Europa „lunatykuje” w stronę zależności od Chin. Mocne słowa wiceministra klimatu
Europa zaspała i wciąż lunatykuje w kierunku zależności od importowanej technologii – stwierdził podczas posiedzenia sejmowej podkomisji ds. infrastruktury krytycznej, górnictwa i energetyki sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, Krzysztof Bolesta. Minister odniósł się w ten sposób do danych przedstawionych przez Centrum Strategii Rozwojowych, z których wynika, że 98 proc. modułów fotowoltaicznych, 85 proc. baterii litowo-jonowych i 60 proc. pomp ciepła używanych w Europie pochodzi z Chin.
Ekspert Centrum Strategii Rozwojowych Marcin Izdebski, współautor raportu, przedstawił podkomisji bilans ETS za lata 2021–2024, obejmujący zestawienie obowiązków umorzeniowych z pulą aukcyjną oraz uprawnieniami bezpłatnymi. Z analizy tej wynika, że skumulowana strata Polski wynosi 12 mld euro – to kwota, jaką kraj dopłaca do unijnej polityki klimatycznej. CSR przygotował też prognozę bilansu nowego systemu ETS2: 45 mld euro do 2032 r., które będą musieli zapłacić Polacy, częściowo skompensowane wpływami ze sprzedaży uprawnień ETS2 oraz Społecznym Funduszem Klimatycznym.
Według prognoz przywołanych w prezentacji, cena uprawnień ETS – dziś wynosząca 80 euro za tonę (przed rewizją 70 euro) – ma wzrosnąć do 110 euro w 2030 r., a w latach 2031–2040 osiągnąć średnio 150 euro, czyli niemal trzykrotność obecnego poziomu. Dla elektrowni węglowych oznaczałoby to opłatę za tonę emisji CO2 przekraczającą 1000 zł, wobec ok. 440 zł dziś.
Izdebski zwrócił też uwagę na niespójności w unijnym planie finansowania transformacji. Zaplanowany „bank dekarbonizacji” ma dysponować 100 mld euro na inwestycje finansowane ze sprzedaży uprawnień, jednak – jak wyliczył ekspert CSR – jeśli Komisja sprzeda zadeklarowane 400 mln uprawnień po prognozowanej średniej cenie na lata 2031–2040, uzyska maksymalnie 60 mld euro, co oznacza lukę 40 mld euro. Podobny problem dotyczy planu usunięcia z atmosfery 250 mln ton CO2. Sama Komisja szacuje koszt usuwania na nawet 300 euro za tonę, przy średnim koszcie uprawnień na poziomie 150 euro za tonę – ktoś będzie musiał pokryć tę różnicę, poprzez wyższy ETS albo dodatkowe źródła finansowania.
Tu warto podkreślić, że finansowanie z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) przyniosło Polsce ponad 200 mld zł od 2012 r., a do 2032 r. rząd będzie dysponował kolejnymi 200 mld zł z tego źródła – wynika z raportu Instytutu Reform „Jawne koszty, ukryte korzyści. Finansowy bilans udziału Polski w EU ETS”.
Jak wskazują autorzy raportu, wbrew powszechnym opiniom w debacie publicznej system ten nie jest wyłącznie kosztem dla polskich firm, ale stanowi też istotny zastrzyk finansowy dla gospodarki i budżetu państwa. W 2024 r. wpływy z EU ETS odpowiadały równowartości około 45 proc. wydatków na program „Rodzina 800+”, a w latach 2019–2024 ich wartość stanowiła średnio około 7 proc. całkowitych rocznych nakładów inwestycyjnych w Polsce.
Instytut Reform wskazuje, że Polska może wynegocjować jeszcze więcej środków w toczącej się obecnie reformie systemu, a jednym z kluczowych kroków powinno być powołanie Funduszu Transformacji Energetycznej.
Zależność od chińskich technologii
Najbardziej znaczącym momentem posiedzenia sejmowej komisji była wypowiedź ministra Bolesty, w której zgodził się z tezą raportu dotyczącą chińskiej dominacji technologicznej w sektorze OZE. Jak wskazał ekspert CSR, 98 proc. modułów fotowoltaicznych używanych w Europie pochodzi z Chin, podobnie jak 85 proc. baterii litowo-jonowych i 60 proc. pomp ciepła. Odnosząc się do tych danych, minister powiedział:
– Zgadzam się w stu procentach z twierdzeniem, że Europa zaspała i wciąż lunatykuje w kierunku zależności od importowanej technologii, nie tylko czystej, ale każdej technologii z Chin – powiedział.
I dodał, precyzując, jakie działania uważa za niezbędne:
– Musimy w związku z tym bardzo aktywnie działać, głównie na szczeblu europejskim, pojedyncze kraje nie mają wystarczającej siły. Konieczne jest stworzenie unijnej polityki przemysłowej oraz wypracowanie jednolitego stanowiska w kwestii podejścia do zmniejszenia w Europie produkcji wykorzystujących określone technologie – dodał Bolesta.
Wygaszanie darmowych uprawnień i rozszerzenie ETS na spalarnie
Bolesta przedstawił szczegóły dotyczące wygaszania bezpłatnych uprawnień do emisji, z których korzysta dziś polski przemysł energochłonny. Jak poinformował, przemysł w Polsce dostawał do tej pory ok. 40 mln uprawnień rocznie, co pokrywało większość emisji z sektorów najbardziej energochłonnych. Uprawnienia te mają być wycofywane w tempie 15 proc. rocznie, a od 2038 r. nie przewiduje się już żadnych darmowych uprawnień. Minister zastrzegł jednak, że od 2031 r. firmy będą mogły otrzymywać uprawnienia warunkowo – wyłącznie pod realizację inwestycji „zielonych”.
Istotnym elementem rewizji, wywołującym szczególne obawy po stronie polskiej, jest planowane rozszerzenie systemu ETS na spalarnie odpadów – sektor, który, jak wskazywał Izdebski, w największym stopniu odczuje skutki zmian w Polsce, ponieważ same analizy Komisji Europejskiej przewidują wzrost kosztów spalania tony odpadów o 33–66 proc. Bolesta zgodził się z tą oceną, zaznaczając równocześnie mechanizm, który sprawia, że problem nie zniknie nawet przy wyłączeniu spalarni z ETS:
– Zgadzam się z przedmówcą, że spalarnie nie powinny być objęte tymi rozwiązaniami i oczywiście będziemy działać, żeby tak się stało. Chcę jednak państwu powiedzieć, że jeżeli spalarnie nie są objęte ETS-em, to zaliczają się do drugiej części redukcji emisji, do której Polska jest zobowiązana, czyli do tzw. non-ETS. […] A zatem jeśli spalarni nie ma w jednym miejscu, to znajduje się w innym, w którym też mamy obowiązek redukcji – powiedział przedstawiciel rządu.
Rząd broni negocjacyjnych sukcesów w Brukseli
Minister Bolesta przedstawił trzy elementy, które – jak stwierdził – rząd wynegocjował na etapie prac nad propozycją rewizji ETS jeszcze przed jej formalnym ogłoszeniem: utrzymanie Funduszu Modernizacyjnego, o którego wydatkowaniu decyduje Polska; złagodzenie ścieżki redukcji emisji, w tym przesunięcie o dekadę – z 2039 na 2049 r. – daty, do której sektory objęte ETS muszą doprowadzić emisje do zera; oraz dostęp do nowego instrumentu finansowego określanego jako „investment booster”, wspierającego mniej rozwinięte gospodarki Unii.
– Nie zgadzam się z tezą przedstawioną w trakcie prezentacji, że się samobiczujemy czy stosujemy jakąś autodestrukcyjną narrację. Uważam, że trzeba bardzo jasno powiedzieć, iż polska transformacja to jest sukces nie tylko na skalę europejską, ale także światową – powiedział Bolesta, odpowiadając na zarzut przewodniczącego, że transformacja odbywa się kosztem polskiego przemysłu.
Skorygował też twierdzenie eksperta CSR o braku redukcji emisji w Polsce:
„W tym miejscu pozwolę sobie na małą korektę tego, co pan powiedział, bo my co prawda nie redukujemy emisji w liczbach absolutnych, ale jesteśmy w stanie redukować emisję per produkcja, czyli PKB nam rośnie, a emisje utrzymują się mniej więcej na stałym poziomie.”
Dane, na które się powołał, dotyczyły czerwca 2026 r., kiedy produkcja przemysłowa wzrosła o ponad 7 proc. rok do roku.
Odnosząc się do krytyki, że przesunięcie ETS2 o rok jest kosmetyczną zmianą, minister przywołał swoje doświadczenie negocjacyjne:
„Moje brukselskie doświadczenie wyraźnie pokazuje, że najlepiej sprawdza się w negocjacjach technika salami. Po prostu załatwiamy w danym momencie to, co się da i działamy dalej. […] Moim zdaniem każdy rok to zysk.”
Ocenił również unijny plan „zasobów własnych” Komisji, mających finansować dekarbonizację z nowych podatków i opłat:
„Zasoby własne to bardzo niefortunny, żeby nie powiedzieć, że po prostu głupi pomysł Komisji Europejskiej, przed którym będziemy się bronić. W tej materii mamy bardzo silną koalicję.”
Bolesta o CBAM: „instrument jeszcze się nie sprawdził”
Minister obszernie odniósł się także do mechanizmu CBAM, przyznając, że system w obecnej formie nie działa tak, jak zakładano.
– Chciałbym się także odnieść do CBAM-u. Całkowicie się zgadzam ze stwierdzeniem, że ten instrument jeszcze się nie sprawdził. My tego naprawdę pilnujemy i będziemy się starać, żeby sektorom objętym CBAM nie odbierać bezpłatnych pozwoleń, dopóki ten system nie sprawdzi się w praktyce – powiedział Bolesta.
Nie zgodził się jednak z tezą Izdebskiego, że CBAM prowadzi do redukcji emisji globalnych. Hego zdaniem mechanizm działa na niekorzyść europejskiego przemysłu silniej niż na rynkach zewnętrznych:
– Nie mogę się natomiast zgodzić z przedmówcą, że CBAM działa jako system redukcji globalnych emisji. Moim zdaniem on działa gorzej w Europie niż paradoksalnie poza nią […]. Oznacza to, że kraje, które mogą zrządzać, które produkty idą na eksport, mogą wysyłać do Europy czysty eksport, który jest nieobciążony CBAM-em. My natomiast kompensujemy tym firmom za emisję, czyli CBAM tak naprawdę wymusza redukcję na zewnątrz, a nie w Unii Europejskiej – powiedział.
Minister przypomniał też, że podczas polskiej prezydencji w Radzie UE udało się ograniczyć zakres CBAM dla małych i średnich firm, a dalsza redukcja obciążeń tym mechanizmem jest planowana jesienią.
Ostra krytyka opozycji: „to nie jest bonus, tylko alibi”
Przewodniczący podkomisji poseł Maciej Małecki (PiS) zakwestionował twierdzenie ministra, że przesunięcie o rok wejścia w życie ETS2 – nowego systemu obciążającego opłatami emisyjnymi paliwa transportowe i grzewcze dla gospodarstw domowych – stanowi sukces negocjacyjny. Zwrócił uwagę, że decyzja o wprowadzeniu ETS2 większością kwalifikowaną, a nie jednomyślnie, może naruszać art. 192 ust. 2 lit. c oraz art. 19 Traktatu o funkcjonowaniu UE, które – jego zdaniem – wymagają jednomyślności i gwarantują suwerenność energetyczną państw członkowskich w decyzjach dotyczących miksu energetycznego.
Poseł Krzysztof Mulawa (Konfederacja) argumentował z kolei, że spadek emisyjności polskiej gospodarki wynika przede wszystkim ze zmiany strukturalnej PKB. Udział przemysłu spadł z 42 proc. w 1990 r. do 28 proc. w 2024 r., a nie z samej polityki klimatycznej.
Spór o mechanizm MSR i skargi do TSUE
Odrębnym punktem debaty był spór o rozporządzenie dotyczące Rezerwy Stabilności Rynkowej (MSR) – mechanizmu regulującego liczbę uprawnień krążących na rynku ETS. Bolesta ostrzegł, że bez zmiany przepisów w tym roku Polska straciłaby możliwość korzystania z części uprawnień na cały rok, a nie tylko miesięcznie:
– Jeśli nie zmienimy w tym roku rozporządzenia MSR, to ono anuluje część pozwoleń, która zostanie ściągnięta z rynku. Ich cena wzrośnie i trafia do zamrażarki, z której nie można już ich wyjąć – powiedział.
Jak dodał, próba szybkiej rewizji tego mechanizmu napotkała jednak przeszkodę w Parlamencie Europejskim. Grupa „Patrioci” odmówiła udziału w głosowaniu, argumentując, że kwestia dotyczy ETS, którym nie chce się zajmować, co – według ministra – doprowadzi do wzrostu cen uprawnień.
Na pytanie przewodniczącego o status skarg złożonych do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z wprowadzeniem ETS2 większością kwalifikowaną, minister odpowiedział krótko: „Podtrzymujemy wszystkie skargi. Powiedziałem to już wcześniej, tu nic się nie zmienia.” Zastrzegł jednak, że złożenie skargi nie oznacza automatycznego wygrania sprawy przed trybunałem.
Patrycja Rapacka
patrycja.rapacka@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.