Europa walczy z suszą. Ucierpiały nie tylko elektrownie wodne
Susza i niski poziom wody w rzekach to nie tylko problem elektrowni wodnych. Cierpi również europejski atom i elektrownie konwencjonalne, wykorzystujące rzekę do chłodzenia bloków.
Susza trwa od wczesnej wiosny, a jej skala postępuje. Już w maju 2026 r. warunki pogodowe były niepokojące, a w lipcu i sierpniu zarejestrowano rekordowo niski poziom wód czterech głównych rzek Europy: Loary, Padu, Renu i Dunaju.
Susza się utrzyma
Fale upałów zwiększyły ryzyko pożarowe, czego przykładem były lipcowe pożary lasów we Francji i Hiszpanii. Suszę potęguje El Niño, zjawisko pogodowe i oceaniczne, które polega na utrzymaniu się ponadprzeciętnie wysokiej temperatury na powierzchni wody w strefie równikowej Pacyfiku
. Według szacunków Copernicus, centrum KE badającego warunki pogodowe na świecie, ekstremalne upały będą narastać w strefie tropikalnej i subtropikalnej od września, by osiągnąć szczyt między grudniem 2026 r. a lutym 2027 r. i utrzymać się do wiosny. Niezwykle ciepła pogoda może rozszerzyć się na inne części świata, w tym Europę. Ocieplenie na Starym Kontynencie ma zacząć się już we wrześniu i nasilać do wiosny 2027 r.
Obecnie około 50 proc. obszarów Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii jest dotkniętych suszą o różnym stopniu intensywności. Wyróżnia się trzy stopnie: zagrożenie (ang. watch), ostrzeżenie (ang. warning) i alarm (ang. alarm). Stan zagrożenia oznacza opady poniżej normalnego poziomu, ostrzeżenie – spadek wilgotności gleby, zaś alarm – że oba warunki utrzymują się, a roślinność wykazuje stres, co oznacza, że susza wpływa na uprawy.
Trudny czas dla energetyki wodnej
Spadek wody w rzekach wpływa bezpośrednio na energetykę. Naturalną konsekwencją jest spadek produkcji energii wodnej, którego przykładem są Włochy, gdzie na północy kraju istotną rolę odgrywają właśnie źródła energii oparte na wodzie. W podobnej sytuacji są kraje, które posiadają elektrownie wodne na Dunaju, jak np. Serbia, której elektrownie wodne Djerdap I i II odnotowały najniższą produkcję w historii.
Rzeki nie tylko napędzają hydroenergetykę, ale również służą do chłodzenia elektrowni o obiegu otwartym. Dwa najgłośniejsze przypadki to Węgry i Rumunia – oba kraje stanęły przed ryzykiem wyłączenia elektrowni jądrowych.
Węgierski atom walczy o życie
Elektrownia Jądrowa Paks odpowiada za pokrycie około 50 proc. zapotrzebowania energetycznego Węgier. Kryzys rozpoczął się 27 lipca, gdy produkcja energii była zmniejszona nawet o 50 proc. 30 lipca węgierski premier Peter Magyar zapowiedział, że możliwe jest wyłączenie elektrowni jądrowych. Zarówno przedsiębiorcy, jak i osoby prywatne rozpoczęły oszczędzać energię, zwłaszcza między 17:00 a 22:00, gdy zmniejsza się generacja fotowoltaiki, a wzrasta zapotrzebowanie.
W krytycznym momencie działał tylko jeden z czterech reaktorów elektrowni. Przełom nadszedł 6 sierpnia, gdy poziom wody w Dunaju zaczął wzrastać.
Więcej na ten temat dowiesz się z artykułu: Atom zniknął z systemu na kilka dni. Jak Węgry uniknęły problemów z energią?
Mimo że najgorszy kryzys został zażegnany, nie wykluczone jest, że powróci. Magyar zakomunikował na X, że „trwa nadludzka praca w Paks, przy utrzymaniu w ruchu dwóch działających turbin elektrowni jądrowych”. Krytyczny będzie 18 i 19 sierpnia. 20 sierpnia prognozowane są opady, a rząd węgierski nakazał w sierpniu budowę progu dennego, który ma podnieść wodę w Dunaju i ochronić elektrownię Paks.
Premier Magyar zapewnił, że budowa postępuje w „błyskawicznym tempie”. Jako tymczasowe rozwiązanie Węgry zatapiają dwie barki obciążone kamieniami, każda o długości 80 metrów. Do kadłubów statków wpompowywana jest woda. Łodzie ustawione są poprzecznie i przymocowane do pali o średnicy 70 cm, osadzonych na głębokości 8 metrów, za pomocą półkilometrowych stalowych lin.
Rumunia przegrała walkę
W podobnej sytuacji była Rumunia, która symultanicznie walczyła o działanie elektrowni jądrowej Cernavoda, składającej się z dwóch reaktorów. To Rumuni jako pierwsi zatopili obciążone kamieniami barki, aby podnieść poziom Dunaju. Tak jak Węgry mają pierwszy kryzys za sobą i walczą, by się nie powtórzył, tak Rumunia przegrała walkę. 13 sierpnia zadecydowano o wyłączeniu Cernavody. Operator elektrowni, Nuclearelectrica, nie planuje wznowić pracy w ciągu najbliższych 10 dni (do 23 sierpnia).
Oba reaktory odpowiadały za około 20 proc. produkcji energii elektrycznej. Problem nie ogranicza się tylko do tego kraju. Mołdawia również boryka się z niskim poziomem rzek i radzi sobie z tym za pomocą importu energii z Rumunii, który pokrywa około 60 proc. niedoborów energii. Ratunkiem może być pozyskanie energii z Ukrainy, o ile Kijów, którego energetyka jest niszczona przez Rosję, będzie w stanie ją zapewnić. Jak przekazały władze Mołdawii, realne są przerwy w dostawie energii.
Aby zmniejszyć skutki kryzysu, uruchomiono elektrownię zasilaną węglem brunatnym o mocy 330 MW i zwiększono generację z elektrowni wiatrowych i wodnych (jednostki przy zbiornikach, gdzie poziom wody nie jest zbyt niski). Zaplanowano również ograniczenia w dostawie energii dla dużych odbiorców przemysłowych w godzinach wieczornych.
Problemy nie dotyczą tylko Europy Wschodniej. Francja musiała ograniczyć działanie 13 z 57 reaktorów jądrowych. Tamtejszy miks energetyczny oparty jest w około 70 proc. na atomie. W zeszłym tygodniu odnotowano ponad 20-procentowy niedobór mocy produkcyjnych z tego źródła.
Polski węgiel potrzebuje rzeki
Rzeki służą nie tylko do chłodzenia elektrowni jądrowych, czego przykładem jest zasilana gazem ziemnym elektrociepłownia Stalowa Wola, która pobiera wodę z Sanu. 30 czerwca, z uwagi na konieczność chłodzenia bloków, konieczne było ograniczenie produkcji. Tego samego dnia Polskie Sieci Elektroenergetyczne po raz pierwszy w tym roku ogłosiły wezwanie na rynku mocy.
4 sierpnia, gdy ogłoszono kolejne przywołanie, elektrownie Połaniec (zasilana węglem kamiennym) i Kozienice (działająca dzięki węglowi kamiennemu i gazowi ziemnemu) ograniczyły swoją pracę.
Orlen Synthos Green Energy, który odpowiada za budowę pierwszych małych reaktorów modułowych w technologii BWRX-300, argumentuje, że rozwiązaniem są właśnie SMR. Przemawia za tym zamknięty układ chłodzenia, który pozwala wytwarzać energię przy mniejszym zapotrzebowaniu na wodę. Spółka deklaruje, że układ chłodzenia może zostać dostosowany do lokalnych warunków hydrologicznych i klimatycznych.
– Technologia BWRX-300 przewiduje zastosowanie różnych układów odprowadzania ciepła, w tym chłodni wentylatorowych z ciągiem mechanicznym, systemów hybrydowych oraz chłodnic suchych. Rozwiązanie może więc zostać dobrane do warunków klimatycznych, hydrologicznych i środowiskowych konkretnej lokalizacji – mówi dr Krzysztof Dominiczak, dyrektor operacyjny w OSGE.
Grzegorz Onichimowski, prezes PSE, w rozmowie z TOK FM podkreślił rolę fotowoltaiki. Jego zdaniem wysoka generacja z PV, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy, umożliwiła uniknięcie poważniejszego kryzysu, a ewentualne problemy dzięki temu dotyczą tylko godzin wieczornych. Ponadto prezes wskazał, że Europa potrzebuje wielkoskalowych magazynów energii, które zgromadzą energię ze słońca i pozwolą uniknąć wieczornych wyzwań.
Dobra wiadomość
W zeszłym tygodniu przedstawiciele Komisji Europejskiej, poszczególnych krajów wspólnoty, Ukrainy, Mołdawii, Sekretariatu Wspólnoty Energetycznej i Europejskiej Sieci Operatorów Systemów Przesyłowych Energii Elektrycznej (ENTSO-E) spotkali się na posiedzeniu Grupy Koordynacyjnej ds. Energii Elektrycznej w celu omówienia bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej w czasie suszy.
Eksperci potwierdzili, że w perspektywie krótkoterminowej nie ma zagrożeń dla europejskiego systemu elektroenergetycznego. Sytuacja pozostanie jednak napięta. Zapewniają, że dzięki jednolitemu rynkowi energii elektrycznej możliwy jest przepływ energii do regionów, gdzie jest najbardziej potrzebna.
Grupa przekazała podobny komunikat jak wcześniej prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski: fotowoltaika pomaga w obecnej trudnej sytuacji, ale Europa potrzebuje inwestycji w magazyny energii.
Marcin Karwowski
marcin.karwowski@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.
I za to wszystko jest odpowiedzialne ocieplenie klimatu wynikające ze spalania ropy, węgla i gazu. Przyspieszenie inwestycji w OZE i odejście od węgla i ropy jest kluczowe, żeby zatrzymać katastrofę klimatyczną.
nie europa, a kilka krajów. dunaj do granicy z węgrami ma się dobrze, potoki w alpach też pełne (sprawdziłem naocznie) w tyrolu wschodnim wody pod dostatkiem. gdzie jest problem? w krajach rabunkowo traktujących rzeki. i tyle!