Chińskie wiatraki na Bałtyku? Rząd widzi zagrożenie, ale nie chce blokować

Chińskie wiatraki na Bałtyku? Rząd widzi zagrożenie, ale nie chce blokować
Fot. MKiŚ

Rząd dostrzega zagrożenia, jakie stwarzają chińskie turbiny wiatrowe w polskich projektach offshore wind, jednak nie chce wprowadzić zakazu ich importu. Zamiast tego woli inne rozwiązania, wspierające europejskie podmioty.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska odpowiedziało na interpelację posła Prawa i Sprawiedliwości Kacpra Płażyńskiego dotyczącą zagrożeń stwarzanych przez chińskie turbiny instalowane na morskich farmach wiatrowych.

Poseł opozycji zwrócił uwagę na decyzję rządu Wielkiej Brytanii z marca bieżącego roku dotyczącą zakazu stosowania turbin wiatrowych chińskiego producenta Ming Yang Smart Energy przy budowie tamtejszych farm wiatrowych. Londyn argumentował decyzję możliwością zbierania i przekazywania do Chin informacji o infrastrukturze krytycznej. Płażyński wystąpił m.in. z zapytaniem, czy polski rząd planuje podjąć podobne kroki.

REKLAMA

Nie będzie zakazu…

Na interpelację odpowiedziała wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska w porozumieniu z wicepremierem i ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem. Resort klimatu nie planuje wprowadzać ani zakazu, ani ograniczeń w użytkowaniu produktów chińskich podmiotów przy budowie polskich morskich farm wiatrowych.

MKiŚ nadmienia, że wszyscy inwestorzy działający w ramach tzw. I fazy rozwoju offshore wind w Polsce mają już podpisane umowy z europejskimi dostawcami turbin.

W dalszej części odpowiedzi minister Zielińska wyjaśnia, że jej resort preferuje inne rozwiązania niż bariery protekcjonistyczne, czyli ograniczenie importu z Chin (np. przez zakaz importu lub większe cła). Zamiast tego preferuje rozwiązania normatywne. Tu wskazała, że chodzi o konieczność spełnienia określonych certyfikatów i norm. Resort klimatu jest za wprowadzeniem takich rozwiązań, które ułatwią konkurowanie na rynku offshore europejskim firmom, jednocześnie nie wykluczając konkurencji z Chin. Jako przykład minister wskazuje regulacje zawarte w projekcie nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii oznaczonym numerem UC118.

– […] preferowane są w MKiŚ rozwiązania normatywne, czego przykładem jest projekt ustawy o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw (UC118), który poprzez doprecyzowanie hierarchii stosowania norm dla urządzeń OZE i możliwość uzasadnionego niestosowania norm wyższego rzędu w określonych sytuacjach wzmacnia pozycję norm europejskich i zharmonizowanych, zwiększa bezpieczeństwo prawne zamawiających i pośrednio wspiera europejskich producentów, bez wprowadzania formalnych barier protekcjonistycznych – czytamy w odpowiedzi.

Wieloletnie zagrożenie

Minister Zielińska przyznaje, że polskie służby od wielu lat są świadome zagrożeń i ryzyk związanych z wykorzystaniem chińskich urządzeń w inwestycjach energetycznych. Powstają one z uwagi na tamtejszy rząd, który nakazuje przedsiębiorcom współpracować z władzami oraz służbami bezpieczeństwa.

Niezależnie od profilu działalności realizują one założenia globalnej polityki władz w Pekinie, zmierzając do rozpoznania możliwości ekspansji, a następnie utrwalenia obecności w polskiej i europejskiej przestrzeni gospodarczej i cyfrowej – napisano w odpowiedzi.

Tym samym chińskie podmioty mogą prowadzić działalność wywiadowczą, dokonywać sabotażu i operacji hakerskich. Współpraca między polskimi a chińskimi podmiotami wymaga wcześniejszego dokonania oceny ryzyka.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przypomina, że niedawno znowelizowana ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nakłada na wybrane podmioty (również z sektora energetycznego) dodatkowe restrykcje mające na celu wykluczenie dostawców, którzy nie dają stosownej rękojmi w kwestii bezpieczeństwa.

Chiny wchodzą do Europy

Poseł Płażyński w swojej interpelacji nawiązał do próby wejścia producenta elektrowni wiatrowych Ming Yang do Wielkiej Brytanii. Chińska firma planowała otworzyć fabrykę turbin wiatrowych w Highlands. Inwestycja została ostatecznie zablokowana przez rząd brytyjski. Do władz zwróciła się branża OZE, która poprosiła o opinię na temat wykorzystania chińskich turbin na brytyjskich wodach. Oficjalne stanowisko Londynu mówi, że wykorzystanie chińskich technologii w projektach offshore godziłoby w bezpieczeństwo narodowe. Jednocześnie brytyjski rząd nie neguje dalszych inwestycji z Kraju Środka, ale stawia jako priorytet kwestię bezpieczeństwa.

Ming Yang jest pierwszym chińskim producentem elektrowni wiatrowych, który zdobywa kontrakty na dostawy turbin do projektów realizowanych w Europie.  Chińska firma w lipcu 2024 r. podpisała umowę z niemieckim Luxcarem, na dostawę 16 turbin o mocy jednostkowej do 18,5 MW do projektu morskiej farmy wiatrowej Waterkant.

REKLAMA

Wywołało to protest m.in. Gilesa Dicksona, ówczesnego prezesa WindEurope, który stwierdził, że umowa uderza w europejski przemysł czystych technologii. Dodatkowo zauważył, że chińskie turbiny zagrażają bezpieczeństwu energetycznemu. Dickson wskazał, że pojedyncza turbina wiatrowa onshore lub offshore najnowszej generacji ma około 300 czujników, które mogą być wykorzystywane do przesyłania danych. Dodatkowo technologie wykorzystywane w turbinach zapewniają zdalny dostęp, a także między innymi możliwość regulacji kąta nachylenia łopat, co może zostać wykorzystane do sterowania produktywnością farm wiatrowych. Tym samym, w opinii przedstawiciela organizacji branżowej, Europa musi jak najszybciej zdecydować, czy energetyka wiatrowa jest sektorem strategicznym.

 

Ilość czujników na turbinie wiatrowej
Źródło: Wind Europe

Następstwem zamieszania wokół wejścia chińskiego producenta do pierwszego europejskiego projektu offshore była zmiana wyboru dostawcy turbin to projektu realizowanego przez firmę Luxcara. W sierpniu 2025 r. niemiecka firma podpisała umowę z Siemens Games na dostawę 97 turbin o mocy 15 MW. Ming Yang Smart Energy potwierdziło, że nie jest już zaangażowane w projekt.

Odmiennego zdania od stanowiska WindEurope był ówczesny prezes BASF Martin Brudermüller. W 2023 r. powiedział, że chińscy producenci turbin są lepsi technologicznie, a wykorzystanie ich technologii zapewnia większą opłacalność inwestycji w farmy wiatrowe.

Trwa polityczna dyskusja, że ​​energetyka wiatrowa nie powinna być kolejną (unijną – red.) technologią, która zniknie. Powiedziałbym raczej: ona już zniknęła – stwierdził w wywiadzie dla Frankfurter Allgemein.

Christian Bruch, prezes czołowego europejskiego producenta morskich elektrowni wiatrowych Siemens Energy, odpowiedział na stwierdzenia szefa BASF, że europejski przemysł wiatrowy jest w stanie dotrzymać kroku chińskim rozwiązaniom.

Morskie farmy wiatrowe w Polsce

Morskie farmy wiatrowe są istotnym elementem polskiej transformacji energetycznej. Obecnie na polskim Bałtyku trwa budowa morskich farm wiatrowych o łącznej mocy 5,9 GW w ramach pierwszej fazy rozwoju offshore, w której inwestorzy uzyskali kontrakty różnicowe w wyniku indywidualnych decyzji Urzędu Regulacji Energetyki.

Pierwsza polska morska farma wiatrowa na Bałtyku jest w kluczowej fazie przygotowania do eksploatacji. Ostatnio Orlen informował o zainstalowaniu 50 z 76 planowanych turbin o jednostkowej mocy 15 MW, które dostarcza duński Vestas.

Właścicielem tego projektu są firmy Orlen i Northland Power. Spółka celowa realizująca ten projekt zawarła najważniejsze kontrakty serwisowe w zakresie obsługi i serwisowania farmy wiatrowej Baltic Power. Inwestycja powstaje około 23 km od brzegu w rejonie Choczewa i Łeby. Obejmuje obszar około 130 km2.

Jaki będzie lokal content w polskim offshore?

Inwestycje w polskim sektorze offshore są także impulsem do rozwoju krajowej gospodarki. Zgodnie z przyjętym ostatnio przez Radę Ministrów projektem Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) w przypadku morskich farm wiatrowych rząd zakłada osiągnięcie krajowego udziału (local content) na poziomie ok. 40 proc. przy inwestycjach w offshore szacowanych przez autorów KPEiK na blisko 274 mld zł w latach 2026-2040.

Ostatnio Ocean Winds ogłosił budowę we Władysławowie bazy serwisowej dla morskich farm wiatrowych. Prace mają ruszyć jeszcze w tym miesiącu, a ich zakończenie przewidziane jest na koniec 2027 r.

Marcin Karwowski, redaktor Gramwzielone.pl

marcin.karwowski@gramwzielone.pl

© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy E-Magazyny Sp. z o.o.