Trump przyspiesza rozwój OZE w Europie. Niemcy szukają niezależności energetycznej
USA i Izrael zaatakowały Iran ostatniego dnia lutego tego roku, co poskutkowało blokadą cieśniny Ormuz. Sytuacja wokół cieśniny pozostaje niestabilna do dziś. Mimo okresowych rozejmów i deklaracji o jej otwarciu strony wciąż spierają się o faktyczny status żeglugi. Utrudnienia w imporcie paliw kopalnych sprawiły, że wiele krajów jeszcze bardziej zwróciło się ku bezemisyjnej energetyce, obniżając emisję dwutlenku węgla (CO2). Jaki jest efekt? Spójrzmy na przykład Niemiec.
Prezydent Donald Trump, znany ze sceptycyzmu wobec odnawialnych źródeł energii i dekarbonizacji, sprawił, że w Europie przyspieszyła transformacja energetyczna. 28 lutego 2026 r. USA i Izrael zaatakowały Iran, co zaowocowało blokadą cieśniny Ormuz, przez którą wcześniej transportowano około 20 proc. światowego wydobycia ropy i podobną ilość LNG. Zaburzenia w łańcuchu dostaw gazu zaczęły skłaniać m.in. kraje Unii Europejskiej do niezależności energetycznej, którą mogą zapewnić odnawialne źródła energii.
Niemcy stawiają na zieloną energię
Eksperci Agora Energiewende, niemieckiego think tanku zajmującego się polityką klimatyczną i energetyczną, wskazali, że konflikt USA i Izraela z Iranem przyczynił się do spadku emisji CO2 w Niemczech. W pierwszej połowie 2026 roku emisja gazów cieplarnianych spadła u naszych zachodnich sąsiadów o 2 proc., do około 327 mln ton ekwiwalentu CO2.
Jak wynika z raportu Agora Energiewende, w omawianym okresie w Niemczech spadła produkcja przemysłowa, lekko zmniejszył się ruch ciężarówek na drogach, a sprzedaż lekkiego oleju opałowego spadła wręcz gwałtownie.
W tym samym okresie sprzedaż pomp ciepła i samochodów elektrycznych osiągnęła rekordowy poziom. Wynika z tego, że wraz z wyższymi cenami paliw wzrosło zainteresowanie ich bezemisyjnymi odpowiednikami.
Import kosztuje coraz więcej
Agora podaje, że import ropy do Niemiec wzrósł o 2 proc., a import gazu ziemnego spadł o 11 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem, jednak dodatkowe koszty importu obu surowców od początku wojny wynoszą w przybliżeniu 7,4 mld euro.
Niemcy kierują się ustawą o ochronie klimatu, według której limit emisji na 2026 r. wynosi 625 mln ton ekwiwalentu CO2. Jak wynika z raportu, przy zachowaniu obecnego tempa całoroczne emisje wyniosą ok. 635 mln ton, czyli o 10 mln ton więcej niż dopuszcza limit. Oznaczałoby to, że Niemcy po raz pierwszy w historii ustawy nie zrealizują rocznego celu klimatycznego, mimo że w ujęciu rok do roku emisje i tak spadną o ok. 13 mln ton.
Jak Niemcy dekarbonizują system?
Niemcy, mimo utrzymującej się nadal zależności od węgla, są europejskim liderem w inwestycjach w OZE. Świadczy o tym fakt, że w lipcu bieżącego roku fotowoltaika osiągnęła rekordowe 12 TWh energii wprowadzonej do sieci publicznej – najwyższy wynik miesięczny w historii. Jednocześnie średnia dostępna moc instalacji PV w porze największego zapotrzebowania (w południe) wyniosła w lipcu ponad 40 GW. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule: Fotowoltaika zapewniła Niemcom kolejny rekord. W tle spór o dopłaty.
Innym przykładem dekarbonizacji Niemiec jest rozwój zielonego wodoru. W pierwszej połowie sierpnia rozpoczęto testowy rozruch dwóch elektrolizerów RWE w Lingen, każdy o mocy 100 MW. Produkowany w nich wodór jest przesyłany siecią rurociągów 120 km dalej, do Parku Chemicznego Marl. Elektrolizery mają w pełni ruszyć do końca bieżącego roku, osiągając łączną moc 200 MW, a w przyszłym roku ich moc zostanie zwiększona do 300 MW. Redakcja Gramwzielone.pl opisała ten projekt w tekście: Wodór ruszył rurociągiem przez Niemcy. To ważny test przyszłej infrastruktury.
Marcin Karwowski
marcin.karwowski@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.