Pellet czy drewno? Polacy coraz częściej zadają sobie to pytanie
Sezon grzewczy 2026/2027 zbliża się wielkimi krokami, a wielu właścicieli domów jednorodzinnych i kominków wciąż zastanawia się, czym ogrzewać dom w nadchodzącej zimie lub na jakie ogrzewanie postawić w nowym domu. Sprawdzamy, co na ten temat mówią oficjalne dane – Głównego Urzędu Statystycznego, Lasów Państwowych oraz Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami – uzupełnione tam, gdzie to konieczne, o dane rynkowe.
Zanim przejdziemy do liczb, warto wiedzieć, jak duża część Polaków w ogóle korzysta z paliw stałych. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego opublikowanych 9 stycznia 2026 r. w opracowaniu „Zużycie energii w gospodarstwach domowych w 2024 r.”, paliwa stałe – głównie węgiel kamienny i drewno opałowe – wykorzystywało do ogrzewania pomieszczeń 30,6 proc. polskich gospodarstw domowych, a do podgrzewania wody – 21,7 proc. GUS podkreśla przy tym, że dominacja paliw stałych w polskich domach jest zjawiskiem wyjątkowym na tle całej Unii Europejskiej.
Skalę potwierdzają najnowsze dane od Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego (GUNB) na podstawie Centralnej Bazy Emisyjności Budynków (CEEB). Według danych przekazanych naszej redakcji oraz zestawienia struktury źródeł ciepła w domach jednorodzinnych na dzień 21 lipca 2026 r., aż 56,67 proc. budynków jednorodzinnych korzysta wyłącznie ze źródeł na paliwa stałe. W tej grupie dominują kotły pozaklasowe (18,06 proc. wszystkich domów) oraz kotły klasy 3 lub 4 (12,33 proc.) – nowoczesne, automatyczne kotły klasy 5 lub spełniające wymogi ekoprojektu ma zaledwie 7,37 proc. gospodarstw. Oznacza to, że zdecydowana większość domów ogrzewanych paliwem stałym wciąż korzysta z przestarzałych źródeł ciepła, znacząco odbiegających od standardów emisyjnych opisanych wcześniej.
Z kolei wyłącznie na niskoemisyjne lub bezemisyjne ogrzewanie zdecydowało się 25,24 proc. domów jednorodzinnych – w tej grupie przeważa gaz (19,17 proc.), a pompę ciepła wybrało jedynie 3,54 proc. gospodarstw. Pozostałe 16,77 proc. budynków stosuje rozwiązania mieszane, najczęściej łącząc niskoemisyjne źródło c.o. z dodatkowym kominkiem lub piecem na paliwo stałe (11,93 proc. ogółu). Dane GUNB pokazują więc, że mimo lat programów termomodernizacyjnych i dopłat do wymiany kotłów, skala wyzwania w sektorze domów jednorodzinnych – odpowiadającym w dużej mierze za tzw. niską emisję – pozostaje ogromna, a efekty dotychczasowych działań rozkładają się bardzo nierównomiernie w skali kraju.
Jak wyglądają koszty? Sprawdzamy ceny drewna i pelletu
W przypadku drewna opałowego Polska ma coś, czego brakuje rynkowi pelletu: oficjalny, publikowany cennik państwowego dostawcy. Lasy Państwowe – największy dostawca certyfikowanego drewna w kraju – dwa razy w roku (w styczniu i w połowie roku) publikują cenniki detaliczne w poszczególnych nadleśnictwach. Zgodnie z cennikami obowiązującymi w 2026 r. (m.in. cenniki Nadleśnictwa Giżycko z 28.01.2026 r. i Nadleśnictwa Płock), drewno opałowe kupione bezpośrednio w nadleśnictwie kosztuje z reguły od ok. 150–160 zł/m przestrzenny za gatunki iglaste (sosna, świerk, modrzew) do 400–550 zł/m przestrzenny za twarde drewno liściaste, takie jak dąb czy grab. Warunek? Kupujący musi sam zorganizować transport, a często również pocięcie i sezonowanie drewna. Same Lasy Państwowe informują na swoich stronach, że w ostatnich latach zwiększyły sprzedaż drewna opałowego o jedną trzecią – do ponad 4 mln m3 rocznie – i podkreślają, że drewno pozostaje najbardziej ekologicznym i najkorzystniejszym cenowo źródłem ciepła spośród dostępnych na rynku.
Kto nie chce zajmować się obróbką i chce drewno gotowe do spalenia, kupuje je w prywatnych składach opału – tam ceny są wyraźnie wyższe. Jak wskazuje portal kb.pl w zestawieniu z lipca 2026 r., za sezonowane drewno kominkowe (dąb, jesion, buk) w składzie trzeba zapłacić około 550–700 zł za m przestrzenny.
Skala tych podwyżek ma potwierdzenie w oficjalnych danych inflacyjnych. Z komunikatu GUS „Ceny towarów i usług konsumpcyjnych” (23.07.2026 r.) wynika, że w czerwcu 2026 r. opał był o 8,2 proc. droższy niż rok wcześniej, a paliwa płynne podrożały aż o 36,9 proc. – to część szerszego wzrostu kosztów energii i ogrzewania w gospodarstwach domowych, obok wzrostu cen energii elektrycznej o 12,9 proc. rok do roku.
Rynek pelletu nie ma odpowiednika oficjalnego cennika Lasów Państwowych – to w pełni wolnorynkowy produkt, więc dane o cenach pochodzą wyłącznie z monitoringu branżowego. Serwis Forsal.pl, powołując się na notowania portalu PanPellet.pl oraz Money.pl, informował w lutym 2026 r. o średniej krajowej cenie certyfikowanego pelletu klasy A1 na poziomie ok. 1640 zł/t, natomiast w marcu 2026 r. Muratordom.pl odnotował już poziom 2000–2500 zł/t w hurtowniach, przy czym część dostawców zaczęła tworzyć listy oczekujących na dostawy. Częściowym wytłumaczeniem tej dynamiki jest eksport – Polska sprzedaje za granicę, głównie do Niemiec, około 1–2 mln ton pelletu rocznie, a według danych niemieckiego stowarzyszenia branżowego DEPV (Deutscher Energieholz- und Pellet-Verband) ceny pelletu w Niemczech w sezonie 2025/2026 sięgały 280–380 euro/t (ok. 1190–1615 zł/t) – wzrosty na rynku niemieckim szybko przenoszą się więc na ceny krajowe.
Co oferują polscy producenci pelletu?
W przeciwieństwie do drewna z Lasów Państwowych, pellet nie ma jednego, ogólnopolskiego cennika państwowego – to towar sprzedawany przez prywatnych producentów, głównie za pośrednictwem sieci dystrybutorów i marketów budowlanych. Dwie przykładowe i rozpoznawalne polskie marki na tym rynku to:
- Barlinek S.A. (spółka znana przede wszystkim z produkcji podłóg drewnianych) – oferuje pellet drzewny posiadający podwójną certyfikację ENplus A1 (nr PL 003) oraz niemiecką DINplus, produkowany z czystych trocin sosnowych i świerkowych. Zgodnie z danymi technicznymi producenta, pellet Barlinek ma wartość opałową ok. 17,64 MJ/kg (4,9 kWh/kg), zawartość popiołu ≤0,6 proc. oraz gęstość nasypową ≥660 kg/m3 – parametry spełniające lub przewyższające wymagania normy ENplus A1;
- Stelmet S.A. (Zielona Góra) – producent pelletu pod markami Lava i Olimp, również certyfikowanego w standardzie ENplus A1, produkowanego z trocin świerkowych i sosnowych suszonych w temperaturze poniżej 100 stopni Celsjusza (co ma ograniczać przypalanie surowca i utratę naturalnego lepiszcza).
Obie marki dystrybuowane są m.in. przez sieci DIY. Jak wynika z zestawienia serwisu Mój piec.pl (maj 2026), sieć OBI stawia głównie na pellet marki Barlinek, a Leroy Merlin oferuje m.in. pellet marek Olczyk oraz Stelmet (Lava, Olimp) – w tej drugiej sieci worek 15 kg kosztował, według tego zestawienia, 22–26 zł, co w przeliczeniu na tonę daje ok. 1470–1730 zł/t. Jest to poziom zbliżony do cen hurtowych notowanych poza szczytem sezonu grzewczego. Warto zaznaczyć, że są to ceny detaliczne w workach, uwzględniające marżę sieci handlowej – kupując pellet luzem bezpośrednio od dystrybutora lub w większej partii, można zapłacić mniej.
Wniosek? Według oficjalnych cenników Lasów Państwowych drewno kupione bezpośrednio w nadleśnictwie jest kilkukrotnie tańsze niż pellet notowany na wolnym rynku – kosztem konieczności samodzielnego transportu i sezonowania surowca.
Pellet kontra drewno z perspektywy konsumenta: koszt jednostki energii w paliwie
Ceny za tonę pelletu i za metr przestrzenny drewna trudno porównać wprost – to różne jednostki i różna zawartość energii. Praktycznym kryterium konsumenckim jest więc wartość energetyczna, czyli koszt jednej kilowatogodziny energii zawartej w paliwie (zł/kWh) – czyli ile płacimy za kupioną energię, zanim jeszcze trafi ona do kotła czy pieca.
Certyfikowany pellet, taki jak produkt Barlinek S.A., ma wartość energetyczną ok. 4,9 kWh/kg, czyli 4900 kWh w tonie. Przy cenie detalicznej z sieci DIY (1470–1730 zł/t) daje to koszt rzędu 0,30–0,35 zł/kWh, natomiast przy cenie hurtowej ze szczytu sezonu (2000–2500 zł/t) koszt rośnie do 0,41–0,51 zł/kWh. Dobrze wysezonowane, twarde drewno liściaste (dąb, buk) ma wartość energetyczną rzędu 4,0 kWh/kg przy wilgotności ok. 20 proc. – nieco niższą niż pellet, głównie z powodu wyższej zawartości wilgoci resztkowej i niższej gęstości energetycznej surowca. Po przeliczeniu na typowy sposób sprzedaży, czyli metr przestrzenny (mp) uwzględniający przestrzenie powietrzne między szczapami, daje to – według branżowych zestawień kaloryczności – ok. 2100 kWh z metra przestrzennego. Kupione w składzie opału w cenie 550–700 zł/mp daje to koszt 0,26–0,33 zł/kWh, a więc na poziomie zbliżonym do pelletu kupowanego w workach poza szczytem sezonu. Drewno kupione bezpośrednio w nadleśnictwie, po przeliczeniu ceny surowca na gotowy do spalenia metr przestrzenny, wypada jednak wyraźnie taniej niż obie te opcje – kosztem własnej pracy przy transporcie, cięciu i sezonowaniu.
Trzeba jednak zaznaczyć istotne zastrzeżenie: powyższe wyliczenie pokazuje cenę energii zawartej w paliwie, a nie cenę faktycznie dostarczonego do domu ciepła – tę drugą wartość obniża jeszcze sprawność urządzenia grzewczego, czyli to, ile energii z paliwa realnie trafia do pomieszczenia, a ile ucieka kominem. Nowoczesne, certyfikowane kotły klasy 5 osiągają na obu paliwach zbliżoną, wysoką sprawność – kotły pelletowe do ok. 92 proc,, a kotły zgazowujące drewno kawałkowe do ok. 90 proc. Więc dla takich urządzeń powyższe porównanie cen paliwa w przybliżeniu odzwierciedla też koszt realnego ogrzewania. Zupełnie inaczej wygląda to jednak przy starszych piecach czy otwartych kominkach na drewno, których sprawność bywa wyraźnie niższa (rzędu 50–70 proc., w kominkach otwartych czasem mniej) –-w takim przypadku realny koszt kilowatogodziny dostarczonego ciepła jest znacząco wyższy niż wynikałoby to z samej ceny drewna.
Patrząc na koszt energii zawartej w paliwie, pellet i drewno ze składu są sobie bliskie poza sezonem grzewczym, ale zimą, gdy ceny pelletu rosną najbardziej, przewaga kosztowa przechyla się na stronę drewna – pod warunkiem że jest ono spalane w równie sprawnym, nowoczesnym urządzeniu, a nie w starym piecu czy otwartym kominku.
Wygoda użytkowania
Tu przewaga pelletu wynika wprost z konstrukcji urządzeń grzewczych. Nowoczesne kotły pelletowe pracują automatycznie – podajnik ślimakowy sam dozuje paliwo z zasobnika, a użytkownik jedynie okresowo uzupełnia zapas i czyści popielnik.
Drewno kawałkowe wymaga ręcznego załadunku pieca (zwykle kilka razy dziennie w mrozy), a wcześniej – zakupu, transportu, ewentualnego rąbania i sezonowania. Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami oraz publikacje branżowe zwracają uwagę, że drewno kawałkowe powinno schnąć minimum 1–2 lata, zanim nada się do efektywnego i czystego spalania – zbyt wilgotne drewno znacząco pogarsza zarówno komfort palenia, jak i emisje.
Wpływ na środowisko? Decyduje klasa kotła, nie rodzaj paliwa
To najbardziej złożony element porównania, a oficjalne dane pokazują wyraźnie, że kluczowe znaczenie ma klasa i stan techniczny urządzenia grzewczego, a nie sam rodzaj paliwa.
Zgodnie z normą PN-EN 303-5:2012+A1:2021, nowoczesny kocioł na paliwo stałe klasy 5 musi spełniać limity emisji: pył (PM) do 40 mg/m3 i tlenek węgla (CO) do 500 mg/m3. Dla porównania – jak wskazują szacunki oparte na danych IOŚ-PIB (Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy) i KOBiZE – stary, pozaklasowy kocioł węglowy może emitować 200–1000 mg/m3 pyłu i 5000–20 000 mg/m3 CO, czyli nawet kilkadziesiąt razy więcej. Te same szacunki wskazują, że wymiana takiego przestarzałego kotła węglowego na nowoczesny kocioł pelletowy klasy 5 może obniżyć emisję pyłów PM2,5 nawet o 90–95 proc. Warto podkreślić, że są to dane dla starych kotłów węglowych – analogicznych, oficjalnych zestawień dla starych kotłów opalanych wyłącznie drewnem w tym samym ujęciu nie znaleziono, choć branżowe źródła wskazują, że ich emisje również znacząco przekraczają normy klasy 5.
Analiza przygotowana przez Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami, cytowana przez portal kb.pl, wskazuje pył PM10 i PM2,5 jako jeden z głównych problemów związanych ze spalaniem paliw stałych w sektorze mieszkalnictwa, przy czym różnica między pelletem a dobrze wysezonowanym drewnem kawałkowym wyraźnie się zmniejsza, gdy porównuje się urządzenia tej samej, wysokiej klasy emisyjnej. Ten sam artykuł powołuje się też na analizy przeprowadzone na Politechnice Warszawskiej, z których wynika, że nawet nowoczesny kocioł potrafi w praktyce przekraczać dopuszczalne normy emisji pyłu, tlenku węgla i tlenków azotu, a wśród paliw stałych (pellet, ekogroszek, drewno) w spalinach bywają wykrywane substancje o potwierdzonym działaniu rakotwórczym, takie jak benzo(a)piren.
W kwestii bilansu CO2 obowiązują oficjalne unijne dyrektywy RED II i RED III, które klasyfikują biomasę drzewną (w tym pellet) jako odnawialne źródło energii o zerowym bilansie CO₂ w cyklu życia – pod warunkiem pochodzenia z certyfikowanej, zrównoważonej gospodarki leśnej. Założenie to bywa krytykowane, ponieważ odrastanie lasu trwa 30–80 lat, co tworzy tzw. tymczasowy „dług węglowy” – korzyść klimatyczna nie jest więc natychmiastowa.
Zarówno pellet, jak i drewno mogą być stosunkowo czystym źródłem ciepła- pod warunkiem spalania w nowoczesnym, certyfikowanym urządzeniu klasy 5 i przy użyciu dobrze wysuszonego paliwa. Stary piec na dowolne paliwo stałe pozostaje głównym źródłem zanieczyszczeń w polskich miejscowościach, niezależnie od tego, czym jest zasilany.
Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi na pytanie z tytułu. Osoby ceniące wygodę i gotowe zapłacić więcej za automatyzację wciąż wybiorą pellet, mimo rosnących cen rynkowych. Ci, dla których liczy się przede wszystkim rachunek ekonomiczny i którzy mają czas oraz miejsce na skład opału, częściej sięgną po drewno kawałkowe – najlepiej kupione bezpośrednio z nadleśnictwa, zgodnie z oficjalnym cennikiem Lasów Państwowych.
Patrycja Rapacka
patrycja.rapacka@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.