Bez UC84 polski rynek energetyki odnawialnej znalazłby się w impasie
Ostatnia nowelizacja Prawa energetycznego wywołała spore kontrowersje na krajowym rynku energetyki odnawialnej. O ile nadrzędnych założeniem zmian było odblokowanie mocy przyłączeniowych dla nowych projektów OZE i magazynów energii, to inwestorzy wyrażali duże zaniepokojenie wprowadzeniem dodatkowych obowiązków i obciążeń finansowych. O największych od lat zmianach w zasadach przyłączenia do sieci opowiada w rozmowie z Gramwzielone.pl Ireneusz Kulka, country menager EDP w Polsce.
Piotr Pająk, Gramwzielone.pl: Przygotowanie nowelizacji ustawy Prawo energetyczne bazującej na rządowym projekcie oznaczonym numerem UC84 było uzasadniane potrzebą odblokowania dostępu do sieci poprzez wyeliminowanie tzw. projektów „zombie”. Na ile jest to realny problem polskiego rynku energetycznego?
Ireneusz Kulka, country manager EDP w Polsce: Polski system przyłączeń do sieci działa obecnie pod dużą presją i w praktyce jest mocno ograniczony dla nowych projektów. Nie jest to wynik braku aktywności ze strony operatorów systemów, którzy wydali warunki przyłączenia dla ponad 150 GW nowych źródeł i około 100 GW magazynów energii. Problem polega na tym, że istotna część tych projektów nie ma realnej ścieżki realizacji, a mimo to zajmuje moce przyłączeniowe. W rezultacie projekty technicznie i biznesowo dojrzałe często mają trudności z uzyskaniem przyłącza, mimo gotowości do realizacji.
Dla transformacji energetycznej Polski efektywny dostęp do mocy przyłączeniowych jest kluczowym czynnikiem przyspieszającym rozwój OZE i magazynów energii – nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie, gdzie pojawiają się podobne wyzwania. Ustawa sieciowa była konieczna, ponieważ przywraca ona istotną równowagę między prawem inwestora do realizacji projektu a obowiązkiem operatora zapewnienia bezpieczeństwa i stabilności systemu.
Przepisy te wprowadzają zestaw narzędzi porządkujących kolejkę projektów – w tym usuwanie „projektów zombie”, które nie były realizowane od lat, zwiększenie wiarygodności wniosków składanych do operatorów i kierowanie ograniczonych zasobów sieciowych do inwestycji, które faktycznie mają szanse na realizację. Zwlekanie z tymi zmianami jedynie przedłużyłoby obecne ograniczenia w sytuacji, gdy system elektroenergetyczny potrzebuje długoterminowej wizji do planowania inwestycji.
Nie jest to rewolucja, lecz konieczny krok do przywrócenia funkcjonalności i poprawy efektywności procesu przyłączeń. Pod względem proceduralnym reforma przenosi także większą odpowiedzialność na inwestorów. Oświadczenia dotyczące praw do gruntu, zgodności z dokumentami planistycznymi czy gotowości technicznej składane są teraz na bardziej rygorystycznych zasadach, co pozwoli operatorom skupić się na ich podstawowej roli – planowaniu i rozwoju sieci – zamiast pełnić głównie funkcję administracyjnych „strażników bramek”.
Kolejnym istotnym rozwiązaniem jest rozszerzenie formuły cable poolingu o możliwość przyłączania samodzielnych magazynów energii. Umożliwia to efektywniejsze wykorzystanie istniejących punktów przyłączeń i zwiększa zdolność systemu do integracji rosnących wolumenów energii odnawialnej. Jest to obszar, w którym od dawna panował w branży szeroki konsensus, a reforma wreszcie tworzy ramy do jego praktycznego wdrożenia.
Podniesienie kosztów zwiększy wiarygodność projektów
Nowelizacja ustawy Prawo energetyczne istotnie zwiększa koszty, które muszą ponieść deweloperzy na etapie składania wniosku o przyłączenie do sieci. Czy podniesienie wysokości zaliczek i zabezpieczeń to krok w dobrym kierunku?
Kluczową zmianą jest wzrost wiarygodności projektów składanych do operatorów. Waloryzacja zaliczek – do poziomu 60 tys. zł za 1 MW, przy górnym limicie 6 mln zł – wreszcie odzwierciedla realia rynkowe, gdyż koszt budowy stacji 400 kV to dziś ponad 20 mln zł, a nie 3-4 mln zł, jak w momencie wprowadzenia obecnej stawki 30 tys. zł/MW.
Podniesienie zaliczek i wzmocnienie gwarancji finansowych lepiej odzwierciedlają skalę i złożoność dzisiejszych inwestycji energetycznych. Oczywiście te mechanizmy wymuszają wcześniejsze zaangażowanie kapitału i naturalne jest, że inwestorzy podchodzą do nich z ostrożnością. Jednak jeśli pomogą one odsiać projekty niewykonalne i umożliwią szybszą realizację poważnych inwestycji, w efekcie mogą wzmocnić rynek.
Z naszego doświadczenia jako międzynarodowego inwestora w OZE wynika, że przewidywalność projektów i pewność realizacji są kluczowe. Bardziej zdyscyplinowane ramy działania – nawet jeśli początkowo bardziej wymagające – mogą pomóc w stworzeniu stabilnego i przewidywalnego otoczenia w średnim okresie.
Wpływ na mniejszych deweloperów
W branży OZE ustawa UC84 wywołała obawy, że nowe przepisy uderzą zwłaszcza w mniejszych deweloperów. Czy są one zasadne?
Ważne jest, aby jasno powiedzieć, że celem reformy nie jest wykluczenie mniejszych deweloperów z rynku. Ich rola pozostaje istotna – zwłaszcza w obszarze współtworzenia projektów, strukturyzowania inwestycji i działań wspierających cały łańcuch wartości.
Zmienia się natomiast poziom przygotowania wymagany do realizacji projektu. W miarę jak ograniczenia sieciowe stają się coraz bardziej widoczne, rosną także oczekiwania dotyczące dojrzałości projektów, finansowania i gotowości planistycznej. W tym sensie reforma podnosi poprzeczkę dla wszystkich uczestników rynku.
Szerzej patrząc, nowy system opiera się na zasadach już obecnych – takich jak gwarancje finansowe czy kamienie milowe w projekcie – ale wzmacnia ich egzekwowanie i spójność. Powinno to doprowadzić do lepszego dopasowania pomiędzy deklaracjami a faktyczną realizacją inwestycji.
Inwestorzy nie będą musieli zgadywać
Inwestorzy z krajowego rynku OZE od lat wskazują na niską transparentność procesów przyłączeniowych. Na ile ustawa sieciowa rozwiązuje również ten problem?
Liczymy, że proces uzyskiwania warunków przyłączenia stanie się znacznie bardziej przewidywalny. Ustawa przewiduje rozsądne rozwiązania: operator będzie miał 60 dni na potwierdzenie kompletności wniosku o warunki przyłączenia. Obecnie ten etap może trwać wielokrotnie dłużej, a inwestorzy często przez wiele miesięcy nie otrzymują żadnej odpowiedzi.
Dodatkowo cyfryzacja procedur przyłączeniowych oraz obowiązek publikowania dostępnych mocy w sieci mogą znacząco poprawić przejrzystość sytuacji rynkowej. Jeśli zostaną skutecznie wdrożone, te rozwiązania zmniejszą poziom niepewności i umożliwią podejmowanie bardziej świadomych decyzji inwestycyjnych.
Przetargi na moce przyłączeniowe wymagają ostrożności
Czy EDP dostrzega także wady najnowszych zmian w Prawie energetycznym?
Nie podchodzimy do projektu ustawy bezkrytycznie. Przykładem mogą być przetargi na moce przyłączeniowe. W pierwotnym założeniu miały one stać się podstawowym mechanizmem alokacji mocy w polskiej sieci, praktycznie opartym na kryterium ceny, jaką inwestor gotów jest zapłacić za uzyskanie – a właściwie „zakup” – możliwości przyłączenia.
Doświadczenia z rynków zagranicznych – na przykład z Portugalii, gdzie EDP działa od 50 lat – pokazują jednak, że takie systemy nie zawsze są efektywne. Często prowadzą do licytacji ponad miarę, a w konsekwencji do sytuacji, w której zwycięskie projekty ostatecznie nie są realizowane. Dlatego dobrze, że w finalnej wersji utrzymano formułę pilotażową.
Rynek potrzebuje rozwiązań rozsądnych, przetestowanych w praktyce, a nie opartych wyłącznie na ambitnych założeniach, które nie sprawdziły się w przeszłości.
Podsumowując, reforma nie jest rozwiązaniem doskonałym, ale stanowi istotny krok naprzód. Jeśli zostanie konsekwentnie wdrożona, może zwiększyć przewidywalność dostępu do sieci, usprawnić proces alokacji mocy przyłączeniowych i pomóc w odblokowaniu inwestycji kluczowych dla transformacji energetycznej.
Rozmawiał: Piotr Pająk, redaktor Gramwzielone.pl
piotr.pajak@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.