Coraz mniej miejsca na farmy wiatrowe w Polsce. Powodem są wojskowe strefy lotnicze

Coraz mniej miejsca na farmy wiatrowe w Polsce. Powodem są wojskowe strefy lotnicze
Grafika: Gemini

Bezpieczeństwo kraju to nie tylko zdolność do obrony, ale również bezpieczeństwo energetyczne. Tymczasem wojsko zamyka dyskusję już na etapie opiniowania Planów Ogólnych. Zasada jest prosta: jeśli na obszarze gminy występuje jakakolwiek wojskowa strefa lotnicza, opinia dotycząca możliwości lokalizacji elektrowni wiatrowych jest negatywna.

Problem w tym, że plan ogólny nie przesądza ani o rozmieszczeniu elektrowni wiatrowych, ani o ich liczbie, ani – co kluczowe – o ich parametrach. Dopuszcza on jedynie możliwość sporządzenia planu miejscowego, który również nie oznacza jeszcze powstania inwestycji, a jedynie wyznacza ramy, w których taka inwestycja może być realizowana.

Co istotne, miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego podlega uzgodnieniu z wojskiem, co oznacza, że na dalszym etapie procesu inwestycyjnego wojsko zachowuje realną decyzyjność w zakresie lokalizacji elektrowni wiatrowych. Dopiero w kolejnych etapach inwestor musi uzyskać decyzję środowiskową, warunki przyłączenia do sieci, a na końcu pozwolenie na budowę. To proces rozciągnięty na lata – bardziej przypominający ultramaraton niż sprint. Jak w ultramaratonie: na starcie stają zarówno doświadczeni zawodnicy, jak i debiutanci, a także tacy, którzy nie mają ani formy, ani przygotowania. Nie wszyscy dobiegną do mety. Tymczasem wojsko patrzy na samą liczbę uczestników i bez chwili refleksji dyskwalifikuje 70% już na starcie.

REKLAMA

A przecież czynników wpływających na możliwość realizacji elektrowni wiatrowych jest bardzo wiele i ta naturalna selekcja projektów i tak nastąpi – prędzej czy później. Co więcej, dużej części ograniczeń nie da się zidentyfikować na samym początku, ponieważ wynikają one np. z uwarunkowań środowiskowych, badanych szczegółowo dopiero na etapie procesu inwestycyjnego. Inwestorzy doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego prowadzą równolegle wiele projektów, wiedząc, że tylko część z nich ma realne szanse powodzenia.

Za „tłok na starcie” odpowiada również ustawodawca, który w 2016 roku na kilka lat praktycznie zablokował rozwój energetyki wiatrowej. Dziś inwestorzy próbują nadrobić stracony czas. Skala tych działań budzi jednak niepokój wielu instytucji – nie tylko wojska – co prowadzi do blokowania inwestycji na etapie, którego szczegółowość nie pozwala jeszcze na rzetelną ocenę ich rzeczywistego wpływu na chronione interesy.

W efekcie obraz, który widzimy na początku procesu, jest mocno zniekształcony. Już sama procedura planistyczna znacząco redukuje liczbę projektów, a przecież jest to dopiero jeden z pierwszych etapów inwestycji. Szczegółowa analiza wpływu przedsięwzięcia na ludzi, środowisko przyrodnicze czy krajobraz odbywa się na etapie decyzji środowiskowej – wtedy znane są konkretne lokalizacje i parametry inwestycji. Co więcej, nawet projekty, które uzyskają decyzję środowiskową, nie zawsze otrzymują warunki przyłączenia do sieci.

REKLAMA

Zbyt wczesna selekcja projektów może więc doprowadzić do sytuacji, w której najbardziej optymalne rozwiązania – zarówno pod względem oddziaływania na otoczenie, jak i ekonomiki – w ogóle nie dostaną szansy realizacji. To błąd, który wymaga systemowego rozwiązania.

Decyzja wojska dotycząca uzgodnienia lokalizacji farmy wiatrowej powinna zapadać na etapie, na którym szanse jej realizacji są realne. Wtedy łatwiej byłoby wypracować kompromis pomiędzy obronnością a bezpieczeństwem energetycznym kraju, bo rozmowa dotyczyłaby konkretów, a nie ogólnych założeń czy – w najgorszym przypadku – jedynie inwestorskich marzeń.

Dziś wiele samorządów zadaje sobie pytanie, jak postępować z negatywnymi opiniami wojska dotyczącymi rozwoju energetyki wiatrowej. Moim zdaniem zasadnym kierunkiem jest przesunięcie merytorycznej dyskusji o możliwości lokalizacji turbin wiatrowych na późniejszy, bardziej szczegółowy etap procesu. Oczywiście decyzja o nieuwzględnieniu opinii wojska na etapie planu ogólnego powinna zostać rzetelnie i jasno uzasadniona – pomocna może być tu argumentacja przedstawiona w niniejszym artykule.

Trzeba przy tym uczciwie przyznać, że odrzucenie takiej opinii nie musi przesądzać o dalszym losie inwestycji, ponieważ temat powróci na etapie uzgadniania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. To pokazuje, że konieczna jest zmiana systemowa, polegająca na dostosowaniu poziomu decyzji do stopnia szczegółowości danego etapu całego procesu inwestycyjnego. Nieuwzględnienie negatywnej opinii na etapie Planu Ogólnego nie przekreśla szans projektu na starcie, ale nie rozwiązuje szerszego problemu.

Dyskusja na temat lokalizacji elektrowni wiatrowych w wojskowych strefach lotniczych musi wreszcie rozpocząć się na serio. Strefy te obejmują bowiem znaczną część kraju, a wojsko podchodzi do sprawy zero-jedynkowo. Bez wypracowania racjonalnych, wyważonych rozwiązań nie będzie możliwe osiągnięcie celów strategicznych stawianych rozwojowi odnawialnych źródeł energii.

Autor: Filip Sokołowski / Urban Consulting

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy Gramwzielone.pl Sp. z o.o.