SMR pod ostrzałem. Aktywiści kwestionują opłacalność, OSGE odpowiada
Czy w polskiej energetyce jest miejsce na SMR? Aktywiści twierdzą, że to droga i niesprawdzona technologia. Spółka OSGE zaś broni rentowności swojego projektu, dodając, że zwiększy on bezpieczeństwo energetyczne Polski. Skąd te odmienne wnioski?
Grupa 18 organizacji i ekspertów wystosowała list otwarty do premiera Donalda Tuska w sprawie małych reaktorów modułowych (SMR). Jego treść została opublikowana 16 września, zaś dzień później spotkała się z odpowiedzią Orlen Synthos Green Energy (OSGE), inwestora w SMR (w amerykańsko-japońskiej technologii BWRX-300 firmy GE Hitachi). Aktywiści zarzucają, że projekt będzie nie tylko niekorzystny dla przyrody, ale również nierentowny. Inwestor broni rentowności projektu i podkreśla jego pozytywny wpływ na bezpieczeństwo.
Ile zapłacimy za energię z małego atomu?
Sygnatariusze listu obawiają się, że istnieje ryzyko przerzucenia kosztów i odpowiedzialności z inwestora na państwo. Jako koronny argument wskazujący na nieopłacalność projektu podają cenę energii wyprodukowanej przez BWRX-300, która szacowana jest na 495–580 zł/MWh, podczas gdy polski przemysł oczekuje ceny poniżej 300 zł/MWh.
OSGE w odpowiedzi podkreśliło komercyjny charakter projektów, wyszczególniając, że koszty rozwoju projektu, przygotowania lokalizacji, dokumentacji technicznej i środowiskowej, licencjonowania, prac inżynieryjnych, przygotowania łańcucha dostaw i pozyskania finansowania ponosi inwestor. Spółka uważa, że porównanie ceny postulowanej przez przemysł (300 zł/MWh) z tą, którą zapewnią SMR (495–580 zł/MWh), jest „niepełne i metodologicznie mylące”.
Inwestor odnosi się do kontraktów różnicowych (CfD), które państwo zastosowało dla morskiej energetyki wiatrowej, gdzie cena jest zbliżona do 500 zł/MWh.
– Nie zastosowano wobec offshore kryterium, że jeżeli przemysł oczekuje 300 zł/MWh, to każda wyższa cena kontraktowa jest z definicji nieakceptowalna – zauważa OSGE.
Inwestor nie chce również stawiać znaku równości między kosztem wytworzenia jednej MWh w elektrowni jądrowej a kosztem jednej MWh ze źródła pogodozależnego. W przypadku źródeł zależnych od pogody państwo musi utrzymać rezerwy mocy, źródła elastyczne, usługi bilansujące czy magazyny energii, aby zapewnić energię, gdy generacja z wiatru i słońca spada. W przypadku elektrowni jądrowej mowa o źródle dostępnym niemalże ciągle.
Zdaniem OSGE porównanie ekonomiczne powinno obejmować całkowity koszt systemu, a nie wyłącznie koszt produkcji w pojedynczym źródle.
Nawet 580 zł za megawatogodzinę energii, 300 hektarów lasu zagrożonych wycinką pod jedną z inwestycji i technologia, która nie została jeszcze sprawdzona komercyjnie na skalę przemysłową. 18 organizacji i ekspertów apeluje do premiera Donalda Tuska i ministra finansów i… pic.twitter.com/BEwFwnNk6T
— EKO-UNIA (@EkoUnia) September 16, 2026
Czym jest kontrakt różnicowy?
OSGE poświęciło dużo miejsca kwestii kontraktu różnicowego, podkreślając, by nie mylić go z pomocą państwową. Nie służy on do prac przygotowawczych ani budowy, a do stabilizacji ceny energii po rozpoczęciu działalności operacyjnej. Mechanizm działa w ten sposób, że jeżeli cena rynkowa spada poniżej ustalonej ceny referencyjnej, różnicę dopłaca państwo. Jeżeli przekracza cenę referencyjną, to nadwyżka trafia do państwa. Mechanizm służy ograniczeniu ryzyka długoterminowych wahań cen energii.
Spółka kładzie też nacisk na informację, że nie jest to szczególne wsparcie dla energetyki jądrowej, gdyż korzysta z niego również energetyka odnawialna.
Przytaczana cena 495–580 zł/MWh powstała na podstawie obliczeń własnych autorów listu otwartego do premiera, stworzonych na bazie artykułu portalu WNP. Redakcja Gramwzielone.pl pisała w lutym o szacowanej cenie, przytaczając słowa prezesa OSGE. Rafał Kasprów podczas jednej z sejmowych komisji ocenił, że cena wyniesie 125–145 euro/MWh (czyli według ówczesnego kursu 530–615 zł/MWh). Następnie spółka skorygowała tę cenę do 115–135 euro/MWh.
Po podaniu tej informacji redakcja Gramwzielone.pl poprosiła OSGE o doprecyzowanie, dla jakiej długości kontraktu różnicowego został przyjęty podany zakres cenowy i czy jest to wartość na 2025 r. czy na rok planowanego uruchomienia reaktorów. Redakcja dotychczas nie otrzymała odpowiedzi na te pytania.
SMR-y są zbędne? Wystarczy OZE i gaz?
Aktywiści jasno wyrażają swoje stanowisko: „negujemy potrzebę małych reaktorów jądrowych w procesie transformacji energetycznej”. Przytaczają zdanie ekspertów, według których OZE (farmy wiatrowe lądowe i morskie, PV, magazyny energii i biogazownie) oraz czasowo szczytowe elektrownie gazowe są w stanie pokryć zapotrzebowanie Polski na energię elektryczną. Sygnatariusze listu podkreślają, że SMR są technologią niesprawdzoną.
OSGE i tu jest odmiennego zdania. Spółka podkreśla, że przy porównaniu energetyki jądrowej z gazem i paliwami ciekłymi należy uwzględnić koszty uprawnień do emisji CO₂. SMR jako „czysta” technologia nie powoduje tego wydatku. Według wyliczeń inwestora reaktor BWRX-300 może rocznie zapewnić oszczędność na pozwoleniach na emisje w wysokości około 336 mln zł w porównaniu do gazu i 654 mln zł w porównaniu do elektrowni zasilanych produktami ropopochodnymi.
W związku z wczorajszym stanowiskiem aktywistów opublikowanym w formie listu otwartego zamieszczamy odpowiedź OSGE na zawarte w liście informacje.
SMR i publiczne pieniądze – fakty zamiast uproszczeń
Odpowiedź na list otwarty dotyczący rozwoju małych reaktorów modułowych w… pic.twitter.com/bb6aFbi5xI— ORLEN Synthos Green Energy (@ORLEN_Synthos) September 17, 2026
Kolejnym argumentem, który podnosi OSGE, jest uzależnienie od paliw kopalnych. Mały atom może zmniejszyć rolę jednostek gazowych. Mimo że Polska posiada swoje wydobycie i produkcję gazu ziemnego, w znacznej mierze polega na imporcie. Odrzucenie SMR na rzecz OZE i gazu może utrwalić rolę błękitnego paliwa w polskim miksie energetycznym.
– Ma to także wymiar geopolityczny. Europa przez dziesięciolecia była silnie uzależniona od importu rosyjskiego gazu, a jednym z podstawowych celów polityki energetycznej po 2022 r. jest ograniczenie tej zależności. Każda strategia, która zwiększa strukturalne zapotrzebowanie Europy Środkowej na gaz, jest więc obiektywnie korzystna dla interesów eksporterów gazu, w tym Rosji, niezależnie od intencji jej autorów – zauważa spółka.
Należy jednak doprecyzować, że Polska nie sprowadza gazu z Rosji. Obecnie gaz trafia do Polski głównie z Norwegii (gazociąg Baltic Pipe) oraz ze Stanów Zjednoczonych i Kataru (przez terminal LNG). Trwają prace nad terminalami FSRU, które zwiększą przepustowość. Docelowo może to uczynić z Polski hub gazowy dla Europy Środkowo-Wschodniej. Tym samym większa rola gazu nie oznacza automatycznie powrotu do rosyjskiego gazu.
OSGE w odpowiedzi na list otwarty przestrzega również przed ujmowaniem tego tematu w kategoriach „OZE albo SMR”. Ich rola w systemie elektroenergetycznym jest różna. Źródła pogodozależne mogą dostarczyć duże ilości zielonej energii przy odpowiednich warunkach. Elektrownie jądrowe zaś dostarczają stabilnej energii niezależnie od pogody, stabilizując system. Jak zaznaczają przedstawiciele spółki, nie powinno padać pytanie „OZE czy SMR?”, a jaka kombinacja różnych źródeł jest najlepsza dla polskiej elektroenergetyki.
Z pełną wersją listu otwartego do premiera można zapoznać się m.in. na stronie organizacji Eko-Unia, a z odpowiedzią OSGE – na stronie spółki.
Marcin Karwowski
marcin.karwowski@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Aktywiście na usługach wrogiego mocarstwa – a co jak nie będzie gazu – każdy atom jest potrzebny aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju.
Ci sami aktywiści co wspierają nord stream? 😀