Pożar fotowoltaiki na Dolnym Śląsku. Strażacy nie mogli odłączyć instalacji
Kluczowe w przypadku wykrycia ognia w instalacji fotowoltaicznej jest jej odłączenie. W przypadku pożaru dachowej instalacji PV, do którego doszło w Lubaniu, okazało się to jednak niemożliwe. Jak przebiegała i jak powinna przebiegać akcja gaśnicza?
Jak relacjonuje serwis eLuban.pl, w czwartek, 9 lipca, w godzinach porannych na dachu budynku należącego do jednego z przedsiębiorstw w Lubaniu w województwie dolnośląskim zapaliła się instalacja fotowoltaiczna. Na miejsce przybyli strażacy z Komendy Powiatowej PSP w Lubaniu. Zastosowanie standardowej procedury gaszenia pożaru instalacji PV okazało się jednak niemożliwe. Zapalił się bowiem wyłącznik pożarowy i w efekcie nie można było odciąć paneli fotowoltaicznych, a – jak informuje lokalny serwis – przepalone kable nadal podawały napięcie na blaszany dach budynku, na którym znajdowała się instalacja PV.
Jak dalej relacjonuje serwis eLuban.pl, pożar instalacji został szybko ugaszony przy pomocy gaśnic jeszcze przez pracowników firmy, do której należał obiekt. Szybkie ugaszenie pożaru ograniczyło straty. Serwis eLuban.pl informuje, że strażacy przykryli panele fotowoltaiczne plandekami, aby nie generowały one prądu. Jednak, jak czytamy w materiałach Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej, działania polegające na zasłonięciu modułów przed dostępem promieni słonecznych nie dają gwarancji zabezpieczenia przed porażeniem prądem.
Z czego wynikają pożary fotowoltaiki?
Pożary instalacji fotowoltaicznych mogą wynikać z błędów instalacyjnych, takich jak zły dobór kabli, czy z zastosowania komponentów słabej jakości. Przyczyną pożaru fotowoltaiki może być także choćby uderzenie pioruna. W uniknięciu pożaru systemu PV może pomóc zastosowanie instalacji przeciwprzepięciowej oraz instalacji odgromowej.
Jak gasić palącą się fotowoltaikę?
Jak czytamy w Przeglądzie Pożarniczym, każda instalacja fotowoltaiczna powinna mieć zabezpieczenia pozwalające w razie pożaru odłączyć inwerter od paneli fotowoltaicznych i od sieci energetycznej. To powinno gwarantować przerwę w obwodach zarówno po stronie prądu stałego, jak i po stronie prądu zmiennego. Zgodnie z instrukcjami stosowanymi przez straż pożarną, strażacy przyjeżdżający na miejsce pożaru instalacji fotowoltaicznej w pierwszej kolejności powinni wyłączyć prąd: w domach jednorodzinnych powinien do tego służyć główny wyłącznik prądu, a w obiektach przemysłowych i użyteczności publicznej powinien to umożliwiać przeciwpożarowy wyłącznik prądu. Jednocześnie właściciel obiektu powinien przekazać straży pożarnej informacje o alternatywnych źródłach napięcia – jeśli takie są wykorzystywane.
„W pierwszej kolejności należy wyłączyć obciążenie za pomocą wyłączników nadprądowych lub rozłączników prądów roboczych po stronie zasilania budynku (główny wyłącznik prądu) lub bezpieczników znajdujących się w rozdzielnicy bezpiecznikowej budynku, a następnie wyłączyć prądy robocze po stronie prądu stałego” – czytamy w Przeglądzie Pożarniczym.
Wyłączenie głównego zasilania w obiekcie wyposażonym w fotowoltaikę nie powoduje zaprzestania generowania napięcia stałego na odcinku między panelami fotowoltaicznymi a falownikiem. Napięcie w instalacji PV może osiągać w dzień wartości rzędu kilkuset woltów, co przekracza dopuszczalne normy bezpieczeństwa. Z tego względu strażacy powinni postępować tak, jakby fotowoltaika cały czas znajdowała się pod napięciem.
Jak informuje Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej, w zakresie gaszenia pożaru lub działań osłonowych można stosować następujące środki gaśnicze: wodę, w tym wodę z dodatkami, np. zwilżaczami, pianę sprężoną, proszki gaśnicze oraz gazy gaśnicze. Podając proszki gaśnicze lub gazy gaśnicze, należy zachować minimalną odległość 1 metra, jeżeli tak wskazano na urządzeniu gaśniczym lub gaśnicy.
.
.
Ile było pożarów fotowoltaiki w Polsce?
Obecnie w Polsce działa już ponad 1,6 miliona instalacji fotowoltaicznych. W zdecydowanej większości są to małe instalacje znajdujące się na dachach.
Z danych uzyskanych przez portal Gramwzielone.pl od Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej wynika, że w 2025 r. doszło do 312 pożarów obiektów, na których była zainstalowana fotowoltaika, a w I kwartale 2026 r. takich pożarów było 109. Straż pożarna nie prowadzi oddzielnych statystyk dla pożarów, których przyczyną były instalacje fotowoltaiczne, uwzględniając w swoich danych wszystkie pożary w obiektach z panelami fotowoltaicznymi - których przyczyną niekoniecznie musiała być fotowoltaika.
Więcej na ten temat w artykule: Pożary fotowoltaiki, elektryków i elektrowni wiatrowych. Jaka jest ich skala w Polsce?
Piotr Pająk
piotr.pajak@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
Dzisiaj kazdy strazak powinien miec SEPa i trochę pojęcia. A na odgrom i przepieciowkę to chyba są przepisy, a nie piszcie, ze ktos sobie rezygnuje. To nie tak. Doczytaj autor. Powodzenia.
Odcięcie paneli od falownika nic nie da. Napięcie na przewodach i tak pozostaje z działających paneli. Uziom też musi być bo to wymóg przy instalacji.
Żeby panele nie wytwarzały energii elektrycznej, trzeba zewrzeć kable paneli prądu stałego i zwarcie w układzie spowoduje spadek napięcia.
ZLIKWIDOWAĆ FOTOWOLTAIKE I NIE BĘDZIE PROBLEMU.
Podejrzewam, że przyczyną pożarów fotowoltaiki mogą być zaciskane złącza. Nie ejst to najlepsza metoa dla niezawodnych połaczeń.
Z mojej wieloletniej praktyki- na 100 spraw w Sądach tylko 2 dotycząyla pożarów PV w tym tylko jedna z powodu zapalenia się dachu z PV od pioruna ( dachu pokrytego papa na którym nigdy nie powinno się montować PV), w praktyce więc PV nie stanowi ŻADNEGO zagrożenia pożarowego! Grzejniki elektryczne powodują nieporównywalnie więcej pożarów niż PV!
@nicck uprawnienia SEP nic nie dają i nie gwarantują jeśli nie masz wiedzy i doświadczenia którego nie zdobędziesz w ciągu jednodniowego kursu z egzaminem a tak się teraz organizuje. Kiedyś w latach 90 aby podejść do egzaminu musiałeś mieć min dwa lata praktyki na 1 kV które podpisywała osoba. Teraz mając zero praktyki i nauczyć się skryptu możesz zrobić dozór i eksploatacje. Nie mając pojęcia o niczym.
W uniknięciu pożarów mogą pomagać systemy PR monitoringu wykrywające przegrzania i inne abnormalne zachowania na stringach i panelach – wtedy jest czas na prewencję bez narażania strażaków i inwestora
Ciekawe podejscie do ekologii. Dalej grajcie w zielone….
,,jak czytamy w materiałach Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej, działania polegające na zasłonięciu modułów przed dostępem promieni słonecznych nie dają gwarancji zabezpieczenia przed porażeniem prądem.”- to coś nowego w fizyce. Materiały Komendy Głównej PSP to nade często emanacją interesów finansowych jakie w pożarnictwie idą za określonymi normatywami postępowania w poszczególnych przypadkach. W Polsce na przykład bardziej się opłaca strażakom użycie 70-ciu wozów bojowych (sekcji) z kilku województw przez 8 dni do gaszenia lasu (ze skutkiem rozwinięcia skali pożaru do 300- 400 ha) ,niż użycie w pierwszym dniu przed rozwinięciem skali pożaru samolotu gaśniczego z prawdziwego zdarzenia bo taka ,,strategia” zapewnia zasadność retoryki o konieczności czynienia przez państwo nakładów finansowych na zwiększenie etatów w jednostkach PSP. Można pożar ograniczyć do jednego dnia działań gaśniczych i straty 20- 30 ha, jaśnie panom z KG PSP bardziej opłaca się strategia nie posiadania profesjonalnego samolotu gaśniczego i ,,gaszenie” setkami druchów którzy (oczywiście z poświęceniem i dodajmy często narażeniem bezpośredniej utraty życia) w tej strukturze wykonują rozkazy i polecenia. A analogicznie- w sprawie pożarów fotowoltaiki – najpierw interesy finansowe idą za i stoją (wyjaśniają) rekomendacje KG PSP co do metodologii gaszenia PV , a dopiero w drugiej kolejności część zaleceń w tej sprawie ma cokolwiek wspólnego z dobrymi praktykami.Podsumowując – robione to jest by robić, ale nie po to by ZROBIĆ ( zestaw instrukcji do skutecznego gaszenia instalacji PV). Co gorsza, w do.enie publicznej dowodzący PSP epatują weną jakoby sam fakt gaszenia instalacji PV generował większe zagrożenia niż gaszenie innego rodzaju instalacji elektrycznej DC. Do gaszenia instalacji PV (polscy dziadkowie- generałowie z PSP) potrzebne są drony. Ale Wam to – do głów nie przyszło……Zbędne jest odłączanie ( oczywiście z teoretycznego punktu widzenia można to zrobić by zapewnić bezpieczeństwo na etapie dogaszania) połączenia PV/ falownik.
Nie polega na prawdzie zdanie ,,wyboldowane” tłustym drukiem w niniejszym artykule: ,,Kluczowe w przypadku wykrycia ognia w instalacji fotowoltaicznej jest jej odłączenie”. To oznaka totalnej nie znajomości elektryki ( jeden z tutaj komentujących trafnie podniósł co należy zrobić, ale to tylko część z możliwych działań). Owszem – jest sensowne i przydatne: ROZŁĄCZANIE ( stringu) , czyli pożarowy podział na sekcje, co jest rozsądne po tym jak panowie z PSP i Sejmu doprowadzili w Polsce do nie kontrolowanego (technicznie) budowania i wybudowania dwu milionów wadliwie wykonanych instalacji PV poprzez NIE wydanie w 2015 roku przepisów jakie do Ustawy ( o warunkach jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie) proponowałem dołączyć. Olewania lat pięknych 11. Nawiasem instalację PV można budować tak by same się w przypadku pożaru ,,odłączały” (a dokładniej wyłączały), ale trzeba mieć ku temu wolę i wiedzę.Przy braku woli- wiedza jak to uczynić jest nie istotną.
Fotowoltaika już w samej swej podstawowej istocie jest problemem. Chodzi o niskie napięcie i wysoki prąd. Czyli klasyka podobna do problemów z klemami na akumulatorze… Zawsze będzie ogromne ryzyko pożaru na tej instalacji. No i ten tekst że pomimo przepalania, przewody nadal podawały prąd…podawały bo spaliła się izolacja a nie cały przewód, spaliła się bo zaśniedziały złącza i spadło przewodzenie, złacze zadziałalo jak opornik i mamy pożar..
Korupcję widać po mordach
Do Jami: nikt tego w Polsce nie badał, ale…….No właśnie – ale! Zastosowanie złączek MC4 implikuje dwa n i e z a l e ż n e niebezpieczeństwa. Pierwsze, o jakim mówi się najczęściej to skutki złego zaciśnięcia kabli w kolektorze złączki MC 4, czasem współ wpływające na powstanie pożaru – poprzez zapłon złącza MC4. Drugie, znacznie częściej występujące w praktyce zagrożenie to nie kompatybilne (do siebie nie pasujące) piny/ konektory wewnątrz złączy MC4. Producent ( panelu PV) nie informuje w DTR jakiego producenta/wytwórcy użył złączy MC4 w swych panelach. Prawdopodobieństwo, że instalator użyje złączek MC4 z innej fabryki niż zastosowane przez fabrykę paneli PV to ponad 90% a w konsekwencji mamy tutaj powstający zbiór połączeń/ złączek MC4 które na 100% nie wytrzymają przepływu prądu w amperach przewidzianego przez obydwu producentów złączy MC4 użytych na instalacji PV z różnych fabryk. Na tym jednak nie koniec……Dopóki na dachy szły panele PV o mocy do 250Wp w jednej ramce, aspekt o którym piszę od 6 lat w zasadzie nie występował ponieważ przy powyższych mocach prąd w stringu nie przekraczał magicznej granicy 13 amper. Gdy jednak moce paneli wzrosły , a rosły dalej i dalej- prądy w stringu na wejściach falowników zaczęły przekraczać 13A co gwarantuje, że krzywa wzrostu prawdopodobieństwa ,,ugotowania” złącza MC4 wykonanego z elementów od różnych producentów gwałtownie ,,świecą” idzie do góry (rośnie radykalnie i lawinowo niebezpieczeństwo pożaru). Jeżeli zatem mamy zbieg w/w trzech czynników z których najistotniejsze jest ryzyko wynikające z wadliwego projektowania (żaden string nie powinien transportować powyżej 13A w obwodzie wejścia inwertera bez zastosowania innego sposobu dokonywania połączeń) powstało podczas i wskutek wykonywania instalacji PV w ciągu ostatnich 4 lat gdzie znacznie wzrosła moc jednostkowa paneli. Wszystkie instytucje, Ministerstwa,Straż Pożarna, setki razy PIEPRZĄ i bezpieczeństwie, jednak woli by czynić praktyczne działania przede wszystkim ustawowe nie wykazuje nikt bez wyjątku, no chyba, że ktoś ,,zwietrzy” biznesik by wskutek nowego przepisu kilka form zarobiło. Żaden z tych podmiotów – nie słucha elektryków.
Alladyn to bajkopisarz i teoretyk Nie czytajcie tych jego glupot, bo on w zyciu nie zamontowal nawet jednej instalacji fotowoltaicznej poza swoim zabawkowym off gridem do zasilania lampki ledowej.
nowoczesne i tanie oprzyrządowanie a prad stały wymaga odłączników prądowych o dużych wymiarach i mocy a tu są oszczędności a później kłopot zaprojektowanie instalacji to duży problem bo okazuje się że baterie to też źródło pradu stałego o bardzo dużej mocy pradu a to nastepny kłopot
O widzę, że sprzedawca PV odżył. ASB nieźle zaszedł mu za skórę skoro ma w dwie godziny 58 komentarzy a na dodatek w środku niedzieli, ho, ho…….
Najlepsze podsumowanie, wyłącznie dla nie bez mózgowca: ,,Straż pożarna uwzględnia jednak w swoich statystykach wszystkie pożary w obiektach z panelami fotowoltaicznymi – których przyczyną niekoniecznie musiała być fotowoltaika”
Z końcówki artykułu wynika że Komenda PSP i jej eksperci są wciąż w tzw. czarnej du..e. Od początku prowadzenia statystyk straż pożarna nie potafi należycie opisywać w raportach przyczyn pożarów. Chodzi o rozdzielenie czy przyczynę stanowi instalacja PV czy coś innego spowodowało pożar. Przecież po każdym takim zdarzeniu prowadzi się dochodzenie przyczyn. Chyba że te raporty to lipa, albo celowo tak się to opisuje żeby nie zniechęcać ludzi do fotowoltaiki.
Budując swoją instalację PV uwzględniłem w kilku miejscach montaż rozłączników obwodów DC jak i AC z myślą o zastosowaniu PWP który warunkuje ich stan. Żeby ochronić strażaka gaszącego taki pożar głównie należy zapewnić brak przepływu prądu z płonącej instalacji PV do ziemi ponieważ to on lejąc wodę na palącą się instalację może stanowić drogę przewodzenia prądu. W przypadku odłączenia stringu PV woda będzie lokalnie stanowić drogę przewodzenia prądu zwierając go. U mnie string rozłączany jest od okablowania i przy falowniku na wejściu DC PV oraz przy wejściu DC z bateri . W ten sposób można pozbawić zasilania falownik i bezpiecznie gasić płonącą taflę paneli. Mój przypadek to semi off-grid pozostali innaczej podłączeni muszą sami ruszyć głową i zadbać każdy o swoje bo strażacy często zjawiając się na miejscu pożaru nie wiele mogą uratować.
Aby panele fotowoltaiczne przestały wytwarzać prąd elektryczny w przypadku awarii lub pożaru, należy całkowicie odciąć dopływ światła słonecznego do ogniw lub zastosować systemy obniżania napięcia bezpośrednio na poziomie pojedynczych modułów (funkcja Rapid Shutdown). Same wyłączniki i rozłączniki PV odcinają płynięcie prądu do budynku, ale nie zatrzymują generowania wysokiego napięcia w kablach na dachu.
Gov.pl
Oto najskuteczniejsze metody i urządzenia, które rozwiązują ten problem:
Sposoby mechaniczne i chemiczne (Odcięcie światła)
Ponieważ panele produkują prąd zawsze, gdy świeci słońce, jedyną metodą natychmiastowego wstrzymania produkcji energii przez same ogniwa jest ich zasłonięcie:
Solum Service
Specjalistyczne gaśnice i żele (np. PV STOP, Solarstop): To dedykowane środki gaśnicze, które po rozpyleniu na powierzchnię paneli tworzą zwartą, nieprzepuszczalną dla światła warstwę. Odcinają one promienie słoneczne, co sprawia, że napięcie w modułach spada niemal do zera, eliminując ryzyko porażenia prądem podczas akcji ratunkowej. Po ugaszeniu pożaru i ostygnięciu powłokę można łatwo zerwać.
Solarstop
+1
Zasłonięcie plandeką: Metoda awaryjna polegająca na fizycznym przykryciu paneli grubym, nieprześwitującym materiałem, co zablokuje docieranie światła.
Rozwiązania technologiczne (Obniżenie napięcia na dachu)
W nowoczesnych instalacjach montuje się systemy bezpieczeństwa, które automatycznie lub manualnie redukują niebezpieczne napięcie stałe (DC) na dachu do bezpiecznego poziomu (tzw. Rapid Shutdown):
Optymalizatory mocy lub mikroinwertery: Urządzenia montowane bezpośrednio pod każdym panelem. W przypadku odłączenia zasilania sieciowego (AC) lub ręcznego wciśnięcia przycisku bezpieczeństwa, optymalizatory (np. w systemie SolarEdge) automatycznie obniżają napięcie każdego panelu do bezpiecznego poziomu 1 wolta.
Zdalne rozłączniki izolacyjne (strażackie): Montowane jak najbliżej paneli (na dachu lub strychu). Działają automatycznie po zaniku napięcia w sieci 230V lub po wciśnięciu przycisku przeciwpożarowego. Przerywają obwód prądu stałego tuż przy panelach, dzięki czemu wysokie napięcie nie schodzi kablami do wnętrza budynku.
smartekodom
Standardowa procedura awaryjna
W przypadku pożaru lub awarii należy niezwłocznie wykonać następujące kroki:
Uruchomienie przeciwpożarowego wyłącznika prądu: Odcina dopływ prądu zmiennego do budynku.
Użycie manualnego rozłącznika DC: Rozłącza obwód prądu stałego między dachem a falownikiem.
Aby panele fotowoltaiczne przestały wytwarzać prąd elektryczny w przypadku awarii lub pożaru, należy całkowicie odciąć dopływ światła słonecznego do ogniw lub zastosować systemy obniżania napięcia bezpośrednio na poziomie pojedynczych modułów (funkcja Rapid Shutdown). Same wyłączniki i rozłączniki PV odcinają płynięcie prądu do budynku, ale nie zatrzymują generowania wysokiego napięcia w kablach na dachu.
Najskuteczniejsze metody i urządzenia, które rozwiązują ten problem:
Sposoby mechaniczne i chemiczne (Odcięcie światła)
Ponieważ panele produkują prąd zawsze, gdy świeci słońce, jedyną metodą natychmiastowego wstrzymania produkcji energii przez same ogniwa jest ich zasłonięcie:
Specjalistyczne gaśnice i żele (np. PV STOP, Solarstop): To dedykowane środki gaśnicze, które po rozpyleniu na powierzchnię paneli tworzą zwartą, nieprzepuszczalną dla światła warstwę. Odcinają one promienie słoneczne, co sprawia, że napięcie w modułach spada niemal do zera, eliminując ryzyko porażenia prądem podczas akcji ratunkowej. Po ugaszeniu pożaru i ostygnięciu powłokę można łatwo zerwać.
Zasłonięcie plandeką: Metoda awaryjna polegająca na fizycznym przykryciu paneli grubym, nieprześwitującym materiałem, co zablokuje docieranie światła.
Rozwiązania technologiczne (Obniżenie napięcia na dachu)
W nowoczesnych instalacjach montuje się systemy bezpieczeństwa, które automatycznie lub manualnie redukują niebezpieczne napięcie stałe (DC) na dachu do bezpiecznego poziomu (tzw. Rapid Shutdown):
Optymalizatory mocy lub mikroinwertery: Urządzenia montowane bezpośrednio pod każdym panelem. W przypadku odłączenia zasilania sieciowego (AC) lub ręcznego wciśnięcia przycisku bezpieczeństwa, optymalizatory (np. w systemie SolarEdge) automatycznie obniżają napięcie każdego panelu do bezpiecznego poziomu 1 wolta.
Zdalne rozłączniki izolacyjne (strażackie): Montowane jak najbliżej paneli (na dachu lub strychu). Działają automatycznie po zaniku napięcia w sieci 230V lub po wciśnięciu przycisku przeciwpożarowego. Przerywają obwód prądu stałego tuż przy panelach, dzięki czemu wysokie napięcie nie schodzi kablami do wnętrza budynku.
Standardowa procedura awaryjna
W przypadku pożaru lub awarii należy niezwłocznie wykonać następujące kroki:
Uruchomienie przeciwpożarowego wyłącznika prądu: Odcina dopływ prądu zmiennego do budynku.
Użycie manualnego rozłącznika DC: Rozłącza obwód prądu stałego między dachem a falownikiem.
Zwieranie kabli prądu stałego (DC) w celu zabezpieczenia instalacji to bardzo niebezpieczny mit, który w warunkach awarii lub pożaru może doprowadzić do katastrofy. Choć intuicja podpowiada, że przy zwarciu napięcie spada do zera, w praktyce ta metoda przynosi odwrotny skutek do zamierzonego.
Oto dlaczego absolutnie nie wolno tego robić:
1. Panele nadal produkują energię (Prąd zwarciowy)
Zwierając kable, nie sprawiasz, że panele przestają wytwarzać prąd. Przetwarzanie światła słonecznego na energię trwa nadal. Napięcie w obwodzie rzeczywiście spadnie blisko zera, ale prąd (natężenie) wzrośnie do swojej maksymalnej wartości (tzw. prądu zwarcia –
). Cała wygenerowana energia zacznie odkładać się w postaci ogromnego ciepła na kablach i wewnątrz samych ogniw.
2. Ryzyko potężnego łuku elektrycznego
Prąd stały (DC) z paneli ma tendencję do podtrzymywania łuku elektrycznego. Jeśli spróbujesz zewrzeć kable ręcznie lub za pomocą zwykłego przełącznika, w momencie zbliżenia styków powstanie łuk o temperaturze kilku tysięcy stopni Celsjusza. Może to doprowadzić do:
Natychmiastowego wybuchu pożaru w miejscu zwarcia.
Stopienia izolacji kabli na całym dachu.
Ciężkiego poparzenia lub porażenia osoby, która próbuje to zrobić.
3. Zniszczenie paneli i potęgowanie pożaru
Długotrwałe zwarcie zmusza panele do pracy w ekstremalnych warunkach. W miejscach mikropęknięć ogniw powstaną tzw. hot-spoty (punkty o skrajnie wysokiej temperaturze). Jeśli instalacja już się pali, doprowadzenie do prądu zwarciowego na dachu tylko przyspieszy rozprzestrzenianie się ognia i uniemożliwi strażakom bezpieczną akcję.
Kiedy stosuje się zwarcie? (Tylko w teorii)
W automatyce istnieją specjalne, zaawansowane rozłączniki z funkcją zwierania (tzw. short-circuiting), ale są one projektowane pod rygorystycznymi normami inżynieryjnymi. Muszą to być urządzenia hermetyczne, zdolne do bezpiecznego ugaszenia łuku elektrycznego, a sama instalacja musi być do tego przystosowana. Domowe, „garażowe” metody zwierania kabli są śmiertelnie niebezpieczne.
Podsumowując: jedynym bezpiecznym sposobem na „wyłączenie” paneli jest odcięcie światła (fizycznie/chemicznie) lub rozbicie wysokiego napięcia na małe, bezpieczne kawałki za pomocą elektroniki na poziomie modułu (MLPE), czyli wspomnianych wcześniej optymalizatorów lub mikroinwerterów.
Bajki i mity. Komentarze i artykuł są źródłem wielu nieprawdziwych informacji. Artykuł sugeruje że instalowanie zabezpieczeń p.poż może być źródłem dodatkowego ryzyka. Nie wspomina, że te które stały się przyczyną pożaru były zamontowane niezgodnie ze sztuką i instrukcją producenta (w pełnym słońcu). Niejaki Alladyn do każdej wtyczki w domu używa gniazdka „tego samego producenta” bo inaczej grozi mu pożar? Są i tacy co całą wiedzę inżynieryjną sprowadzają do kilku zdań (gdyby tak było to studia trwały by góra tydzień). Mity to również niskie napięcie i wysoki prąd…. tego nie da się nawet skomentować. Zero wiedzy i szczera chęć uczenia innych?
Każdy może sobie sam wydłubać instalację, ale bezpieczną może zrobić tylko specjalista i to nie po sobotnim kursie SEP