REKLAMA
 
REKLAMA

Część Berlina bez prądu. Jaka była przyczyna?

Część Berlina bez prądu. Jaka była przyczyna?
fot. Wikimedia / Carsten Seehawer, CC BY-SA 4.0

45 tysięcy gospodarstw domowych i ponad 2 tysiące firm w południowych dzielnicach Berlina zostało w niedzielę wieczorem pozbawionych prądu.

W niedzielny wieczór w Berlinie doszło do ataku na elektrownię gazową znajdującą się w dzielnicy Lichterfelde. W wyniku podpalenia centralnego przewodu łączącego elektrownię z systemem elektroenergetycznym południowe dzielnice miasta: Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee zostały pozbawione prądu. Blackout objął łącznie około 45 tysięcy gospodarstw domowych i ponad 2 tysiące firm. Do ataku przyznała się niemiecka grupa lewicowych ekstremistów o nazwie Vulkan.

„Wczoraj wieczorem skutecznie sabotowaliśmy elektrownię gazową w Berlinie-Lichterfelde. Spowodowało to przerwy w dostawie prądu w bogatszych dzielnicach Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee. Celem akcji nie było odcięcie zasilania, lecz uderzenie w przemysł paliw kopalnych. […] Atak na elektrownię gazową jest aktem samoobrony i międzynarodowej solidarności ze wszystkimi, którzy chronią Ziemię i życie. To dowód, że infrastrukturę sprzyjającą niszczeniu Ziemi można sabotować, a produkcję energii z paliw kopalnych – zatrzymać” – napisała grupa w oświadczeniu opublikowanym w internecie.

REKLAMA

Berlińska policja uznała oświadczenie za autentyczne, wyjaśniając, że grupa już wcześniej korzystała z tego typu kanałów komunikacji.

Naprawa awarii może potrwać

Jak podkreślają władze Berlina, ze względu na czas ataku – okres zimowy i temperatury spadające poniżej 0 st. C – należałoby go uznać raczej za terroryzm niż zwykłe podpalenie czy sabotaż. Tym bardziej, że naprawa uszkodzeń jest czasochłonna: jeszcze we wtorek bez prądu pozostawało około 40 tys. gospodarstw domowych i 1700 firm, a szkoły i przedszkola w południowych dzielnicach Berlina były zamknięte. Pełne przywrócenie dostaw energii elektrycznej planowane jest do czwartku.

Senator Berlina ds. energii Franziska Giffrey w wypowiedzi dla Politico podkreślała, że atak dowodzi konieczności zwiększenia ochrony infrastruktury krytycznej miasta. Wiele informacji na jej temat zgodnie z obowiązującym prawem musi bowiem podlegać upublicznieniu, co zwiększa transparentność, ale i niebezpieczeństwo podobnych ataków.

REKLAMA

Wcześniej na celowniku grupy znalazła się Tesla

Franziska Giffrey wskazała też na konieczność zbadania podłoża ataku.

Pytanie brzmi, czy te lewicowe grupy aktywistów działają tylko w imię ideologii, czy też kryje się za tym coś więcej? To absolutnie musi zostać zbadane – powiedziała w wywiadzie dla niemieckiego radia rbb.

Zwłaszcza że nie jest to pierwszy atak Grupy Vulkan w okolicach Berlina. W 2024 r. ekstremiści w podobny sposób odcięli dostawy prądu do największej fabryki Tesli w Europie, argumentując, że produkcja zanieczyszcza lokalne wody gruntowe i zużywa ogromne zasoby wody pitnej. Sprawa odbiła się wówczas szerokim echem na całym świecie, a Elon Musk – współzałożyciel koncernu Tesla – nazwał sabotażystów „najgłupszymi ekoterrorystami na Ziemi”, podważając w ten sposób sensowność ataku na fabrykę pojazdów elektrycznych, które z założenia są bardziej przyjazne środowisku.

Agata Świderska

agata.swiderska@gramwzielone.pl

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy Gramwzielone.pl Sp. z o.o.

REKLAMA
Komentarze

Tydzień bez prądu i…

… i pompiarze mają lód na d*pie 😉
Tak się kończy pełna elektryfikacja wszystkiego co się da. U nas też nie brakuje matołów na stołkach, którzy chcą ten sam błąd powtórzyć.

Część Berlina bez prądu. Jaka była przyczyna? oczywiście nie mieli eksperta od wszystkiego alladyna

Na szczęście trafił się 'złośliwiec’. Ekspert z koziej dupy.

 
 
 
REKLAMA