 0,22–0,30 zł oraz ok. 1,08 zł za kWh, przy kursie ok. 4,3 zł za euro). Jak przekonuje polityk, byłoby to możliwe bez dodatkowych subsydiów, a Polska – obok landów, z którymi Brandenburgia już współpracuje (Saksonia, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Saksonia-Anhalt, Berlin) – mogłaby stać się odbiorcą nadwyżek bezemisyjnej energii.
Według wyliczeń Felixa Müsgena, profesora ekonomii energetycznej na Brandenburskim Uniwersytecie Technicznym w Cottbus-Senftenbergu (BTU), na które powołuje się Tagesschau, ograniczanie produkcji bezemisyjnej energii kosztuje Niemcy około 3 mld euro rocznie (ok. 12,9 mld zł). Strefy cenowe mogłyby dać regionom niższe ceny energii dla gospodarstw domowych i przemysłu.
Sprzeciwiają się Bawaria i Badenia-Wirtembergia. Problemem jest też umowa koalicyjna
Nie wszystkie landy popierają pomysł. Przedstawiciele Bawarii i Badenii-Wirtembergii obawiają się ucieczki przemysłu i przedsiębiorców do landów z tańszą energią, czyli na północ i wschód kraju. Ponadto, na szczeblu federalnym CDU/CSU i SPD zapisały w umowie koalicyjnej utrzymanie jednolitej strefy cenowej z Luksemburgiem, co dodatkowo blokuje zmianę.
Sceptycznie do wspólnej strefy z Polską podchodzi też André Fritsche, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej w Cottbus. Jego zdaniem taka strefa mogłaby początkowo podnieść ceny prądu, m.in. ze względu na konieczność rozbudowy sieci przesyłowych – informuje Tagesschau.
ENTSO-E analizuje konfiguracje stref cenowych
W ubiegłym roku Europejska Sieć Operatorów Systemów Przesyłowych Energii Elektrycznej (ENTSO-E) opublikowała przegląd stref cenowych (Bidding Zone Review), przygotowany na zlecenie Agencji ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER) dla roku docelowego 2025. W ramach badania operatorzy ocenili 14 alternatywnych konfiguracji stref względem 22 kryteriów pogrupowanych w cztery kategorie – bezpieczeństwo sieci, efektywność rynkową, stabilność stref oraz transformację energetyczną. Następnie uszeregowali je według kryterium efektywności ekonomicznej. Wyniki pokazują, że wszystkie warianty podziału Niemiec i Luksemburga (mają wspólną strefę cenową) na osobne strefy przynoszą wyższą efektywność ekonomiczną niż obecny układ – od 251 do 339 mln euro (ok. 1,08–1,46 mld zł) dla 2025 r., przy czym najlepiej wypada wariant podziału na pięć stref.
Pozytywny, choć znacznie mniejszy efekt (9 mln euro, ok. 39 mln zł) dałby też podział Holandii, podczas gdy alternatywne konfiguracje dla Francji i Włoch wypadają w symulacjach negatywnie.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w regionie nordyckim – żadna z analizowanych tam alternatywnych konfiguracji nie poprawia efektywności ekonomicznej względem stanu obecnego, a straty w zależności od wariantu sięgają od 2 do 35 mln euro (ok. 8,6–150 mln zł), co skłoniło tamtejszych operatorów do zaproponowania utrzymania obecnego podziału na strefy w regionie nordyckim. Operatorzy z Europy Środkowej zastrzegają jednocześnie, że wynik wskazujący na korzyści z podziału Niemiec i Luksemburga w ramach stref cenowych wynika wyłącznie z metodologii ACER i nie uwzględnia szeregu istotnych czynników, w związku z czym nie powinien być traktowany jako samodzielna podstawa decyzji, lecz rozpatrywany łącznie z dodatkowymi analizami przed ewentualną decyzją zainteresowanych państw członkowskich.
Niemcy postawili na jednolitą strefę, pomimo zaleceń ENTSO-E
Francuski think tank Ifri w opublikowanej w kwietniu 2026 r. analizie autorstwa Françoisa Nuca, ocenia decyzję Niemiec o utrzymaniu jednolitej strefy cenowej energii elektrycznej. Berlin potwierdził ją 15 grudnia 2025 r. w dokumencie Aktionsplan Gebotszone 2025, odrzucając tym samym rekomendacje wynikające z unijnego przeglądu stref ofertowych, które wskazywały na korzyści ekonomiczne z podziału Niemiec na kilka stref – w wariancie pięciu stref sięgające 251–339 mln euro (ok. 1,08–1,46 mld zł) rocznie. Jak wskazuje autor, decyzja ta chroni jedność federalną oraz przemysł południowych landów (Bawaria, Badenia-Wirtembergia), który obawiał się wzrostu cen energii nawet o 8 euro/MWh, ale nie rozwiązuje strukturalnej nierównowagi między eksportującą tanią zieloną energię Północą a importującym, uzależnionym od dostaw energii Południem.
Zamiast segmentacji rynku Niemcy stawiają na inwestycje sieciowe korytarze HVDC SüdLink, SüdOstLink i A-Nord, których koszty sięgają już dziesiątek miliardów euro. Sam projekt SüdLink podrożał z ok. 10 do blisko 20 mld euro, czyli ok. 86 mld zł. Rząd stawia też na wsparcie finansowe przemysłu energochłonnego – dopłatę w wysokości 5 eurocentów/kWh do 2028 r., wartą łącznie ok. 6,5 mld euro (ok. 28 mld zł). Rolę kluczowego inwestora w infrastrukturę przesyłową (szacowaną przez KfW na 325 mld euro, czyli ok. 1,4 bln zł do 2050 r.) przejmuje częściowo państwowy bank KfW, obejmując m.in. 25,1 proc. udziałów w TenneT Germany i utrzymując 20 proc. w 50Hertz.
Autor podkreśla, że utrzymanie jednej strefy cenowej w Niemczech nie eliminuje przeciążeń sieci i tzw. przepływów kołowych (loop flows), lecz przenosi ich koszty na kraje sąsiednie – Polskę, Czechy, Austrię, Szwajcarię, Holandię i Belgię – zmuszone inwestować we własne sieci, by absorbować niekontrolowane przepływy energii z Niemiec, często bez bezpośredniej korzyści ekonomicznej. Polska i Czechy zareagowały na to już wcześniej, instalując transformatory z przesunięciem fazowym (PST) ograniczające te przepływy – odpowiednio w Mikułowej (4 PST 400 kV od 2016 r.) i Hradcu (2 PST 400 kV od 2017 r.), którym po stronie niemieckiej odpowiadają urządzenia w Vierraden i Röhrsdorf.
Raport zwraca też uwagę na asymetrię finansową w Europie Środkowej. Niemcy odpowiadają za około połowę wszystkich zatwierdzonych przez Komisję Europejską pomocy publicznych od początku kryzysu energetycznego, podczas gdy państwa takie jak Polska czy Czechy – pełniące, jak ujmuje to autor, rolę „zaplecza podwykonawczego” niemieckiego przemysłu – nie są w stanie subsydiować energii na porównywalną skalę bez pogłębiania własnego deficytu budżetowego, co w praktyce przenosi wartość dodaną w łańcuchach dostaw w kierunku Niemiec.
Współpraca Dolnego Śląska i Brandenburgii
Współpraca Brandenburgii z polskimi regionami ma już ugruntowane podstawy instytucjonalne. Województwo Dolnośląskie i Kraj Związkowy Brandenburgia prowadzą ją na bazie wspólnego oświadczenia o współpracy podpisanego 24 października 2016 r. we Wrocławiu. Z okazji przypadającego w tym roku jubileuszu dziesięciolecia partnerstwa, 3 lipca 2026 r., podczas pierwszej oficjalnej wizyty marszałka województwa dolnośląskiego Pawła Gancarza w Poczdamie, strony zawarły porozumienie o przedłużeniu współpracy, potwierdzające, że dokument z 2016 r. pozostaje jej podstawą, oraz zapowiadający kolejne wspólne projekty na najbliższe lata.
W rozmowach dominowały tematy infrastrukturalne i gospodarcze, czyli nowoczesna infrastruktura, lepsze połączenia transgraniczne, w tym rozwój połączeń kolejowych i budowa nowych mostów granicznych, mające ułatwić mieszkańcom przemieszczanie się oraz zwiększyć wymianę handlową między regionami. Rozmawiano też o wzmacnianiu potencjału gospodarczego obu stron poprzez wspólne inwestycje, a także – szerzej – o bezpieczeństwie i przyszłości Europy, w tym o wsparciu dla Ukrainy i możliwościach współpracy w obszarze przemysłu obronnego. Podkreślono przy tym znaczenie partnerskich relacji z ukraińskimi regionami, w tym obwodem dniepropetrowskim.
Nowe inicjatywy mają objąć również branżę medialną i filmową, kontakty między regionalnymi związkami sportowymi oraz podmioty z sektora gospodarki żywnościowej. Oba regiony angażują się też we wspólne struktury: Polsko-Niemiecką Komisję Międzyrządową ds. Współpracy Regionalnej i Przygranicznej oraz inicjatywę Partnerstwa Odry.
Patrycja Rapacka
patrycja.rapacka@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.